sobota, 17 sierpnia 2019

Bukowe Berdo - trening dla ciała, uczta dla oka

Połoniny - bezkresne murawy rozciągające się powyżej linii lasu - jak nic innego kojarzą się z wędrówkami po Bieszczadach. Jak już przejdzie się Połoninę Wetlińską i Caryńską, wdrapie się na Tarnicę oraz Rawki i wciąż czuje się niedosyt, to szuka się dalej. A może by tak wybrać się na Bukowe Berdo?


Latem ze względu na bliskość Tarnicy może być tu tłoczno, ale bądźmy szczerzy - latem wszędzie jest więcej ludzi na szlakach. Poza sezonem spotkacie tu tylko ciszę i spokój, a Wasze oczy nacieszą się bezkresnym widokiem wciąż jeszcze dzikich gór. Jak iść? Opcji jest kilka. Można zacząć w Wołosatem i przejść przez Tarnicę, inną opcją jest niebieski szlak z Widełek. Najszybszą i najłatwiejszą opcją będzie jednak podejście z Mucznego.

Muczne widziane z Bukowego Berda - teren nawet dziś może uchodzić za odludny

Jadąc do Mucznego, wkraczamy na niegdyś niedostępny i tajemniczy obszar. Teren ten przez dziesięciolecia był niedostępny dla turystów, a poruszanie się po nim wymagało uzyskania zgody Bieszczadzkiego Parku Narodowego i Straży Granicznej. Temperaturę wokół "bieszczadzkiego worka" dodatkowo podgrzewał fakt, że w 1975 roku w osadzie Muczne wybudowano luksusowy ośrodek wypoczynkowy dla największych osobistości PRL-u. Dziś jest to dostępny dla wszystkich hotel i to właśnie w jego okolicy możemy poszukać miejsca do zaparkowania auta.

Pierwsze widoki z parkingu

Początek wędrówki to żmudne podejście żółtym szlakiem przez las. Bądźmy szczerzy - jest duszno, idzie się jednostajnie pod górę i w sumie przez pierwszą godzinę niewiele się dzieje. Co jakiś czas są ławeczki, więc można usiąść i odpocząć lub się posilić. Dopiero na wyjściu na połoninę podejście robi się ostrzejsze i po chwili wychodzi się na otwartą przestrzeń. Pojawiają się też pierwsze widoki. Jeszcze parę kroków i dochodzimy do szlaku niebieskiego.


Mało ciekawe podejście przez las wynagradzają pierwsze widoki - z jednej strony Bukowe Berdo, z drugiej Połoniny Caryńska i Wetlińska

Na łączeniu szlaków jesteśmy już dość wysoko - osiągnęliśmy 1160 metrów n.p.m. W obie strony rozciągają się piękne widoki na Połoniny Caryńską i Wetlińską, a także całe Bukowe Berdo. Do tabliczki szczytowej i zarazem najwyższego punktu Bukowego Berda (1311 m n.p.m.) została nam jednak jeszcze około godzina marszu lekko pod górę. Bezkresna panorama wynagradza wszystkie trudy wędrówki. Jest przepięknie.

Tarnica widziana z wędrówki przez przepiękne Bukowe Berdo

Widoki z Bukowego Berda: z lewej w kierunku Tarnawy Niżnej, z prawej: w kierunku Kopy Bukowskiej i Halicza

Po dotarciu na punkt widokowy z tabliczką szczytową widać niemal z bliska Tarnicę (1346 m n.p.m. - najwyższy szczyt polskich Bieszczadów) nieco zasłoniętą przez grzbiet Krzemienia. Można kontynuować wędrówkę w tamtą stronę albo zawrócić i na dół zejść tę samą drogą, co weszliśmy na górę. Wyjątkowo w okresie, w którym zdobyliśmy Bukowe Berdo, szlak na Tarnicę był zamknięty, więc nawet nie rozważaliśmy takiej opcji. Musieliśmy zresztą wrócić do auta, bo okolica Mucznego jest kiepsko skomunikowana z resztą świata (zwłaszcza poza sezonem).

