środa, 1 kwietnia 2026

Pałac w Targoszynie: historia, rewitalizacja i tajemnice dolnośląskiej rezydencji Richthofenów

Pojechałam do Targoszyna nie do końca wiedząc, czego się spodziewać. Wiedziałam, że jest to wieś obecna na mapie na mapie Dolnego Śląska już od XIV wieku i przez kilka stuleci była częścią rozległego majątku von Richthofenów. Tylko czy charakter, który nadali temu miejscu, jest tu widoczny do dziś, mimo tylu historycznych zawirowań? Próbowałam znaleźć odpowiedź na to pytanie, odwiedzając pałac należący dawniej do  Manfreda von Richthofena – stryja legendarnego „Czerwonego Barona”, który dzięki nowym właścicielom ma dziś szansę na odzyskanie dawnego blasku. 


Historia pałacu w Targoszynie – od XIV wieku do dziś

Początki majątku i budowa pałacu

Pałac powstał tu po 1765 roku z inicjatywy Karla Andreasa Samuela von Richthofena, ale to, co widzimy obecnie, jest efektem odbudowy po wielkim pożarze z 1884 roku. Nową rezydencję w 1897 roku wzniesiono na polecenie Manfreda von Richthofena – i to właśnie ten wątek jest tu najciekawszy. Był on stryjem i ojcem chrzestnym dużo bardziej znanego Manfreda von Richthofena, który był lotnikiem. Sam „Czerwony Baron” bywał w Targoszynie, odwiedzając rodzinę, ale nigdy tu nie mieszkał. Jego dom rodzinny – willa w stylu historyzującym – znajdowała się w Świdnicy. Więcej na temat legendarnego asa myśliwskiego i jego domu znajdziesz TUTAJ

Pałac w Targoszynie około 1920-30 roku i w 2026 r.

Wygląd i architektura pałacu

Sam pałac to klasyczny przykład śląskiego eklektyzmu z dominacją neorenesansu. Zwarta bryła na planie zbliżonym do kwadratu, ryzalit z wejściem, loggia, ozdobne szczyty, tarasy – wszystko to nadal da się odczytać, mimo że budynek przez kilka dekad podlegał degradacji. W środku zachował się trzytraktowy układ pomieszczeń, a pojedyncze detale – jak kaflowy piec czy fragmenty stolarki – przypominają o dawnej skali i standardzie życia. Warto pamiętać, że majątek był ogromny – około 550 hektarów, z własną produkcją rolną i powiązaniami przemysłowymi. Na mnie największe wrażenie zrobiła potężna, dwubiegowa klatka schodowa z abstrakcyjnym obrazem (podobno pozostałość z okresu PRL), który stanowi przeciwwagę dla zabytkowych wnętrz rezydencji. 



Pałac w czasach PRL i degradacja

Historia pałacu po 1945 roku to niestety dobrze znany scenariusz. Najpierw zajęła go Armia Czerwona, która wyniosła i zniszczyła wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Później działał tu PGR i ośrodek rolniczy – były biura, mieszkania, doraźne remonty, które zacierały oryginalny wystrój. Przez pewien czas funkcjonowało tu także Centrum Kultury, Edukacji i Promocji „Dom Śląski” – ambitna inicjatywa, która miała tchnąć w to miejsce nowe życie i przywrócić mu funkcję społeczną. Organizowano zajęcia, warsztaty i wydarzenia, ale ostatecznie projekt nie przetrwał próby czasu. Po latach użytkowania, w 2009 roku przyszło opuszczenie, a z nim szybka degradacja. Przeciekający dach zrobił swoje – stropy zawilgotniały, tynki zaczęły się sypać, a konstrukcja pałacu groziła zawaleniem.



Rewitalizacja i Fundacja Marysieńka

Instytut Dzieł Utraconych i działania kulturalne

Takim zniszczonym pałacem zauroczył się Pan Łukasz Jurek, który wraz z żoną Marią podjął się heroicznej misji ratowania zabytku. Założyli Fundację Marysieńka, która ma bardzo konkretny plan. W pałacu ma działać Instytut Dzieł Utraconych – przestrzeń wystawiennicza, w której prezentowane będą reprodukcje dzieł zaginionych w czasie II wojny światowej. Do tego ośrodek arteterapii, działania społeczne, wydarzenia kulturalne. Na razie, ze względów bezpieczeństwa, dostęp do wnętrz jest ograniczony, ale już wkrótce ma się to zmienić. Dzięki uprzejmości właścicieli mogłam wejść do pałacu i zobaczyć postęp prac zabezpieczających, które powoli przywracają temu miejscu życie. 


