sobota, 31 marca 2018

Pocztówki z Niederschlesien - niemieckie napisy na Dolnym Śląsku


Przygotowując zestawienie niemieckich napisów we Wrocławiu, przypomniałam sobie również o paru takich znaleziskach w innych miejscach na Dolnym Śląsku. Nieraz dobrze zachowane, innym razem wyraźnie zniszczone lub zamalowane, wyłaniają się spod warstw farb i tynków, nieśmiało przypominając o historii tych ziem. 

Na zdjęciu z lewej strony widzimy dawną gospodę w Miedziance "Schwarzer Adler" ("Pod czarnym orłem"), obecnie mieszczą się tam mieszkania. Do 1945 roku Miedzianka posiadała prawa miejskie; po wojnie wydobywano tam uran, a miasteczko dosłownie zniknęło z powierzchni ziemi. Więcej o fascynującej historii Miedzianki przeczytacie w tym wpisie.
Z prawej stronie widzimy budynek o podobnym przeznaczeniu - jest to  jest to dawna gospoda Richarda Meyersa w Konradowie (Conradsthal) w Wałbrzychu. Zawędrowaliśmy tam przy okazji zdobywania Chełmca - szczytu z Korony Gór Polski. Więcej na ten temat tutaj.

Miedzianka | Konradów (Wałbrzych)

W listopadzie zeszłego roku wybraliśmy się w wycieczkę pociągiem linią kolejową 286 (Kłodzko - Wałbrzych) uznawaną za najpiękniejszą tego typu trasę w Polsce. Po drodze mijaliśmy wiele starych stacji kolejowych i na jednej z nich - w Głuszycy Górnej - zachował się taki skrawek historii. Jak się bliżej przyjrzeć, to zobaczymy tutaj aż trzy nazwy: Ober Wüstegiersdorf (1878-1945), Bystrzyck Górny (1945-1948) i Głuszyca Górna (od 1948). A o tym, jak się jeździ pociągiem u podnóża Gór Sowich, przeczytacie w tym wpisie.
W tej samej okolicy - w Jugowie przy ulicy Głównej - znalazłam jeszcze jedną dawną gospodę. Niestety niewiele wiem ja jej temat, dlatego mogę jedynie podzielić się opisem wycieczki na Kalenicę.

Głuszyca Górna | Jugów

Warto zaznaczyć, że stacje kolejowe są miejscami, gdzie wyjątkowo często można zobaczyć prześwitujący spod resztek farby napis. Oprócz wspomnianej powyżej Głuszycy, takie napisy widziałam również na stacjach w Ścinawce Średniej (dworzec z 1879 r. - były tu niegdyś budynki spedycji, budynki gospodarcze etc.) oraz Mościsku Dzierżoniowskim. Z kolei w Lewinie Kłodzkim resztki niemieckiej nazwy stacji kolejowej zachowały się na wieży wodnej. Widać wyraźnie końcówkę -stadt - prawdopodobnie było tam napisane Hummelstadt, bowiem taka była nazwa miejscowości w latach 1939-45. Natomiast w Jaworzynie Śląskiej napis zachował się nie na stacji, ale bardzo blisko niej. Nie był to przypadek - reklamowano w ten sposób hotel. A jakbyście dotarli kiedyś do Jaworzyny, to koniecznie odwiedźcie Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa!

Ścinawka Średnia | Mościsko Dzierżoniowskie

Lewin Kłodzki | Jaworzyna Śląska

Dawne napisy możemy spotkać również na obiektach przemysłowych. I nie chodzi tu tylko o zakazy palenia, ale np. o taki dość okazały "szyld" na dawnej papierni w Malczycach. Przypomina on o tym, co tu niegdyś się mieściło - Cellulose u. Papierfabriken AG, Cunnensdorf, Werk Maltsch. Fabrykę można "zwiedzić"... ale tylko na własne ryzyko! Z kolei w udostępnionym do zwiedzania Młynie Hilberta w Dzierżoniowie zachowało się kilka niewielkich tabliczek. Podczas wycieczki przewodnik wyjaśnił nam, że są to oznaczenia towarzystw ubezpieczeniowych. 

Malczyce | Dzierżoniów

Przenieśmy się teraz nad Zalew Mietkowski, do Domanic (zdjęcie z lewej strony). Znajduje się tutaj Willa Rossmann ze starym napisem, będącą najprawdopodobniej dobrą wróżbą dla mieszkańców. Jak widać na niewiele się zdała. Na budynku znajduje się także tablica pamiątkowa poświęcona poległym milicjantom, a niedaleko zobaczymy również zniszczony pałac oraz założenie folwarczne. Lubicie stare pałace? To zajrzyjcie tutaj.
Wybierając się w góry całkiem przypadkiem można znaleźć coś ciekawego. W Dusznikach Zdroju wypatrzyłam stary napis na elewacji jednej z kamienic. Choć był to wypad w Góry Orlickie i tego dnia głównym celem było zdobycie Orlicy do Korony Gór Polski, to udało mi się zdobyć też taką perełkę.


Domanice | Duszniki-Zdrój

Przenieśmy się teraz do Jeleniej Góry, gdzie wpatrzyłam napis reklamujący niegdyś firmę zajmująca się spedycją kolejową. Ale niemieckie napisy to nie tylko domena obecnie polskich miast. W czeskim Javorniku też udało mi się "ustrzelić" taki okaz. 

Jelenia Góra | Javornik (Czechy)

A tutaj mamy okolice Wałbrzycha:


Malunki to jednak nie wszystko. Wiele śladów dawnych mieszkańców wykuto przecież w kamieniu. I tak dla przykładu mogę Wam zaprezentować drogowskaz prowadzący do młyna (między Janowicami Wielkimi a Miedzianką), źródełko w dawnej miejscowości uzdrowiskowej - Jerzmanicach-Zdroju, coś, co prawdopodobnie było postumentem pomnika (Owiesno, koło zamku) oraz tablicę upamiętniającą śmierć 151 górników w kopalni Wenceslaus (Wacław) w 1930 roku w Ludwikowicach Kłodzkich. I pewnie jeszcze trochę bym tego znalazła... :-)

Janowice Wielkie / Miedzianka | Jerzmanice-Zdrój

Owiesno | Ludwikowice Kłodzkie

Lądek-Zdrój, okolice rynku

Tutaj mamy jeszcze coś z województwa opolskiego: Nysa, Głuchołazy oraz Głogówek.

Nysa | Głuchołazy

Głogówek

Dodałam kolejne znaleziska - edycja tego postu chyba nigdy się nie skończy.

Rościszów

Ziębice

ul. Jeleniogórska 31, Mysłakowice

Sarby 2 - Dawny zajazd, Georg Hilbig's Gasthaus zur Erholung | Sarby 37 - Gasthaus Wache's


Żary ulica Okrzei

W Żarach znalazłam też taki napis "Piekarnia" z resztkami napisu w j. niemieckim

Stacja kolejowa Żary oraz ulica Traugutta tamże

Żary, ulica Zielonogórska 11

Jawor, ul. Limanowskiego 29

Takich przykładów na Dolnym Śląsku jest dużo, dużo więcej. Warto mieć oczy szeroko otwarte, bo nigdy nie wiadomo, kiedy trafi się na kolejny taki relikt przeszłości. Podobne pocztówki z Breslau (Wrocławia) zobaczycie w tym obszernym artykule: Pocztówki z Breslau.

sobota, 24 marca 2018

Ślęża - najlepszy plan B

Wybrałam się na Ślężę zupełnie przez przypadek. Drugi raz. Spokojnie, nie straciłam umiejętności posługiwania się mapą, tylko kolejny raz Ślęża okazała się być doskonałym planem B w przypadku nieprzewidzianych okoliczności. Opowiem Wam dzisiaj o moim planie Ś - jak Ślęża. 

Przez pierwszy rok mieszkania we Wrocławiu wynajmowałam kawalerkę w bardzo brzydkim bloku, którego jedynymi zaletami były bliskość do centrum miasta i widok z okna. Patrzyłam wtedy na Ślężę i przyznawałam w duchu, że przeprowadzka była dobrą decyzją - przynajmniej mam mieszkanie z widokiem na góry. Tak sobie sobie tę Ślężę oswajałam, zaprzyjaźniłam się z nią, aż w końcu musiałam ją odwiedzić.


