piątek, 20 września 2019

Poszła Karolinka do Gogolina...

...a Karliczek za nią, jak za piękną Panią z flaszeczką wina! Znacie tę piosenkę? Dziś zawędrujemy do Gogolina; poznamy Karolinkę, która czasem szła też do czeskiego miasta, a także zobaczymy niezwykłą budowlę będącą pamiątką po przemyśle wapienniczym w tym rejonie.


Zacznijmy od materiału muzycznego:



Tak dziś brzmi najpopularniejsza wersja piosenki o Karolince i Karliczku, ale na przestrzeni lat pojawiały się pewne rozbieżności. Jest to przecież piosenka ludowa, przekazywana z ust do ust, więc wykonania różnych osób mogły się od siebie różnić. I tak w jednej z wersji Karolinka idzie nie do Gogolina, a do czeskiego Bogumina. W innej zmierza nie do, a od Bogumina. Czy do Gogolina - tego nie wiemy ;-) Są też wersje, w których występuje Karlinka, nie Karolinka i nie idzie ona, a jedzie. 

Jedno jest pewne - dziś wszyscy znamy tę wersję spopularyzowaną przez Zespół Pieśni i Tańca Śląsk, a Gogolin zaistniał w ludzkiej świadomości właśnie dzięki tej piosence. Miasto w województwie opolskim jest tak dumne z historii Karolinki i Karliczka, że uczyniło z piosenki hejnał Gogolina, a także umieściło z bohaterów utworu w swoim herbie. A jeśli ktoś z Was zawędruje kiedyś do Gogolina, to z pewnością trafi na pomnik upamiętniający parę... i tak, odwzorowanie jest tak wierne, że Karliczek trzyma w ręku swoją flaszeczkę wina, z którą wędrował za Karolinką.


Herb Gogolina oraz zdjęcie pomnika Karolinki i Karliczka... z flaszeczką wina :-)

Jednak Gogolin to nie tylko skoczna piosenka. Miasto powstało na złożach wapienia, co zaowocowało rozwojem przemysłu wapienniczego w tym rejonie. W centralnej części miasta przez 120 lat funkcjonowały zakłady z charakterystycznymi piecami do wypału wapna - wapiennikami. W drugiej połowie XIX wieku było ich w całym miasteczku aż 47 - najwięcej w całym województwie opolskim! Te położone niedaleko pomnika Karolinki i Karliczka pochodzą z 1874 roku i nazywane są wapiennikami Dombrovsky'ego. Użytkowano je do 1988 roku. Miały sporo szczęścia, bo w przeciwieństwie do pozostałych pieców, nie zostały rozebrane, a miasto uczyniło z nich centralny punkt nowego placu śródmiejskiego. Miejsce to ma stać się sercem Gogolina i zarazem pamiątką po przemysłowej historii okolicy. 


Na pierwszy rzut oka niepozorny Gogolin też ma swoją historię do opowiedzenia. W województwie opolskim jest wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia - oprócz samej stolicy województwa warto wspomnieć choćby o zamkach w Niemodlinie czy Rogowie Opolskim oraz o pałacu w Mosznej. A przy okazji, będąc w okolicy, zajrzycie do Gogolina zobaczyć, czy Karliczek doczekał się w końcu zainteresowania swojej ukochanej Karolinki. 

Palmiarnia Poznańska - tropiki w środku miasta

Gdzie znajduje się jedna z największych w Europie i największa w Polsce palmiarnia? Z dala od zgiełku Starego Miasta, w malowniczym Parku Wilsona, na odwiedzających czeka Palmiarnia Poznańska. Można ją odwiedzać cały rok, więc jeśli macie już dość chłodów i marzy Wam się wycieczka w tropiki, to koniecznie odwiedźcie Poznań!