Park i platan miłości – skarby przyrody i legendy

Platan Miłości – symbol historii i konkurs Drzewo Roku

Osobną historią jest rozległy park, który był jednym z głównych elementów, jakie przekonały Państwa Jurków do kupna majątku w Targoszynie. Założony w XIX wieku przez Eduarda Petzolda, do dziś zachował charakter krajobrazowy i sporo starodrzewu. Największą gwiazdą jest ponad 300-letni platan klonolistny, nazywany „Platanem Miłości”. Legenda mówi, że drzewo zostało zasadzone zamiast pierścionka zaręczynowego. Podarował go Annie, córce kowala z Targoszyna, jej ukochany Caspar z pobliskiego Niedaszowa, a ich miłość mimo sprzeciwu ojca ostatecznie zakończyła się zgodą na ślub. Dziś platan mierzy około 20 metrów wysokości, jego rozłożysta korona daje cień w promieniu kilkunastu metrów. „Platan Miłości” zdobył 2. miejsce w ogólnopolskim konkursie Drzewo Roku 2024, zwracając uwagę na to wyjątkowe miejsce w skali całego kraju. Park, choć ogrodzony, jest miejscem ogólnodostępnym i zaprasza zarówno miejscowych, jak i turystów.



Marysieńka – eteryczna opiekunka pałacu

Spacer po parku umilają opowieści Marysieńki – młodej dziewczyny związanej z pałacem, która po dziś dzień uznawana jest za jego dobrego ducha. To właśnie ona symbolicznie prowadzi odwiedzających po Targoszynie, opowiadając historię pałacu i odkrywając jego kolejne tajemnice. 


Targoszyn w kontekście majątków von Richthofenów

Dolnośląskie ślady rodziny – ruiny i parki

Patrząc szerzej, Targoszyn jest częścią większej układanki. Majątki von Richthofenów były rozsiane po całym regionie – Rogoźnica, Damianowo, Piotrówek, Sichów, Bartoszówek. W praktyce, jadąc przez tę część Dolnego Śląska, co chwilę trafia się na ślad tej rodziny, najczęściej w formie ruin albo zapomnianych parków. Choć legenda „Czerwonego Barona” do dziś rozpala wyobraźnię, to bogactwo Richthofenów jest pieśnią przeszłości. Targoszyn jest jednym z nielicznych miejsc, które jeszcze mają szansę wrócić do życia – i właśnie dlatego warto się tu zatrzymać, poznać historię, a także wesprzeć działania Fundacji Marysieńka (np. przekazując 1,5% podatku). 

Willa w Świdnicy, w której mieszkał Manfred von Richthofen - Czerwony Baron
Pałac w Piotrówku i willa „Czerwonego Barona” w Świdnicy

Owczarnia barona von Richthofena i bracia Grimm

W drodze do Targoszyna spontanicznie zatrzymałam się w Damianowie. Ta niewielka wieś jest jednym z punktów na mapie majątków rodu von Richthofen. Już w średniowieczu pojawia się w źródłach jako Damiani villa, a w XIX wieku była częścią rozległego majątku należącego do Karla von Richthofena – prawnika, naukowca i człowieka, który przyjaźnił się z braćmi Grimm. Dziś po pałacu w Damianowie nie ma śladu – został rozebrany, a jego historia skończyła się podobnie jak wielu dolnośląskich rezydencji po 1945 roku. Przetrwała za to owczarnia z 1823 roku – ogromna, ceglana, z charakterystycznymi arkadami, które robią wrażenie nawet w stanie ruiny. 


Dlaczego warto odwiedzić pałac w Targoszynie?