Połoniny Caryńska i Wetlińska oraz Tarnica widziane z Bukowego Berda

Zejście tę samą trasą do Mucznego

Wycieczka na Bukowe Berdo z Mucznego należy do raczej łatwych tras - w obie strony jest to zaledwie 12 kilometrów. Oczywiście należy wziąć poprawkę na pogodę, bo zarówno upał, jak i burza na połoninie może stwarzać zagrożenie nawet dla doświadczonych wędrowców. Plusem tej trasy jest możliwość urozmaicenia sobie wędrówki poprzez przejście np. na Tarnicę i zejście do Wołosatego. Opcji - jak na Bieszczady - jest sporo. A widoki nie pozostawią nikogo obojętnym, to Wam mogę zagwarantować!

Trasa: Muczne – Muczne | mapa-turystyczna.pl
Wg Endomondo 12 km, 3 h - nigdy nie wiem, komu wierzyć ;-)

wtorek, 6 sierpnia 2019

„Bieszczady Odnalezione” - podróż w przeszłość do opuszczonej wsi Jaworzec

Nie jest to topowa atrakcja Bieszczadów. Żadne must-see, nie znajdziecie tego miejsca w większości przewodników. Pewnie nawet wiele osób nocujących w pobliskiej bacówce nie przejdzie się po okolicy w poszukiwaniu śladów dawnej wsi Jaworzec. Dla mnie takie miejsca są kwintesencją Bieszczad, które urzekają nie tylko wspaniałymi widokami, ale też ledwo dostrzegalnymi śladami historii tych ziem...


Jadąc ze Smereku w stronę Cisnej, skręciliśmy w Kalnicy w podrzędną drogę. Droga stawała się coraz węższa, asfalt coraz gorszy (dobrze, że jest w ogóle), aż w końcu dojechaliśmy do rozwidlenia dróg przed mostem na rzece Wetlinie. Niektórzy jadą jeszcze kawałek dalej, ale to też jest dobre miejsce na zostawienie samochodu i wyruszenie na spacer śladami historii Jaworca.


Ten most i ta droga nie istniały przed wojną. Ponad 70 lat temu poruszalibyśmy się lewym brzegiem Wetliny, a przez wodę przeprawilibyśmy się drewnianą kładką. Podczas spaceru otaczałyby nas liczne drewniane chaty zamieszkujących wieś Bojków, po drodze mijalibyśmy pola i sady. Pozdrawialibyśmy mieszkańców wsi, choć na pewno nie dalibyśmy rady ukłonić się każdemu, bowiem Jaworzec zamieszkiwało około 500-600 osób. Wszystkich wysiedlono w 1947 roku.


Nie doszlibyśmy też do Bacówki PTTK, ponieważ ta powstała dopiero w latach 70. XX wieku. I na pewno nie czytalibyśmy o historii wsi na tablicach w dwóch językach - polskim i ukraińskim - przygotowanych w 2012 roku przez Stowarzyszenie Rozwoju Wetliny i Okolic w ramach projektu „Bieszczady Odnalezione”. Podziwiam, szanuję i dziękuję za ogromną pracę włożoną w przygotowanie tej historyczno-sentymentalnej ścieżki. Wolontariuszom udało się dotrzeć do dawnych mieszkańców wsi i na podstawie ich wspomnień odtworzyć ducha dawnego Jaworca. Dzięki temu dziś każdy z nas może wyruszyć w podróż w przeszłość.


Choć na teren wsi weszliśmy już za mostem, to pierwsze bardziej namacalne ślady przeszłości napotkaliśmy dopiero kawałek za bacówką. Znajduje się tu pozostałość cmentarza z nielicznymi śladami grobów oraz drewnianym krzyżem. Miejsce to wyjątkowo umiłowały sobie mrówki, dlatego musieliśmy szybko uciekać, żeby nie skończyć, jak Telimena w "Panu Tadeuszu".