Historia powstania palmiarni sięga aż XVIII wieku i związana jest ściśle z Parkiem Wilsona. Już w 1834 roku na Łazarzu powstała szkółka drzew, którą na początku XX wieku przekazano miastu, tworząc pierwszy w Poznaniu ogród botaniczny. Na lata 1910-11 datuje się powstanie samej palmiarni, liczącej początkowo 534 m² powierzchni. W kolejnych latach była ona systematycznie powiększana. Już w 1929 roku w siedmiu pawilonach oprócz roślin prezentowano również ryby, owady i gady (palmiarnia mierzyła wówczas już 1694 m²). Obiekt stał się częścią Powszechnej Wystawy Krajowej odbywającej się z okazji dziesięciolecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

Park Wilsona

Druga wojna nie obeszła się łaskawie z Palmiarnią Poznańską. Pierwsze, nieznaczne uszkodzenia pojawiły się już w 1939 roku, jednak prawdziwym dramatem był rok 1941, kiedy to na obiekt spadła ciężka bomba angielska, uszkadzając pawilony oraz doprowadzając do wychłodzenia i zniszczenia części roślin. Podczas wyzwalania Poznania w 1945 roku uszkodzenia szyb sięgnęły 60-90% (różnice wynikają z rozbieżności źródeł), czego efektem było obumarcie niemal całej zieleni. Na szczęście bardzo szybko przystąpiono do odbudowy i już w 1946 roku obiekt został ponownie otwarty, a następnie rozbudowany w 1961 roku. Niestety w 1978 roku zapadła decyzja o zamknięciu palmiarni dla zwiedzających ze względu na jej zły stan techniczny.


Cztery lata później, w 1982 roku, zadecydowano o zbudowaniu nowej palmiarni. Wykorzystano przy tym metodę obudowy, tzn. wokół istniejących pawilonów wznoszono nowe, a po zakończeniu prac rozebrano starą, zniszczoną konstrukcję. Dzięki temu udało się uchronić rośliny przed działaniem niekorzystnych czynników z zewnątrz. Poznańska Palmiarnia została ponownie otwarta w 1992 roku. Dziś na powierzchni 4600 m², w 12 pawilonach, podziwiać można około 1100 gatunków roślin, 170 gatunków ryb oraz około 50 gatunków roślin wodnych. 



Poznań poszczycić się może wyjątkowym obiektem w skali kraju, a nawet Europy. Na szczęście burzliwa historia nie doprowadziła do upadku palmiarni i mimo wielu zawirowań historia tego obiektu trwa do dziś. Ja jesienne słody polecam wycieczkę do Poznania - nie tylko do palmiarni :-)





czwartek, 19 września 2019

Gmach Naczelnej Organizacji Technicznej we Wrocławiu - to be or NOT to be?

Trzy lata mi zajęło wejście do budynku Naczelnej Organizacji Technicznej we Wrocławiu. Nie dlatego, że jest on jakoś szczególnie niedostępny - po prostu zawsze mi było do niego zbyt po drodze :-) I chyba sama nie wierzyłam, że w środku może być coś ciekawego...


Już pierwszy rzut oka na gmach przy ulicy Piłsudskiego pozwala przypuszczać, że mamy do czynienia z budynkiem, który z założenia musiał być reprezentacyjny. Dziś znajdują się tam głównie biura i sale konferencyjne, ale przed laty pełnił on funkcje publiczne. W 1892 roku Zarząd Prowincji Związku Stanów Prowincjonalnych Prowincji Śląskiej podjął decyzję o budowie nowego gmachu sejmowego. Inspektor budowlany odpowiedzialny za projekt - Blümner - w swoich pracach inspirował się podobnymi budowlami z z Hanoweru, Drezna, Norymbergi, Stuttgartu, Strasburga, Pragi i Augsburga. Z kolei za elewację odpowiadali wrocławski rzeźbiarz Christian Behrens ze swoim uczniem - Ernstem Segerem, późniejszym wykonawcą fontanny na Placu Jana Pawła II (Alegoria Walki i Zwycięstwa). Prace zakończono w 1895 roku.