Pałac w Targoszynie to dziś jeden z ciekawszych przykładów rewitalizacji dolnośląskich rezydencji. Choć droga do jego świetności jest wciąż długa, już teraz widać ogrom pracy i serca włożonego w zabezpieczenie tego miejsca przed dalszą degradacją. A przy zabytkach o tak niełatwej historii czasem właśnie to serce jest najważniejsze. Odwiedzicie pałac w Targoszynie w najbliższym czasie?

Jak dojechać do pałacu w Targoszynie?

Zwiedzanie pałacu w Targoszynie i godziny otwarcia: 
informacje na stronie Fundacji Marysieńka


Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która doda mi energii do działania :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Może Cię zainteresować:




środa, 25 marca 2026

Manfred von Richthofen – Czerwony Baron. Śląski as przestworzy

Manfred von Richthofen, znany jako Czerwony Baron, był najskuteczniejszym asem myśliwskim I wojny światowej. Zasłynął niewyobrażalną skutecznością w powietrznych pojedynkach (80 oficjalnie uznanych zestrzeleń!) w czasach, gdy lotnictwo miało zaledwie kilkanaście lat i było wciąż w powijakach. W ciągu kilkunastu miesięcy stał się twarzą Luftstreitkräfte (poprzednik Luftwaffe) i jednym z najbardziej rozpoznawalnych żołnierzy świata. Prasa śledziła jego kolejne zwycięstwa niemal jak sportowe wyniki, a przeciwnicy znali jego nazwisko równie dobrze, jak własnych dowódców.

Fokker Dr.I w parku w Świdnicy - replika samolotu, którym latał Manfred von Richthofen - Czerwony Baron

Czerwony Baron – 80 zestrzeleń i narodziny legendy

Urodził się  2 maja 1892 r. w Borku – obecnie części Wrocławia – w niezbyt zamożnej, ale należącej do pruskiej arystokracji rodzinie, legitymującej się dziedzicznym tytułem barona. Był drugim z czworga dzieci Albrechta von Richthofena i Kunegundy z rodu von Schickfus und Neudorff. Gdy miał 9 lat, wraz z rodziną przeniósł się do Świdnicy. W tym samym roku bracia Wright odbyli swój pierwszy, trwający zaledwie 12 sekund lot samolotem o napędzie silnikowym. Czy już wtedy zafascynowało go latanie? Kształcił się w szkołach wojskowych, a w 1911 roku rozpoczął służbę w armii, wstępując do kawalerii i trafiając do 1. pułku ułanów Cesarza Aleksandra III.

Manfred von Richthofen - Czerwony BaronKamienica we Wrocławiu, w której urodził się Manfred von Richthofen - Czerwony Baron
Manfred von Richthofen i kamienica we Wrocławiu, w której się urodził

Bez brawury, z chłodną kalkulacją – jak rodził się mistrz przestworzy

W lotnictwie zaczynał jako obserwator w samolocie rozpoznawczym, aż w końcu trafił do myśliwców, które miały się stać jego życiem w kolejnych latach. Początkowo nie wyróżniał się niczym szczególnym – brakowało mu brawury, za to nadrabiał konsekwencją i chłodną kalkulacją. Momentem przełomowym było dla Richthofena spotkanie ze swoim idolem, asem Oswaldem Boelckem, który zaprosił go do swojej eskadry Jagdstaffel 2 i nauczył go bezwzględnej, chłodnej taktyki: atak z przewagi wysokości, słońce za plecami, strzał z bliskiej odległości. To właśnie ta metodyczność szybko zaczęła przynosić efekty: już jesienią 1916 roku zdobył status asa, a kilka miesięcy później był najskuteczniejszym spośród żyjących niemieckich pilotów, przewyższając nawet swojego mentora (który zginął 28 października 1916 roku w powietrznej kolizji).

Oswald Boelcke - mistrz i nauczyciel Czerwonego Barona - Manfreda von Richthofena
Oswald Boelcke

„Krwawy kwiecień” i czerwony Fokker – moment przełomowy

Ale prawdziwy przełom przyszedł w 1917 roku. Jako dowódca Jagdstaffel 11 stworzył elitarną jednostkę, która w krótkim czasie zdominowała niebo nad frontem zachodnim. W samym „krwawym kwietniu” 1917 roku zestrzelił 20 alianckich samolotów, osiągając wynik, który do dziś robi wrażenie. Wtedy też pojawił się jego znak rozpoznawczy pomalowany na czerwono trójpłatowiec Fokker Dr.I. Kolor nie był przypadkowy – Richthofen chciał być widoczny; chciał, by przeciwnik wiedział, z kim ma do czynienia. To była jego psychologia walki i zarazem budowanie własnej legendy. Wkrótce przylgnęło do niego określenie „Czerwony Baron” (ang. Red Baron, niem. Der Rote Baron).

