piątek, 29 czerwca 2018

Ocalała perła klasycyzmu - Pałac Wallenberg-Pachaly

Choć na moim blogu najczęściej goszczą pałace zrujnowane, rozkradzione i zapomniane, to tym razem wejdziemy w miejsce zgoła odmienne. Jedyne takie zachowane we Wrocławiu. Dzieło jednego z najwybitniejszych architektów klasycystycznych Carla Gotthard Langhansa, którego najbardziej znanym projektem jest berlińska Brama Brandenburska. Oto na co dzień niedostepny dla zwiedzających pałac Wallenberg-Pachaly.


Langhansowie - bo było ich dwóch - to niezwykle ciekawa i utalentowana rodzina. Choć możecie nie kojarzyć ich nazwiska, to z pewnością znacie ich najważniejsze realizacje, a są wśród nich prawdziwe perły. Ojciec - Carl Gotthard Langhans (1723-1808) - najbardziej zasłynął dzięki Bramie Brandenburskiej, ale zawdzięczamy mu także przebudowę pałacu Hatzfeldtów w Żmigrodzie, projekt pałacu Hatzfeldów we Wrocławiu oraz liczne kościoły ewangelickie na Dolnym Śląsku: m. in. w Dzierżoniowie, Żeliszowie czy Sycowie. Syn - Carl Ferdinand Langhans (1782 - 1869) - poszedł w ślady ojca, specjalizując się głównie w projektowaniu gmachów teatralnych i operowych (m. in. Opery Wrocławskiej), ale według jego wizji powstała również Stara Giełda we Wrocławiu czy Synagoga pod Białym Bocianem. Pałac rodziny Wallenberg-Pachaly jest o tyle wyjątkowy, że stał się wspólnym dziełem ojca i syna. 

Brama Brandenburska w Berlinie i Opera Wrocławska - dzieła Langhansów

Zamożna i szanowana we Wrocławiu rodzina Wallenberg-Pachaly postanowiła postawić swoją reprezentacyjną siedzibę nad fosą miejską przy tzw. Końskim Targu. Zadania zaprojektowania budynku podjął się nikt inny jak Lagnhans senior, a po latach jego dzieło kontynuował Langhans junior, powiększając gmach o trójosiowe skrzydło zachodnie. Dziś nie ma już targu, a w miejscu dawnej fosy znajduje się jedna z bardziej ruchliwych ulic miasta - Kazimierza Wielkiego. Pałac niemal cudem uszedł w idealnym stanie z walk o Wrocław i do dziś cieszy oko jedynymi zachowanymi w mieście oryginalnymi wnętrzami klasycystycznymi. 



No, cieszyłby, gdyby można było do niego wejść. Pierwotnie pałac łączył funkcje użytkowe z mieszkalno-reprezentacyjnymi. Pierwsze piętro było luksusową rezydencją, a na parterze działało przedsiębiorstwo bankowo-handlowe, kantor wymiany walut i biuro obsługi spedycji towarów. Do 1945 roku siedzibę miał tu Commerzbank, a po wojnie budynek został zaadaptowany na oddział opracowywania zbiorów, gabinety dyrektorskie i administrację Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego. W 2013 roku biblioteka przeniosła się do nowej siedziby, a pałac kilkukrotnie był wystawiany na sprzedaż. Wciąż czeka na nabywcę.



Na co dzień zamknięty na cztery spusty pałac otworzył się na odwiedzających w czerwcu dzięki Przeglądowi Sztuki Survival. Przez cztery dni jego wnętrza zamieniły się w miejsce dyskursu artystów z widzami, przestrzeń wykładów, debat i pokazów. A przede wszystkim pałac choć przez chwilę tętnił życiem, prezentując odwiedzającym nie tylko sztukę współczesną, ale i swoje największe skarby - salę owalną z kominkami, oryginalnymi stiukami oraz malowidło przedstawiające Chronosa autorstwa Philippa Antona Bartscha. W pałacu zachwyca okazała klatka schodowa, fascynują oryginalne boazerie oraz oryginalny układ pokoi w amfiladzie i co ciekawe - z dawnych czasów zachowały się tu trzy kasy pancerne.


Zachowane oryginalne kasy pancerne

Pałac Wallenberg-Pachaly to prawdziwy wrocławski skarb, choć mocno skrywany przed publicznością. Cieszy mnie otwartość na takie inicjatywy, jak Przegląd Sztuki Survival, bo dzięki temu o miejscu robi się głośniej i jest szansa na to, że znajdzie ono nowego właściciela, który będzie potrafił wykorzystać potencjał, jaki drzemie w rezydencji. Trzymajcie kciuki. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza