piątek, 21 sierpnia 2026

Pokój na końcu torów. Wędrówka granicą polsko-białoruską

Krążąc po Podlasiu, wybrałam się w podróż wzdłuż granicy polsko-białoruskiej. Choć chodziło mi o przejazd między meczetem w Kruszynianach a ruinami kościoła w Jałówce, to droga okazała się niezwykłym doświadczeniem. Senne wioski, szutrowe drogi, przydrożne krzyże... i dużo więcej. Ta droga była celem samym w sobie.


Polska-Białoruś i zamknięta granica

Wiosna 2025 roku była dość specyficznym okresem na granicy polsko-białoruskiej. Część przejść granicznych była zamknięta, a tereny styku państw były intensywnie patrolowane przez mundurowych. Dawało to efekt znajdowania się w jakiejś innej rzeczywistości, a pojazdy wojskowe i żołnierze tworzyli niezwykły kontrast z sielankowym krajobrazem Podlasia. Jadąc z Kruszynian, minęłam całkowicie wyludnione przejście drogowe Bobrowniki–Bierestowica. Następnie zjechałam na szutrową drogę i skierowałam się do maleńkiej wioski Gobiaty, położonej praktycznie na samej granicy.


Zapomniany pomnik żołnierzy Armii Czerwonej

Jest to wieś o XVI-wiecznych korzeniach, położona nad graniczną dziś rzeką Świsłoczą, która przez wieki stanowiła część pogranicznego obszaru związanego z Grodnem. Po II wojnie światowej wieś początkowo znalazła się po stronie ZSRR, ale w ramach korekty granicy w 1948 roku wróciła do Polski. Dziś Gobiaty to kilkanaście domów, które na stałe zamieszkuje zaledwie kilka osób. W niewielkim zagajniku dokonałam niezwykłego odkrycia – natknęłam się bowiem na zamalowany czerwoną farbą skromny pomnik.


Bohaterom Armii Radzieckiej, poległym w walce z hitlerowskim najeźdźcą w roku 1941. Społeczeństwo powiatu białostockiego. Gobiaty, 8.09.1961 – głosi ledwo widoczny napis. Jest to mogiła zbiorowa żołnierzy Armii Czerwonej poległych w czerwcu 1941 roku podczas walk z wojskami niemieckimi po rozpoczęciu operacji „Barbarossa”. Według współczesnej ewidencji spoczywa tu 149 żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w walkach w rejonie Gobiat i Świsłoczy. O tragicznych wydarzeniach w tym miejscu przypomina dziś tylko ta zapomniana mogiła ukryta wśród zieleni.


Nieczynne kolejowe przejście graniczne i brama z napisem „МИР”

Do Gobiat ściągnęło mnie jednak coś innego. Do 1992 roku w tym miejscu działało towarowe przejście kolejowe Zubki Białostockie–Bierestowica, a pamiątką po dawnej granicznej kolei jest stojąca przy torach charakterystyczna brama z napisem „МИР” („Pokój”). Dość wymowne w kontekście polityki zagranicznej Białorusi oraz działań wojennych na Ukrainie. Choć przejście jest nieczynne od ponad 30 lat, w okresie wzmożonej kontroli granicznej utworzono tuż przy nim posterunek Straży Granicznej. Nie chciałam ryzykować nieprzyjemnego spotkania, więc zrobiłam tylko kilka zdjęć z oddali. Brama z napisem robi wrażenie...




Świsłoczany, czyli wieś na pograniczu polsko-białoruskim

Ruszyłam na południe, zostawiając za sobą tumany kurzu. Kolejny drogowskaz – Świsłoczany – prowadził mnie do następnego elementu tego samego pogranicznego świata, który po wojnie został przecięty granicą. W 1944 r. Świsłoczany zostały włączone do gminy Gródek, a ostateczny przebieg granicy w tym rejonie ustalano jeszcze w latach 1947–1948. Jadąc, dostrzegłam kilka drewnianych chat, przydrożny krzyż z napisem w cyrylicy oraz drewniany mostek. To niezwykle malownicza okolica.



Mostowlany – wieś z cerkwią starszą niż granica

Dwa kilometry dalej trafiłam do Mostowlan. To musiała być większa wieś o wyższym statusie, bowiem powstała tu cerkiew. Parafia prawosławna istniała tu już na początku XVI wieku, a pierwsza wzmianka o miejscowej świątyni pochodzi z 1540 roku. Dzisiejsza świątynia pod wezwaniem św. Jana Teologa pochodzi z XIX wieku – w źródłach pojawia się rok 1840, natomiast rejestr zabytków datuje obecny obiekt na około 1862 rok, kiedy zakończono jego gruntowną odbudowę i remont. Wcześniej parafia przeszła przez okres unicki, a w 1837 roku powróciła do prawosławia. Sama cerkiew jest niewielka, drewniana i bardzo charakterystyczna dla architektury prawosławnej tego regionu; w 1905 roku przebudowano ją, m.in. dodając dzwonnicę przy wejściu.



Po kolejnych kilometrach drogą szutrową wróciłam w końcu do „cywilizacji” – asfaltowych dróg i większych miejscowości. Kulminacją była oczywiście malownicza ruina kościoła w Jałówce, której tragiczną historię opisywałam już wcześniej. To była ciekawa podróż na granicy państw i doświadczeń.

Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która pomoże mi finansować kolejne wyprawy :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jak dojechać do Gobiat i w ich okolice?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz