czwartek, 15 kwietnia 2021

Zakochaj się w Kochcicach - pałac i gorzelnia Ballestremów

Kochcice to niewielka wieś na Górnym Śląsku w powiecie lublinieckim. Podobno nazwa miejscowości pochodzi od uczucia miłości - kochania. Kto i kogo obdarzył gorącymi emocjami - niestety nie wiadomo. Pewnie nigdy nie trafilibyśmy w to miejsce, gdyby nie pałac Ballestrema z początku XX wieku. Ale szybko przekonaliśmy się, że to nie on zainteresuje nas najbardziej... Tuż obok znaleźliśmy wspaniały zabytek techniki, o którym już niedługo może zrobić się głośno... 

Według źródeł historycznych historia Kochcic zaczyna się w połowie XV wieku, kiedy ziemia ta znalazła się w rękach rycerza z rodu Strzałów. Jednak historia pałacu sięga tylko nieco ponad sto lat wstecz.  Na początku XX wieku Kochcice kupił jeden z najpotężniejszych posiadaczy ziemskich i przemysłowców na Śląsku - hrabia Franciszek Karol von Ballestrem. Ród Ballestremów wielokrotnie przewija się przez karty śląskiej historii. Swoje posiadłości posiadali między innymi we Wrocławiu czy w Pławniowicach (woj. śląskie).

Franz-Graf-Ballestrem

Franciszek Karol von Ballestrem | Pałac w Pławniowicach

Wkrótce przekazał on majątek synowi - Ludwikowi Karolowi von Ballestremowi,  który postawił w Kochcicach pałac. Budowa trwała od 1906 do 1906 roku i zaowocowała powstaniem neobarokowej rezydencji z ogrodami w stylach angielskim i francuskim. W kolejnych latach Ballestrem doprowadził swój majątek ziemski do rozkwitu -powstały zespół folwarczny, tartak, leśniczówki, a nawet bocznica kolejki wąskotorowej. 

W 1945 roku właściciel pałacu musiał uciekać przed zbliżającym się frontem Armii Czerwonej. Rezydencja trafiwszy w ręce wschodnich żołnierzy, a następnie nowych mieszkańców wsi, została zniszczona i ograbiona z kosztowności oraz dzieł sztuki. Po wojnie w pałacu mieściły się czasowo ośrodek szkoleniowy i dom kolonijny, a od początku lat 60. do dziś budynek jest siedzibą Wojewódzkiego Ośrodka Rehabilitacji. Wnętrza niestety nie są dostępne dla osób postronnych, ale udało nam się obejrzeć pałac z zewnątrz. Kilka zdjęć ze środka możecie zobaczyć np. tutaj.

Już zza ogrodzenia zauważyliśmy w najbliższym sąsiedztwie pałacu coś ciekawego i postanowiliśmy zobaczyć to z bliska. Okazało się, że znajduje się tu kompleks budynków dawnego folwarku i gorzelnia z początku XX wieku! Po II wojnie światowej funkcjonowały jako PGR, a następnie do końca lat 90. zakład znalazł się w rękach prywatnych. 

Obecny stan budynków jest fatalny, a sądząc po wyglądzie - jeden z nich strawił pożar. Jest jednak szansa na zmianę. Do końca lutego 2022 roku w gorzelni ma powstać muzeum techniki oraz miejsce przeznaczone do organizacji wydarzeń kulturalnych i szkoleń. Jest też duża szansa na to, że obiekt trafi na słynny Szlak Zabytków Techniki województwa śląskiego. Niestety nie wiadomo, jaka będzie przyszłość pozostałych zniszczonych budynków. 


Dzisiejsze Kochcice to nieco zapomniana perełka dla koneserów, ale trzymamy kciuki za to, by już niedługo się to zmieniło. Renowacja budynku gorzelni może okazać się strzałem w dziesiątkę, który pociągnie za sobą wiele zmian. Pałac w rękach Narodowego Funduszu Zdrowia służy pacjentom i dzięki temu miał szansę przetrwać w dobrym stanie. Ciekawa jestem przyszłości tego miejsca i mam nadzieję, że pamięć o Ballestremach przetrwa w zbiorowej świadomości jeszcze długie lata.





wtorek, 6 kwietnia 2021

Koszęcin - najbardziej rozśpiewany pałac na Śląsku

Jeden z największych w Polsce neoklasycystycznych pałaców znajduje się w niepozornej wsi na Śląsku. Prawdopodobnie jest to również jedna z najbardziej rozśpiewanych rezydencji w naszym kraju, a to za sprawą jej gospodarza - Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Poznajcie pałac w Koszęcinie, w którym niegdyś gościł Jan III Sobieski, a dziś od rana do nocy rozbrzmiewa w nim muzyka.

O początkach Koszęcina nie wiemy wiele. Ta nieduża wieś w powiecie lublinieckim istniała już w tym miejscu w XIII wieku, ale badania archeologiczne wskazują na osadnictwo już okresie neolitu, czyli 4500–1700 lat p.n.e. Znani są właściciele miejscowości od czasów Piastów opolskich i to mniej więcej z tego okresu pochodzą informacje o drewnianym zamku, który niestety nie przetrwał do czasów współczesnych. Z kolei koszęciński pałac zaczęto budować w 1609 roku i w zasadzie przez całą swoją historię zmieniał on co chwilę swoich właścicieli. 