Idąc dalej prosto, a następnie podążając drogą w prawo, znaleźliśmy piwnicę gospodarczą - kamienną podmurówkę, na której przed laty stała drewniana chata. Takich domów musiało być sporo na terenie całej wsi. W piwnicach przechowywano owoce i warzywa oraz inne produkty spożywcze, które wymagały niskiej temperatury. Z tablicy informacyjnej dowiedzieliśmy się o "skarbie" znalezionym w podziemnej skrytce - był to depozyt metalowych przedmiotów ukryty przez właścicieli gospodarstwa przed wysiedleniem.


Kierując się na łąkę, dotarliśmy do zrekonstruowanego krzyża pańszczyźnianego. Przez długie lata pozostawał on zniszczony i dopiero parę lat temu udało się odtworzyć jego oryginalny wygląd na podstawie fotografii z 1961 roku. Podobne krzyże były licznie stawiane na Zakarpaciu i w Beskidzie Niskim, a miały one upamiętniać ważne wydarzenie - uwłaszczenie chłopów i zniesienie pańszczyzny w Galicji (1848 r.).


Kontynuujmy nasz spacer przez historię, a bardziej namacalnie - łąkę... Bardzo zarośniętą łąkę i tu znów pojawiło się pytanie - czemu nie wzięliśmy maczety? W końcu to miał być tylko spacer, a nie przedzieranie się przez zarośla, ale wyszło, jak zawsze. Dotarliśmy do jeszcze jednej piwnicy, podobnej do tej poprzedniej, ale dużo bardziej zarośniętej. Tuż obok znajduje się częściowo zrekonstruowana chata z okresu międzywojennego. Należała ona do Wasyla Kaczora i jego rodziny. Wysiedlono ich na tereny północno-wschodniej Polski w ramach akcji Wisła, a dom spalono. Rozglądając się po okolicy trudno dziś uwierzyć, że domostwo stało w centralnej części wioski!


Aby dotrzeć do najważniejszego punktu Jaworca - cerkwi  pw. św. Wielkiego Męczennika Dymitra z 1846 r. - musieliśmy się przedrzeć przez jeszcze większe zarośla. Chyba musimy zacząć jeździć w Bieszczady jesienią i zimą... Drewniana świątynia miała podłużną nawę i przypominała kształtem świątynię łacińską. Wszyscy mieszkańcy Jaworca byli jednak wyznania greckokatolickiego. Cerkiew doszczętnie zniszczono w 1947 roku i do dziś zachowały się jedynie fragmenty podmurówki. Aby uczcić pamięć tego miejsca, współcześnie postawiono krzyż, ikonę i zniszczone drewniane drzwi oraz, oczywiście, tablicę informacyjną, dzięki której można poznać tragiczną historię tego miejsca.


Na terenie dawnej cerkwi skończyła się nasza podróż w przeszłość, trzeba było powoli wracać do samochodu i cywilizacji. W okolicy znajdują się jeszcze dwie miejscowości na szlaku „Bieszczady Odnalezione” - Ług oraz Zawój. Tego dnia nie daliśmy rady do nich dotrzeć, ponieważ upał i tak już wystarczająco mocno dał nam się we znaki. Bieszczady w ten sposób odkrywać można jeszcze przez długie lata, dlatego zostawiliśmy sobie coś na następny raz. I na jeszcze kolejny. Oraz dziesiątki przyszłych.


Sowity spacer na Wielką Sowę

Przez długi czas wydawało mi się, że Góry Sowie są raczej mało dostępne dla osób niezmotoryzowanych. Dojazd koleją wiąże się z koniecznością długiego marszu, autobusów nie ma albo jest ich jak na lekarstwo... aż postanowiłam wejść na Wielką Sowę od drugiej strony - z okolic Pieszyc. W dodatku szlak okazał się być mało uczęszczany, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to był strzał w dziesiątkę!



