Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masyw Ślęży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masyw Ślęży. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 października 2021

Ślęża Ekspress - najłatwiejsza i najszybsza droga na szczyt

Ile razy byłam na Ślęży? W pewnym momencie przestałam liczyć. Coś ten szczyt ma w sobie takiego, że za każdym razem mnie do siebie przyciąga. Czaruje. Kusi. Korona Gór Polski była tylko miłym pretekstem, by tam wrócić, choć tym razem, z powodu braku czasu, wybraliśmy najłatwiejszą z możliwych tras. Oto Ślęża Ekspress. 

Ślęża widziana z Wrocławia

Jeśli nie chce Wam się czytać, to zamieszczam streszczenie: Tąpadła - Ślęża - Tąpadła. Zaczęliśmy na przełęczy niemiłym rozczarowaniem - parking nie jest już dłużej bezpłatny. Ktoś zwęszył biznes, bo w pogodny dzień zaparkowanie tu auta niemal graniczy z cudem. Na szczęście udało nam się znaleźć wolne miejsce i ruszyliśmy w górę. 

W drodze na Ślężę

Najszybszy, najłatwiejszy i zarazem najbardziej oblegany szlak na Ślężę oznaczony jest kolorem żółtym. Znalazłam go już z zejścia w lipcu 2020 r., kiedy wybrałam się po raz pierwszy z córką w góry sama. Idzie się szybko, jednostajnie w górę. Po drodze w paru miejscach prześwitują widoki, ale większość drogi jest zalesiona. Tuż przed szczytem wyłaniają się relikty wału kultowego, przypominając, że Ślęża była pogańską świętą górą. 

Na szczycie trafiliśmy na Krupówki. Tłumy ludzi, pikniki, ogniska, piwo i kiełbasa. Typowy słoneczny weekend w popularnym miejscu. Na szczęście w schronisku było nieco luźniej, bo większość osób wolała zostać na zewnątrz. Długo nie zabawiliśmy na górze, bo taki klimat nie za bardzo nam odpowiada. Pieczątki przybite, zdjęcia zrobione i postanowiliśmy zejść tym samym szlakiem. To była szybka akcja.

Jak widzicie, to była szybka, wręcz błyskawiczna wycieczka. Może właśnie to jest takie fajne w Ślęży, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie? Nie zawsze trzeba na wypad w góry poświęcać cały dzień, nie zawsze musi to oznaczać długą eskapadę. Zaliczyliśmy szczyt do Korony Gór Polski i pewnie tu jeszcze wrócimy nie raz... ale może nie w słoneczną niedzielę ;-)


poniedziałek, 14 września 2020

Wyprawa w (nie)znane - czyli Ślęża z małym dzieckiem

Na Ślężę, jak zwykle, wybrałam się spontanicznie. Jest ona tak blisko Wrocławia, że niemal zawsze jest to szybka decyzja - jedziemy! Tym razem wycieczka była wyjątkowa - po raz pierwszy na szczyt wybrałyśmy się w babskim gronie. Ona i ja, matka i córka. I tłumy turystów, którzy spędzali w tym roku wakacje w Polsce ;-)



Podjedźmy na Ślężę w tygodniu, będzie mniej ludzi niż w weekend. Brzmi dobrze, prawda? Specyficzny jest ten rok pod względem tłumów w popularnych, turystycznych miejscach. Większość osób w dobie pandemii spędza wolny czas w kraju i niestety generuje to pewne utrudnienia. Przekonałyśmy się o tym już na parkingu na Przełęczy Tąpadła, gdzie zastały nas spore, jak na środek tygodnia, tłumy.

W poprzednich latach w środku tygodnia tu były pustki... zdjęcia wykonane w tym samym okresie przed i podczas pandemii

Planowałam pójść najszybszym i zarazem najprostszym szlakiem, czyli żółtym z Tąpadeł, ale szybki rzut oka na sytuację sprawił, że zmieniłam zdanie. Idziemy mało popularną, okrężną drogą - powiedziałam córce, licząc na zrozumienie ;-) Było jej obojętne, bo i tak to ją niosłam, a perspektywa dłuższej drzemki jej nie przeszkadzała. Skierowałyśmy się na czarny szlak w kierunku Rozdroża Holtei'a i to była doskonała decyzja - byłyśmy same.

Przyjemny czarny szlak

Szlak biegnie cały czas przez malowniczy las, tylko w jednym miejscu znalazł się prześwit z widokiem. Spacer był bardzo przyjemny, niemal cały czas po płaskim. To była ta lżejsza i łatwiejsza część wędrówki, ale przyszedł w końcu czas na podejście.


Na Rozdrożu Holtei'a skierowałyśmy się na szlak czerwony - pod górę. Jego zaletą jest to, że jest krótki. Wadą - idzie się ostro pod górę. W miłym towarzystwie czas szybko mija, mała przysnęła, a ja dreptałam dzielnie pod górę. Po drodze mijałyśmy ciekawe formacje skalne typowe dla Ślęży.

