poniedziałek, 8 lipca 2024

Karkonosze? Tak, poproszę! Czyli rowerem z Harrachova

Rowerem po Karkonoszach? Dlaczego nie? Po czeskiej stronie w okolicach Harrachova czy miejscowości Špindlerův Mlýn ścieżek rowerowych jest całkiem sporo. I choć wjazd na główną grań pasma jest niemożliwy, to dotrzeć można całkiem wysoko. Po udanej wycieczce po Górach Izerskich postanowiliśmy się wybrać do Harrachova i spróbować jazdy jednośladami w tych rejonach.

Czasami się śmieję, że Czesi, gdyby mogli, to zabetonowaliby wszystkie szlaki. Większość ścieżek rowerowych w Karkonoszach jest asfaltowa, ewentualnie miejscami szutrowa, więc nie jest to żadna jazda ekstremalna. Trudnością mogą być jedynie przewyższenia, bowiem są to już dość wysokie góry. Tym razem postanowiliśmy oboje wypożyczyć rowery elektryczne i muszę przyznać, że jazda takim jednośladem to wielkie ułatwienie. Oczywiście nadal trzeba pedałować i trochę się zmęczyć, ale jednak nawet najsłabsze wspomaganie sprawia, że podjazdy stają się przyjemnością, a nie wyrypką ;-)

Wypożyczyliśmy rowery w Harrachovie, Młoda ponowie poszła do fotelika u taty (czemu dawała cały dzień niezadowolenie, marudząc), a ja jechałam solo i nawigowałam. Po około 1,5 km zrobiliśmy pierwszy przystanek, aby zobaczyć Mumlavský vodopád - rząd kaskad potoku Mumlava na granitowych płytach, z których największa ma 10 metrów. W pobliżu znajduje się mostek z punktem widokowym oraz dwa bufety. Zimą wodospad często zamarza, stając się lodospadem.


Z wodospadu ruszyliśmy dalej, pnąc się sukcesywnie w górę. Na tym odcinku ścieżka rowerowa pokrywa się ze szlakiem pieszym niebieskim, więc trzeba się liczyć z większą ilością turystów. W pewnym momencie szlak pieszy odchodzi, a asfaltowa ścieżka rowerowa biegnie dalej, objeżdżając górę Plešivec. Minęliśmy zielony szlak z odbiciem do Harrachova, Ručičky z bufetem oraz góry Čertova pláň i Studená. Na rozwidleniu szlaków Studenov znajduje się kolejny bufet oraz Chata Hájenka. Coraz bliżej był już cel naszej jazdy - Čertova hora. 



Czekało nas jeszcze jedno konkretne podejście... dosłownie - był fragment, kiedy trzeba było podprowadzić rowery pod stromiznę. Čertova hora (Diabelska Góra) mierzy 1021 m n.p.m. Na jej południowo-wschodnich zboczach znajduje się ośrodek narciarski Rýžoviště, zaś na zboczach północnych kompleks pięciu skoczni narciarskich. Ze szczytu można dostrzec główną grań Karkonoszy, Góry Izerskie, a nawet górę Ještěd z charakterystyczną wieżą. Na wierzchołek wjechać można kolejką krzesełkową. 



Trochę zaczynał nas gonić czas, więc ze szczytu Čertovej hory postanowiliśmy zjechać... stokiem narciarskim. Wszystko po to, aby jak najszybciej znaleźć się w górnej części kompleksu skoczni narciarskich. Największa z nich jest skocznia mamucia o punkcie konstrukcyjnym K185. To właśnie tutaj Robert Mateja jako pierwszy Polak przekroczył granicę 200 metrów, skacząc na odległość 201,5 metra. W 2001 r. podczas dwóch konkursów o Puchar Świata Adam Małysz ustanowił dwukrotnie rekord Polski w długości skoku, oddając najpierw skok na odległość 206,5 metra (był to rekord skoczni), a następnego dnia na odległość 212 metrów. Skocznie od 2014 roku są nieczynne i powoli niszczeją. 


Spod skoczni skierowaliśmy się już do Harrachova ścieżką K4 i K4A. No, przynajmniej taki był plan, bo trasa nie była oznaczona i trochę pobłądziliśmy. Na szczęście z pomocą przyszła aplikacja mapy.cz i po tylko trochę podmokłym terenie, przez las, udało się dotrzeć z powrotem do miasta. To była ciekawa wycieczka przeze wszystkim ze względu na wyjątkowe karkonoskie krajobrazy, ale też dzięki nowemu doświadczeniu, jakim była jazda na rowerze elektrycznym. Przyznam szczerze, że byłam zaskoczona, jak wielkim ułatwieniem jest napęd i że dzięki niemu można przejechać trasy, które normalnie byłyby zbyt wymagające.