Najwięcej osób wybierając się na Wielką Sowę, startuje z Przełęczy Sokolej albo z jeszcze wyżej położonej Przełęczy Jugowskiej. Są to najłatwiejsze i najszybsze szlaki na szczyt. Ciekawą opcją jest też podejście przez Małą Sowę. Niestety te szlaki są dostępne głównie dla zmotoryzowanych, co dla mnie jest minusem, bo wracając z gór wolę przysypiać w pociągu lub autobusie, a nie prowadzić :-) W Górach Sowich byłam wcześniej dwukrotnie - raz, zimą, na Wielkiej Sowie (klik!) i  drugi raz, jesienią, na Kalenicy (klik!). W końcu zapragnęłam zdobyć najwyższy szczyt pasma w warunkach letnich. I wymyśliłam sobie trasę, na którą mało kto się decyduje.

Rościszów to niewielka wieś w okolicy Pieszyc, w powiecie dzierżoniowskim. Miejscowość ma charakter wypoczynkowo-sanatoryjny, o czym świadczą mijane po drodze stare budynki uzdrowiskowe. Do Pieszyc dotrzeć z Wrocławia można w niecałe 1,5 h autobusem, a następnie wystarczy przesiąść się na komunikację miejską (linia 21) i dojechać do Rościszowa pod sam zielony szlak. Inną opcją jest dotarcie do Kamionek (linia 15) i wędrówka żółtym szlakiem. Dzięki ZKM Bielawa Góry Sowie okazują się być całkiem dostępne, tylko przygotujcie się na ostre podejście pod górę.

Rościszów - wysiadamy przy Bibliotece Publicznej

Podejście z Rościszowa biegnie najpierw asfaltową drogą przez Lasocin, ale po chwili wchodzimy w las. Do pokonania na odcinku 6 km jest prawie 700 metrów przewyższenia, a więc dość szybko zyskujemy wysokość. Na rozwidleniu o nazwie Stara Jodła zielony szlak zamieniamy na niebieski i kontynuujemy nim wędrówkę aż do samego szczytu. Im bliżej celu, tym robi się stromiej - no cóż, wiedziałam przecież, że wybieram najtrudniejsze podejście!

Podejście - najpierw przyjemnie pod górę, ale od Młyniska zaczyna się robić trudniej

Na Wielkiej Sowie, jak to w ciepły weekend, można było poczuć się, jak na Krupówkach. Niezmiennie mój zachwyt wzbudziła wieża widokowa z 1906 roku (wybudowana na cześć Bismarcka), ale tłumy ludzi sprawiły, że spokój uzyskany podczas podejścia mało popularnym szlakiem, szybko został zagłuszony gwarem. Widoki z wieży robią wrażenie - przy dobrej przejrzystości powietrza świetnie widać Ślężę, Góry Stołowe, a nawet Karkonosze!



Tym raczej najbardziej sensowną opcją powrotu było zejście tymi samymi szlakami z powrotem do Rościszowa, chociaż przez chwilę rozważałam też drogę do Kamionek. Trzeba było jednak kierować się rozkładami jazdy umożliwiającymi powrót do domu. W tę stronę zamiast wysiąść w Pieszycach, postanowiłam jechać aż do Dzierżoniowa, z którego udało się złapać dogodną przesiadkę na autobus do Wrocławia. Całkiem sprawnie to wszystko poszło. Wielka Sowa po raz drugi zdobyta!

Trasa: Rościszów – Rościszów | mapa-turystyczna.pl

P.S. Według pomiaru po GPS w Endomondo trasa liczy 12 km. 

czwartek, 1 sierpnia 2019

Kompleks Riese w Górach Sowich - jak ujarzmić Olbrzyma

Kompleks Riese owiany jest tajemnicą i choć minęło już ponad 70 lat od zakończenia drugiej wojny światowej, to wciąż więcej jest tu pytań niż odpowiedzi. Do dziś nie udało się dotrzeć do dokumentów jednoznacznie potwierdzających przeznaczenie podziemnych korytarzy budowanych przez nazistów przy wykorzystaniu niewolniczej pracy więźniów. Zapraszam do zapoznania się z krótkim przewodnikiem po dostępnych do zwiedzania obiektach jednej z największych zagadek III Rzeszy.