Czerwonym szlakiem na Ślężę

W końcu... udało się! Dotarłyśmy na szczyt! Jeśli tyle osób odwiedza Ślężę w środę, to chyba nie chcę wiedzieć, co jest w weekend... Pokręciłyśmy się trochę, weszłyśmy też na najwyższy punkt widokowy na górze, czyli na wieżę Kościoła NMP. Mała chwilę przed szczytem się obudziła i z zaciekawieniem obserwowała okolicę. Chyba jej się podobało :-)


Cztery strony świata

Zejść zdecydowałyśmy tym najprostszym szlakiem, czyli żółtym do parkingu. Mijałyśmy sporo osób, w tym osoby z małymi dziećmi. Wygląda na to, że Ślęża jest całkiem rodzinnym szczytem. Nigdy nie patrzyłam na niego w ten sposób, ale teraz jest czas na odkrywanie gór na nowo. Dla małego człowieka nawet najkrótszy szlak jest jak wyprawa w nieznane.



sobota, 24 marca 2018

Ślęża - najlepszy plan B

Wybrałam się na Ślężę zupełnie przez przypadek. Drugi raz. Spokojnie, nie straciłam umiejętności posługiwania się mapą, tylko kolejny raz Ślęża okazała się być doskonałym planem B w przypadku nieprzewidzianych okoliczności. Opowiem Wam dzisiaj o moim planie Ś - jak Ślęża. 

Przez pierwszy rok mieszkania we Wrocławiu wynajmowałam kawalerkę w bardzo brzydkim bloku, którego jedynymi zaletami były bliskość do centrum miasta i widok z okna. Patrzyłam wtedy na Ślężę i przyznawałam w duchu, że przeprowadzka była dobrą decyzją - przynajmniej mam mieszkanie z widokiem na góry. Tak sobie sobie tę Ślężę oswajałam, zaprzyjaźniłam się z nią, aż w końcu musiałam ją odwiedzić.


Zaczęło się od planu A - Karkonoszy. Postanowiłam wykorzystać piękny sierpniowy dzień i pojechać pochodzić po Karkonoszach. A że było to w czasach, kiedy Wrocławia jeszcze zbyt dobrze nie znałam, to moim niezastąpionym przyjacielem były Mapy Google. Sprawdziłam na rozkładzie pociągów, że stacją początkową jest Wrocław Główny, a kolejną Wrocław Grabiszyn. Odpaliłam wszechwiedzącego Googla, a ten, podstępnie (albo w wyniku błędu) pokazał mi, że stacja Wrocław Grabiszyn znajduje się przy wiadukcie na ulicy Grabiszyńskiej/Manganowej - blisko domu. Idealnie! 

W Google Maps w tym miejscu była oznaczona stacja Wrocław Grabiszyn

Rano zaspałam, wstałam, zbierając się na wariata, spakowałam owsiankę, żeby zjeść ją w pociągu z gustownego, plastikowego pojemnika i pognałam na stację Wrocław Grabiszyn, której w tym miejscu nie było. W szaleńczym pędzie obeszłam wiadukt, porównałam jeszcze raz z Mapą Google, która dumnie głosiła, że to tu, ale zdecydowanie coś poszło nie tak. Pociąg przejechał bez zatrzymania się, a ja zostałam, jak stałam, zastanawiając się, co tu właśnie zaszło. Robiło się coraz później, pogoda była piękna i tak padło na nią - na Ślężę. Zapakowałam się w busa do Sobótki i pojechałam do planu B-Ś. 


Ślęża mnie wtedy zaskoczyła - choć nie jest to wysoki szczyt (718 m n.p.m.), to cechuje go duża wybitność, ponieważ jest to praktycznie jedyna góra na dość płaskim terenie. Dało się to odczuć zwłaszcza na początku, na podejściu pod Wieżycę żółtym szlakiem. Po dotarciu na szczyt skierowałam się do Kościóła Pw. Najświętszej Marii Panny, a konkretniej na jego wieżę, z której roztacza się piękny widok na okolicę. Warto także zajrzeć kościelnych "piwnic", gdzie eksponowane są relikty zamku piastowskiego z połowy XIV wieku. Historia Ślęży sięga jednak nieco dalej - góra stanowiła ośrodek pogańskiego kultu solarnego. O tym, że Ślęża stanowiła dla pogan miejsce magiczne przypominają nam do dziś kamienne rzeźby kultowe: między innymi panny z rybą czy niedźwiedzia. 




Drugi raz na Ślężę trafiłam, również przypadkiem, półtora tygodnia temu. Tym razem nie solo, a w duecie - z mężczyzną, co na wszystkie moje podróżnicze plany potulnie przystaje, choć czasem wciela się też w rolę mojego zewnętrznego głosu rozsądku. Tak było tym razem - mieliśmy jechać na cały weekend na zachód, w okolice Zasieków i Forst Lausitz, aby krążyć po lasach i szukać pozostałości po niemieckiej fabryce i wyburzonym mieście. Niestety w piątek przez Dolny Śląsk przeszła śnieżyca, sytuacja na drogach była nieciekawa i ten mój spersonalizowany głos rozsądku usprawiedliwił moje wahania i zdecydowaliśmy zmienić plany. A że szkoda siedzieć w domu, to zaproponowałam plan B-Ś.


Ślęża w zimowej odsłonie jest jeszcze piękniejsza niż latem. Choć mróz był spory, a nieprzyjemną temperaturę dodatkowo potęgował silny wiatr, to ochoczo pokonywaliśmy kolejne metry szlaku. Weszliśmy szlakiem czerwonym, a zeszliśmy żółtym przez Wieżycę - oczywiście z obowiązkowym przystankiem w Domu Turysty na szarlotkę oraz z wejściem na kościelną wieżę - choć w panujących wówczas warunkach było to doprawdy ekstremalne doświadczenie.




Z mojego doświadczenia wynika, że Ślęża jest doskonałym kierunkiem, kiedy chcesz się gdzieś szybko wybrać, nie masz pomysłu gdzie, wyszła niespodziewana zmiana planów albo zaszły inne nieprzewidziane okoliczności. Jest blisko Wrocławia, jest górą i przede wszystkim jest po prostu przyjemnym miejscem na spędzenie dnia. Najlepszy plan B to mój plan Ś!