W Izery na rowery, czyli rodzinne Góry Izerskie na dwóch kółkach

Bardzo lubię chodzić po górach, ale równie mocno lubię po nich... jeździć. Góry Izerskie są wręcz stworzone do wycieczek rowerowych! Trasy są liczne i niezbyt trudne, dzięki czemu daliśmy radę pojeździć nawet z naszą krnąbrną czteroipółlatką. Tak prezentuje się przyjemna trasa przez Chatkę Górzystów, Polanę Izerską i Stację Turystyczną Orle - śladami nieistniejących wiosek i z widokiem na Karkonosze.

Kiedyś dużo jeździliśmy na rowerach, ale odkąd urodziła się Natalia, możliwości na aktywności mocno się ograniczyły. Mnie się udaje czasami pojeździć z Młodą w foteliku, a tego lata córa załapała już samodzielną jazdę na dwóch kółkach, którą powoli doskonali w pobliskim parku. Mimo tego na dłuższą wycieczkę w góry jeszcze jest za wcześnie, więc wypożyczyliśmy w Jakuszycach dwa rowery: elektryczny z fotelikiem dziecięcym i tradycyjny bez wspomagania. Ja jechałam na tym drugim, a Natalka z tatą na pierwszym. 

Zaczęliśmy w Jakuszycach, zostawiając samochód na parkingu naprzeciwko stacji benzynowej. Trasa już na początku jest zaskakująco mało "górska", bowiem jedzie się asfaltem, ale jednak trochę pod górę. Dopiero później pojawia się więcej szutru, ale jeśli liczycie na korzenie i kamienie, to nie tędy droga ;-) Po około sześciu kilometrach, przy kapliczce Matki Boskiej Izerskiej, zaczyna się ostry zjazd i świetna zabawa! Jadąc cały czas prosto dojechalibyśmy do Chatki Górzystów, ale ja tym razem zarządziłam odbicie w Ceglaną Drogę.

Po zakończeniu zjazdu (ale to była frajda!) zaczęło się mozolne pięcie się w górę. Na elektryku, mimo dodatkowego obciążenia w postaci fotelika z dzieckiem, ponoć jechało się super. Ja musiałam się mocno namęczyć, aby zyskać wysokość. Podjazd zakończył się dopiero na Polanie Izerskiej, na której mogłam chwilę odpocząć. Obecnie miejsce to jest rozległą łąką, ale w XIX wieku istniała tu gospoda, która przyciągała kuracjuszy ze Świeradowa-Zdroju. Przed II wojną światową osada nosiła nazwę Kammhäuser, a po 1945 r. - Drwale. Po wojnie osada wyludniła się, ale przez pewien czas pomieszkiwali tu przemytnicy działający na polsko-czeskim pograniczu.

Z Polany Izerskiej zawróciliśmy i Drogą Walcową zjechaliśmy ostro w dół, a następnie skierowaliśmy się do Chatki Górzystów położonej na Hali Izerskiej. To jedno z moich ulubionych miejsc w tych górach - schronisko zachowało swój unikalny klimat coraz częściej wypierany przez turystyczną komercję. Na hali do lat 50. XX wieku istniała miejscowość Gross Iser. Została wysiedlona i wyburzona ze względu na położenie w pasie przygranicznym. Do dziś zachowały się liczne fundamenty domostw, a jedyny ocalały budynek - dawna szkoła - mieści wspomnianą Chatkę Górzystów. Tylko widok na Karkonosze pozostał tak samo piękny.



Po przerwie w schronisku (i zjedzeniu słynnych naleśników z jagodami) przyszedł czas powrotu. Jadąc z nurtem rzeki Izery dotarliśmy do ostatniej dawnej osady tego dnia - Carlsthal. Dawniej istniała tu huta szkła, po której pozostałością jest budynek administracyjny z 1860 r., obecnie mieszczący Stację Turystyczną Orle. Z kolei dwa bliźniacze budynki - Breslau i Glogau - pochodzą z lat 30. XX wieku i służyły pogranicznikom. Choć cały ten teren był niedostępny dla osób postronnych aż do 1990, dziś nie brakuje tu turystów. Czwarty budynek pozostały po osadzie pełnił w przeszłości funkcje mieszkalne.

Ostatni odcinek tego dnia biegł wzdłuż szlaków żółtego i zielonego, które zaprowadziły nas na Polanę Jakuszycką. Przy okazji zobaczyliśmy nowy budynek Dolnośląskiego Centrum Sportu oraz przeniesiony w jego pobliże przystanek kolejowy - najwyżej położony w Polsce. Zbliżała się godzina 17:00, więc musieliśmy już zwrócić rowery, a i Młodej humor dość mocno siadł (i tak długo wytrzymała w foteliku tego dnia). Wycieczka dobiegła końca, a ja mogę powiedzieć jedno - złapaliśmy bakcyla do takich wycieczek. To nie była ostatnia wyprawa rowerowa podczas tego urlopu. 

niedziela, 7 lipca 2024

Korona Gór Polski: Wysoka Kopa za uśmiech bąbelka

Sześć lat temu z okazji moich 31 urodzin przeszłam 31 kilometrów po Górach Izerskich, zdobywając przy tym Wysoką Kopę. Teraz osiągi mam nieco słabsze, ale dla mojej niespełna pięciolatki to i tak są wielkie wyprawy, a ja pękam z dumy, gdy widzę, jak świetnie sobie radzi w górach. Wysoka Kopa z Rozdroża Izerskiego to ciekawa trasa nie tylko dla rodzin.


Będąc na tygodniowym wyjeździe w Kotlinie Jeleniogórskiej nie mogłam odmówić sobie wycieczki w Góry Izerskie, które tak bardzo lubię. Motywowała mnie w tym Natalia, która z zaciekawieniem pytała, czy wejdziemy na kolejny szczyt Korony Gór Polski. Na nasz wspólny numer 24/28 (po Skalniku) wybrałam Wysoką Kopę w Górach Izerskich. 

Zaczęliśmy wycieczkę na Rozdrożu Izerskim, dojeżdżając doń przez słynny Zakręt Śmierci, na którym droga zagina się o 180 stopni. Ta droga jest częścią niedoszłej Autostrady Sudeckiej, o której pisałam już wcześniej. Z parkingu na rozdrożu musieliśmy pokonać dość spore przewyższenie, aby znaleźć się na grzbiecie pasma górskiego. Cześć podejścia była mocno nachylona, ale Natka ujęła mnie swym optymizmem, stwierdzając, że ona może iść pod górę, byle były kamienie i korzenie. Na szczęście było ich tam sporo.



Po wdrapaniu się na Rozdroże pod Zwaliskiem wybraliśmy wędrówkę samym grzbietem nieoznakowaną ścieżką. Dzięki temu minęliśmy kilka widokowych skałek i dotarliśmy prosto do nieczynnej kopalni kwarcu Stanisław. Eksploatację rozpoczęli Niemcy, a po wojnie kontynuowali Polacy aż do 2001 roku. Obecnie teren, choć opatrzony zakazami wstępu, jest licznie odwiedzany przez turystów. Trzeba przyznać, że robi piorunujące wrażenie.




Z kopalni kwarcu mamy już dosłownie rzut kamieniem do Wysokiej Kopy - najwyższego szczytu Góry Izerskich. Jeszcze parę lat temu można było wejść na sam wierzchołek; obecnie jest to niemożliwe ze względu na ochronę przyrody. Aby zaliczyć szczyt do Korony Gór Polski wystarczy zdjęcie i pieczątka spod znaku, który znajduje się przy czerwonym szlaku. 


Nadszedł czas powrotu. Przyznam, że nie chciało nam się powtarzać tej samej trasy w drugim kierunku, więc zdecydowaliśmy się na pójście skrótem przez las stromym stokiem. Mapy.cz jako jedyne pokazywały, że jest tam jakaś ścieżka i rzeczywiście była; mocno zarośnięta, ale do przejścia. Dzięki temu udało nam się w prosty sposób zrobić pętlę, dochodząc do żółtego szlaku, a następnie do Rozdroża Izerskiego.


Góry Izerskie są niezmiennie piękne i choć trochę zarosły, a wierzchołek "zmienił położenie", to nadal wędrówka sprawia taką samą radość. Tym przyjemniej jest chodzić z córką, która, choć miewa swoje kryzysy, to ewidentnie złapała bakcyla do gór. Oby tak dalej.