Wokół kompleksu narosło wiele legend i teorii spiskowych. Często pod takimi artykułami pojawia się komentarz wszechwiedzącego deklarującego, że ci, co mają wiedzieć, wiedzą, i przecież to oczywiste, że Riese zbudowano po to, by... tu wstaw dowolną teorię spiskową. Brak jednak historycznych źródeł na potwierdzenie tych rewelacji, ponieważ wszystkie dokumenty pod koniec wojny zostały zniszczone bądź wywiezione do Niemiec. Tym bardziej dziś postaram skupić się na faktach i opisać kompleks w sposób przewodnikowy. Warto też zaznaczyć, że mowa będzie tylko o tych częściach podziemi, które zostały udostępnione dla ruchu turystycznego. Stanowczo odradzam samodzielne eksplorowanie nieprzygotowanych do zwiedzania podziemi osobom niedoświadczonym. 


Riese - co to właściwie jest?
Riese, czyli z języka niemieckiego Olbrzym, jest kryptonimem największego projektu górniczo-budowlanego nazistowskich Niemiec. Podziemne prace prowadzono w latach 1943–1945 w Górach Sowich oraz na Zamku Książ. Wałbrzyska rezydencja była szykowana na kwaterę główną Adolfa Hitlera, natomiast nie do końca jest znane przeznaczenie tuneli drążonych w Górach Sowich. Prace nie zostały nigdy ukończone. Przed wkroczeniem Armii Czerwonej wiele podziemnych konstrukcji zostało zniszczonych lub zamaskowanych. Dzięki zachowanym dokumentom można ocenić ilość materiałów wykorzystanych do budowy kompleksu. Jeśli dane te są prawdziwe, to można przypuszczać, że dotychczas odkryto zaledwie połowę podziemnych korytarzy.

Jak zwiedzać? Jak dojechać? 
Do zwiedzania udostępniono cztery obiekty kompleksu: podziemia Zamku Książ, Sztolnie Walimskie - Kompleks Rzeczka, Włodarz oraz Podziemne Miasto Osówka. Oprócz tego na zboczach góry Osówka, przy czarnym szlaku, można zobaczyć naziemne obiekty, tzw. kasyno i siłownię (trasa została oznaczona tablicami informacyjnymi). Ze względu na położenie i duże odległości między poszczególnymi częściami obiektów najrozsądniej będzie poruszać się autem. Jeśli zaczniemy wcześnie, to w sezonie letnim uda się zwiedzić Sztolnie Walimskie, Włodarz oraz Osówkę jednego dnia, ale na Zamek Książ warto zarezerwować sobie osobny dzień i przy okazji udać się na wycieczkę po całej rezydencji. Do zamku warto kupić bilety wcześniej przez internet, bo może się na miejscu okazać, że już nie ma miejsc na bieżący dzień. 

Podziemia Zamku Książ
Jest to najnowsza z udostępnionych tras - pierwsi turyści zeszli pod ziemię jesienią 2018 roku. Podczas zwiedzania duże wrażenie robią świetnie przygotowane prezentacje multimedialne dotyczące Riese, dlatego warto wybrać Książ jako wprowadzenie w temat. O wyjątkowości tego miejsca świadczy fakt, że zamek był szykowany na jedną z kwater głównych Adolfa Hitlera. Trasa liczy 1,5 km, zwiedzanie trwa około 45 minut. O podziemiach więcej pisałam tutaj.
Dojazd
Piastów Śląskich 1, 58-306 Wałbrzych
Parkingi znajdują się na ul. Piastów Śląskich koło stadniny, przy budynku bramnym (mały parking, szybko się zapełnia) oraz niedaleko budynku mauzoleum - oznaczony wjazd znajduje się w okolicy ronda).
Ceny biletów
29 zł bilet normalny, 24 zł bilet ulgowy (szczegóły na stronie; jest możliwość kupienia wspólnego biletu na zwiedzanie zamku, podziemi i palmiarni w cenie 52 zł bilet normalny i 42 zł bilet ulgowy).
Godziny otwarcia
Mogą być zmienne, aktualne informacje na stronie www