Do przejęcia Wrocławia przez władze polskie w gmachu urzędowały niemieckie władze samorządowe, między innymi Śląski Sejm Krajowy, Wydział Krajowy i Starosta Krajowy. Mało znaną ciekawostką jest fakt, że w 1896 roku budynek posłużył jako dom dla odwiedzającej Śląsk rosyjskiej pary carskiej. Od 1945 roku mieści się tu siedziba Naczelnej Organizacji Technicznej. We wnętrzach z pewnością zachwyci Was ozdobna klatka schodowa, ale prawdziwym majstersztykiem jest centralny hol - zadaszone patio wysokie na trzy kondygnacje. W gmachu znajduje się również zabytkowa winda z 1897 r., ale niestety nie jest dostępna dla odwiedzających.



Budynek NOT z pewnością zasługuje na obiecywany od wielu lat remont, który pozwoliłyby mu odzyskać dawny blask. Dziś nieco ginie on w zabudowie ulicy Piłsudskiego z powodu z powodu zaniedbania, które jeszcze bardziej podkreślają remonty sąsiednich kamienic. Obecnie to taka perełka dla koneserów i ciekawostka historyczna - zajrzyjcie kiedyś do środka, będąc w okolicy.



wtorek, 17 września 2019

Cementownia Szczakowa, jakiej już nie ma

Kiedyś pionierski zakład, w którym pracowało pół dzielnicy; później ruina przyciągająca miłośników mocnych wrażeń i fotografów przemysłowych; dziś gruzowisko... Poznajcie Cementownię Szczakową w Jaworznie - wyciągnęłam z mojego archiwum zdjęcia z ostatnich 11 lat, aby pokazać przemiany i całkowity rozkład tego niegdyś potężnego zakładu. 


Cementownia Szczakowa uruchomiona została w 1883 roku i po rozbudowie stała się jedną z największych i najnowocześniejszych cementowni w Europie. Jej upadek zaczął się w latach 70. XX wieku z powodu przestarzałej technologii oraz wysokich kosztów produkcji. Cementownia zakończyła działalność w roku 1995.

Po likwidacji zakładu nastąpiła powolna degradacja terenu. Część infrastruktury wyburzono, część ulegała "oddolnemu" rozkładowi dzięki złomiarzom. Lata mijały, a z fabryki pozostawało coraz mniej. Szczakową wyjątkowo umiłowali sobie miłośnicy urbexu; pamiętam, jak swego czasu można było tu spotkać prawdziwe wycieczki. Poruszanie się po niebezpiecznym terenie przyciągało miłośników adrenaliny. 

Sama byłam na terenie cementowni trzy razy - w 2008, 2014 i 2019 roku. Za każdym razem coś znikało, coś się zmieniało, ale dopiero ostatnia wizyta uświadomiła mi, że w zasadzie nie ma już tu czego oglądać - zostały tylko silosy i jeden totalnie zrujnowany budynek. Z drugiej strony zdegradowana okolica powoli odzyskuje blask odkąd w bliskim sąsiedztwie cementowni powstał popularny Park Gródek na terenie byłego kamieniołomu. Przemiany są częścią naszej rzeczywistości - zapraszam Was zatem w podróż w przeszłość, pokazując zdjęcia z cementowni  sprzed 11 i 5 lat oraz współczesne. 

Cementownia Szczakowa w latach 30 XX wieku

fotopolska.eu / Muzeum Miasta Jaworzno 

Cementownia Szczakowa - podobny kadr w 2008, 2014 i 2019 roku



Cementownia Szczakowa - ten sam budynek w 2008, 2014 i 2019 roku



Cementownia Szczakowa - to samo miejsce w 2008 i 2014 r.


Cementownia Szczakowa - ten sam budynek w 2008 i 2014 r.


Cementownia Szczakowa w roku 2008












Cementownia Szczakowa w roku 2014







Cementownia Szczakowa w roku 2019