Wśród wysoko postawionych panów na włościach Koszęcina warto wspomnieć Mikołaja Filipa von  Rauthen, który gościł tu Jana III Sobieskiego wraz z dworem, a słynna królewska małżonka, Marysieńka, rezydowała w pałacu, gdy król udał się pod Wiedeń na wyprawę przeciw Turkom. Od wiosny 1805 do stycznia 1945 roku posiadłość była własnością książęcego rodu Hohenlohe - Ingelfingen. Przedstawiciel tej rodziny rozpoczął w 1829 roku przebudowę pałacu na modłę neoklasycystyczną. W takiej formie rezydencja zachowała się do dziś. Ostatni właściciel pałacu uciekł przed frontem do Austrii, gdzie zmarł bezpotomnie. 

Po II wojnie światowej, w 1953 roku, pałac stał się siedzibą Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” (o którym już wspominałam przy okazji wizyty w Gogolinie). To tutaj toczy się całe życie zespołu - odbywają się tu próby, kameralne koncerty i zajęcia artystyczne. W pałacu mieszczą się biura, sale koncertowe, a w budynkach obok znajdują się kawiarnia oraz izba pamięci. Niestety w okresie pandemii musieliśmy zadowolić się zwiedzaniem z zewnątrz. 


Pałacowa kaplica pod wezwaniem Matki Boskiej Wniebowziętej i Świętych Męczenników Dionizego i Witalisa jest nieczynna od 1945 roku. W 2001 r. przeszła remont i w jej wnętrzu urządzono salę koncertową. W podziemiach kaplicy spoczywają członkowie rodu Hohenlohe - Ingelfingen, m.in. były premier Królestwa Prus, Adolf Hohenlohe - Ingelfingen. 

Adolph Friedrich Ludwig Karl, Fürst von Hohenlohe-Ingelfingen, c. 1860

Pałac otacza piękny park z połowy XIX wieku. Wśród parkowych alejek znajduje się pamiątkowa ławka poświęcona postaci profesora Stanisława Hadyny - założyciela i wieloletniego dyrektora Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Rzeźba wygląda zupełnie jakby profesor przysiadł na chwilę, by posłuchać dźwięków dochodzących z pałacu. Możemy dołączyć do niego i wyobrazić sobie, że słyszymy muzykę...

Niepozorna, śląska wieś koło Lublińca skrywa jeden z najznamienitszych pałaców w naszym kraju, ale to nie tylko kultura materialna jest prawdziwym skarbem tego miejsca. Wyobrażam sobie, jak poza pandemią to miejsce musi tętnić życiem i muzyką. Aż trudno mi uwierzyć, że dopiero teraz tu trafiliśmy. 

sobota, 3 kwietnia 2021

Następna stacja: Wrocław Nadodrze. Podróż sentymentalna

Moją ulubioną częścią Wrocławia jest Nadodrze. Pełne starych kamienic i rzędów ulic o przedwojennym charakterze przypomina mi niemieckie Breslau, którego już nie ma. Jego sercem i niegdyś siłą napędową jest dworzec - Wrocław Nadodrze. To o nim dziś będzie mowa.

Wrocław Nadodrze jest jednym z najmłodszych dworców w mieście. Gmach według projektu Hermanna Grapowa otwarto w 1868 roku. Budynek z czerwonej, nieotynkowanej cegły utrzymany jest w stylu historyzującym. Jego fasada mierzy 190 metrów, a korpus składa się z trzech ryzalitów. Środkowy poprzedzony jest arkadowym portykiem. Pierwszą modernizację dworca podjęto w 1912, a dokończono po I wojnie światowej, przebudowując tunele i perony, a także dokonując zmian w części towarowej. 


W hali głównej dworca znajduje się współczesna tablica pamiątkowa poświęcona deportacji Żydów. Odsłonięto ją w 2018 roku. Przypomina ona, iż w latach 1941-44 niemieccy naziści wywieźli z Nadodrza ponad 7 tysięcy Żydów z Wrocławia i innych dolnośląskich miejscowości do obozów zagłady. Większość z nich została zamordowana. 

Stacja jest położona na linii kolejowej nr 143, która łączy Kalety i Wrocław Popowice. W najbliższym sąsiedztwie budynku znajduje się węzeł przesiadkowy komunikacji miejskiej - Plac Staszica. Odjeżdżają z niego autobusy i tramwaje w różne części Wrocławia, między innymi linia okólna - 0P/0L. 

Vis-a-vis stacji znajduje się kolejny punkt charakterystyczny Nadodrza - powstały w latach 1905-06 Park Staszica. Co ciekawe, zaprojektowano go w miejscu dawnego targu końskiego. Jego nietypowy, trójkątny kształt sprawia, że nie sposób pomylić go z jakimkolwiek innym parkiem. w 2012 roku przeszedł rewitalizację, stając się prawdziwą ozdobą osiedla.

Z wielkim sentymentem wspominam Nadodrze oraz wspaniałe czasy, kiedy mieszkałam w jego najbliższym sąsiedztwie. Przeszłam po nim setki kilometrów z aparatem w poszukiwaniu starych, niemieckich napisów oraz różnego rodzaju osobliwości. Dzisiejszy wpis jest wspomnieniem tamtego niezapomnianego okresu mojego życia we Wrocławiu.