Fokker Dr.I w parku w Świdnicy - replika samolotu, którym latał Manfred von Richthofen - Czerwony BaronFokker Dr.I w parku w Świdnicy - replika samolotu, którym latał Manfred von Richthofen - Czerwony Baron
Świdnicka replika samolotu, którym latał Czerwony Baron

Ostatni lot Czerwonego Barona – co wydarzyło się 21 kwietnia 1918 roku

Sława Czerwonego Barona była tak duża, że próbowano go zdjąć jak cel strategiczny. Brytyjczycy mieli oferować nagrody dla pilota, który go zestrzeli. W Niemczech rozważano odsunięcie go od walki, by nie ryzykować utraty symbolu. On sam odmówił – twierdził, że jeśli on przestanie latać, inni też będą tego chcieli. Do końca pozostał na froncie. 21 kwietnia 1918 roku, dzień przed planowanym urlopem, wystartował do swojego ostatniego lotu. W trakcie pościgu zszedł zbyt nisko i znalazł się pod ostrzałem. Choć oficjalnie jego zestrzelenie przypisano kanadyjskiemu pilotowi, dziś przyjmuje się, że śmiertelny strzał padł z ziemi z australijskiego karabinu maszynowego. Został trafiony w klatkę piersiową; zdołał jeszcze wylądować, ale zmarł po chwili. Miał zaledwie 25 lat.

Wrak Fokkera - samolotu, którym latał i w którym zginął Czerwony BaronŚmierć i pogrzeb Manfreda von Richthofena - Czerwonego Barona
Szczątki samolotu Richthofena | Pogrzeb Czerwonego Barona

Legenda, która nie zgasła – Czerwony Baron w kulturze i w Świdnicy

Jego legenda przetrwała tragiczną śmierć i trwale wpisała się w kulturę, szczególnie w krajach takich jak Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Francja czy Wielka Brytania. Na przestrzeni lat powstały poświęcone Richthofenowi filmy, książki, komiksy, a nawet muzyka (jak utwór „The Red Baron” zespołu Sabaton). W Świdnicy pamięć o nim ma namacalny wymiar – w parku stoi replika jego czerwonego trójpłatowca, a na mapie miasta nie brakuje punktów handlowych czy usługowych nawiązujących do legendy Czerwonego Barona. 

Willa von Richthofenów – świdnicki adres Czerwonego Barona

Drugim, bardziej osobistym śladem, jest willa rodziny von Richthofen przy ul. Sikorskiego. To tutaj dorastał przyszły as zanim trafił do szkół wojskowych. W latach 30., po śmierci lotnika, jego matka urządziła w domu prywatne muzeum pełne pamiątek – od rzeczy osobistych po elementy związane z jego służbą. Po II wojnie światowej willę przerobiono na wielorodzinny budynek mieszkalny, ale nie brakuje zainteresowanych obejrzeniem domu, w którym dzieciństwo spędziła legenda ze Świdnicy.

Willa w Świdnicy, w której mieszkał Manfred von Richthofen - Czerwony BaronWilla w Świdnicy, w której mieszkał Manfred von Richthofen - Czerwony Baron
Willa Richthofenów w Świdnicy dawniej i dziś

Willa w Świdnicy, w której mieszkał Manfred von Richthofen - Czerwony BaronWilla w Świdnicy, w której mieszkał Manfred von Richthofen - Czerwony Baron
Willa Richthofenów w Świdnicy 

I może właśnie w tym tkwi fenomen tej historii – że za jedną z najbardziej rozpoznawalnych legend I wojny światowej stoi bardzo konkretne miejsce na mapie. Dziś między spokojnymi ulicami i zielenią parku z repliką Fokkera trudno wyobrazić sobie skalę tej sławy. A jednak to właśnie tutaj zaczęła się historia człowieka, którego nazwisko znano na całym świecie, a czerwony samolot stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli wojny w powietrzu.

Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która doda mi energii do działania :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

wtorek, 24 marca 2026

„Srający Chłopek” – osobliwy pomnik w Świdnicy

W podświdnickiej wsi Zawiszów stoi jedna z najbardziej osobliwych atrakcji Dolnego Śląska – betonowa rzeźba znana jako „Srający Chłopek”. Pomnik przedstawia mężczyznę ze spuszczonymi spodniami, siedzącego na ceglanym wychodku, wykonującego intymną czynność fizjologiczną. Choć jego temat budzi mieszane uczucia, figura stała się symbolem śląskiego humoru i jedną z chętniej odwiedzanych atrakcji Świdnicy, przyciągając turystów z Polski i zagranicy. Mało kto jednak wie, że rzeźba ma niemal 100 lat!

Pomnik „Srającego Chłopka” w Zawiszowie koło Świdnicy – betonowa rzeźba z 1935 r., symbol niemieckiego śląskiego humoru przy oczyszczalni.

Figura powstała w latach 1934–1936 w czasie budowy nowoczesnej biologicznej oczyszczalni ścieków przy ulicy Komunalnej, według projektu niemieckiej firmy Kremer–Kläranlage D. R. P. Berlin Schöneberg. Prawdopodobnie w 1935 roku pracownicy oczyszczalni postawili betonowy odlew dla żartu, umieszczając go na kolektorze ogólnospławnym przy punkcie pomiarowym ścieków. Pomnik przetrwał zamknięcie starej oczyszczalni w 1992 roku i został przeniesiony do nowej oczyszczalni przy ul. Zawiszów 5, gdzie stoi do dziś obok bramy wjazdowej.
„Srający Chłopek” – osobliwa atrakcja turystyczna Świdnicy, betonowa figura mężczyzny przy oczyszczalni ścieków w Zawiszowie.„Srający Chłopek” – osobliwa atrakcja turystyczna Świdnicy, betonowa figura mężczyzny przy oczyszczalni ścieków w Zawiszowie.
„Srający Chłopek” kiedyś i dziś

Przez lata autor pomnika pozostawał nieznany, jednak w 2022 roku odkryto, że stworzył go Hermann Dubois (1895–1958), wrocławski artysta związany z przemysłem (nie mylić ze Stanisławem Dubois, który ma we Wrocławiu swoją ulicę). Figura była kilkakrotnie odnawiana – w 2011 roku odkryto, że pierwotnie mężczyzna miał brodę, a w 2015 roku naprawiono ceglany murek i wykonano nowe zadaszenie. Obecnie ma jaskrawoniebieski fartuch, choć dawniej był czerwony.

Pomnik „Srający Chłopek” w Świdnicy – nietypowa atrakcja turystyczna, figura przy oczyszczalni ścieków, zachowany niemiecki śląski humor.Rzeźba „Srający Chłopek” z 1935 r. w Zawiszowie, Świdnica – betonowa figura mężczyzny siedzącego na wychodku, znany symbol lokalnego humoru.

Pomnik zwraca uwagę nie tylko swoim prowokacyjnym charakterem, ale i historią. Znalazł się w przewodniku Pascala, polskiej edycji National Geographic oraz w opracowaniach naukowych, m.in. dr. Marcina Laberscheka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który badał znaczenie pomników przedsiębiorstw w przestrzeni społecznej. Pomnik doczekał się nawet swojej miniatury – katalońskiego sobowtóra „Caganera”, symbolizującego zdrowie i pomyślność w czasie świąt Bożego Narodzenia.

Dziś „Srający Chłopek” nie jest chroniony prawnie jako zabytek, jednak pozostaje oczkiem w głowie pracowników ŚPWiK. Jak sami podkreślają, pomnik powinien pozostać w oczyszczalni – miejscu, które upamiętnia i w humorystyczny sposób przypomina o znaczeniu oczyszczalni w miejskiej przestrzeni. Od 2020 roku jego wizerunek można nawet zdobyć w formie znaczka turystycznego, stając się symbolem nieoczywistego dziedzictwa Świdnicy.

Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która doda mi energii do działania :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to