Włodarz
Ogromny kompleks wybudowany w zboczach góry o tej samej nazwie. W jego wnętrzach znajduje się jedna z największych nieukończonych hal Riese. Około 1/3 podziemi jest zalana wodą i w trakcie wycieczki część trasy pokonuje się łodziami. Zwiedzanie trwa około 1 h 10 min.  
Dojazd
ul. Górna 71, 58-321 Jugowice
Ceny biletów
30 zł bilet normalny, 25 zł bilet ulgowy (szczegóły na stronie; można też kupić bilet łączony Włodarz + Muzeum Molke za 40 zł).
Godziny otwarcia
Mogą być zmienne, aktualne informacje na stronie www



Sztolnie Walimskie - Kompleks Rzeczka
Trasa dostępna do zwiedzania od 1995 roku, zarządzana jest przez Gminę Walim. W moim subiektywnym odczuciu najmniej widowiskowy z kompleksów, ale za to nadrabia świetnym oprowadzaniem przez przewodnika. Jest to jedna z najmniejszych sztolni, ale wyróżnia się niemal całkowicie wykończoną wartownią oraz imponującej wielkości halą łączącą sztolnie. Zwiedzanie trwa około 60 minut.
Dojazd
ul. 3-go Maja 26, 58-320 Walim
Ceny biletów
20 zł bilet normalny, 16 zł bilet ulgowy (szczegóły na stronie; dostępne także bilety łączone Sztolnie Walimskie + Zamek Grodno 34 zł bilet normalny, 26 zł bilet ulgowy).
Godziny otwarcia
Mogą być zmienne, aktualne informacje na stronie www



Podziemne Miasto Osówka
Z pewnością jest to najbardziej znana i najczęściej odwiedzana część Riese. W podziemiach znajdują się m.in. trzy sztolnie, z których najdłuższa ma około 450 metrów. Pod ziemią można zobaczyć wyrobiska o różnym stopniu zaawansowania budowy, a w jednej z hal znajduje się wystawa uzbrojenia różnych armii na frontach II wojny światowej. Zwiedzanie trwa około 1 h.
Dojazd
ul. Świerkowa 29d, 58-340 Sierpnica
Ceny biletów
21 zł bilet normalny, 18 zł bilet ulgowy (trasa historyczna); 26 zł (trasa ekstremalna); w okresie zimowym dostępne też trasa edukacyjna i ekspedycja Riese - szczegóły na stronie.
Godziny otwarcia
Mogą być zmienne, aktualne informacje na stronie www



Osówka - obiekty naziemne
Przy okazji zwiedzania Podziemnego Miasta Osówka warto poświęcić także chwilę na spacer po naziemnych częściach kompleksu. Dotrzecie na nie, idąc czarnym szlakiem turystycznym. Znajdują się przy nim takie obiekty, jak siłownia i kasyno, ale są to nazwy oparte wyłącznie na przypuszczeniach. Siłownia mogła z założenia służyć do zasilania podziemnego kompleksu, z kolei kasyno prawdopodobnie zostało pomyślane jako budynek socjalny i biurowy. Niedaleko żelbetowych budynków znajduje się wlot szybu wentylacyjnego, którego dolną część można zobaczyć podczas zwiedzania podziemi. 

Z lewej: siłownia, z prawej: kasyno

Szyb wentylacyjny

***

Przy budowie Olbrzyma naziści wykorzystywali niewolniczą pracę więźniów. Relację jednego z nich, Abrahama Kajzera, możecie przeczytać w książce "Za drutami śmierci". Jest to poruszająca opowieść człowieka cudem ocalałego z piekła, jakie więźniom zgotowano w Górach Sowich. Polecam osobom zainteresowanym tematem.