Zaczęło się od planu A - Karkonoszy. Postanowiłam wykorzystać piękny sierpniowy dzień i pojechać pochodzić po Karkonoszach. A że było to w czasach, kiedy Wrocławia jeszcze zbyt dobrze nie znałam, to moim niezastąpionym przyjacielem były Mapy Google. Sprawdziłam na rozkładzie pociągów, że stacją początkową jest Wrocław Główny, a kolejną Wrocław Grabiszyn. Odpaliłam wszechwiedzącego Googla, a ten, podstępnie (albo w wyniku błędu) pokazał mi, że stacja Wrocław Grabiszyn znajduje się przy wiadukcie na ulicy Grabiszyńskiej/Manganowej - blisko domu. Idealnie! 

W Google Maps w tym miejscu była oznaczona stacja Wrocław Grabiszyn

Rano zaspałam, wstałam, zbierając się na wariata, spakowałam owsiankę, żeby zjeść ją w pociągu z gustownego, plastikowego pojemnika i pognałam na stację Wrocław Grabiszyn, której w tym miejscu nie było. W szaleńczym pędzie obeszłam wiadukt, porównałam jeszcze raz z Mapą Google, która dumnie głosiła, że to tu, ale zdecydowanie coś poszło nie tak. Pociąg przejechał bez zatrzymania się, a ja zostałam, jak stałam, zastanawiając się, co tu właśnie zaszło. Robiło się coraz później, pogoda była piękna i tak padło na nią - na Ślężę. Zapakowałam się w busa do Sobótki i pojechałam do planu B-Ś. 


Ślęża mnie wtedy zaskoczyła - choć nie jest to wysoki szczyt (718 m n.p.m.), to cechuje go duża wybitność, ponieważ jest to praktycznie jedyna góra na dość płaskim terenie. Dało się to odczuć zwłaszcza na początku, na podejściu pod Wieżycę żółtym szlakiem. Po dotarciu na szczyt skierowałam się do Kościóła Pw. Najświętszej Marii Panny, a konkretniej na jego wieżę, z której roztacza się piękny widok na okolicę. Warto także zajrzeć kościelnych "piwnic", gdzie eksponowane są relikty zamku piastowskiego z połowy XIV wieku. Historia Ślęży sięga jednak nieco dalej - góra stanowiła ośrodek pogańskiego kultu solarnego. O tym, że Ślęża stanowiła dla pogan miejsce magiczne przypominają nam do dziś kamienne rzeźby kultowe: między innymi panny z rybą czy niedźwiedzia. 




Drugi raz na Ślężę trafiłam, również przypadkiem, półtora tygodnia temu. Tym razem nie solo, a w duecie - z mężczyzną, co na wszystkie moje podróżnicze plany potulnie przystaje, choć czasem wciela się też w rolę mojego zewnętrznego głosu rozsądku. Tak było tym razem - mieliśmy jechać na cały weekend na zachód, w okolice Zasieków i Forst Lausitz, aby krążyć po lasach i szukać pozostałości po niemieckiej fabryce i wyburzonym mieście. Niestety w piątek przez Dolny Śląsk przeszła śnieżyca, sytuacja na drogach była nieciekawa i ten mój spersonalizowany głos rozsądku usprawiedliwił moje wahania i zdecydowaliśmy zmienić plany. A że szkoda siedzieć w domu, to zaproponowałam plan B-Ś.


Ślęża w zimowej odsłonie jest jeszcze piękniejsza niż latem. Choć mróz był spory, a nieprzyjemną temperaturę dodatkowo potęgował silny wiatr, to ochoczo pokonywaliśmy kolejne metry szlaku. Weszliśmy szlakiem czerwonym, a zeszliśmy żółtym przez Wieżycę - oczywiście z obowiązkowym przystankiem w Domu Turysty na szarlotkę oraz z wejściem na kościelną wieżę - choć w panujących wówczas warunkach było to doprawdy ekstremalne doświadczenie.




Z mojego doświadczenia wynika, że Ślęża jest doskonałym kierunkiem, kiedy chcesz się gdzieś szybko wybrać, nie masz pomysłu gdzie, wyszła niespodziewana zmiana planów albo zaszły inne nieprzewidziane okoliczności. Jest blisko Wrocławia, jest górą i przede wszystkim jest po prostu przyjemnym miejscem na spędzenie dnia. Najlepszy plan B to mój plan Ś!