czwartek, 17 czerwca 2021

Cerkiew w Berezce. To, co zostało...

Kiedy piszę o Bieszczadach, najczęściej mam na myśli Bieszczady Wysokie. W rzeczywistości jest to szerszy obszar i tym razem zaprezentuję Wam ciekawe miejsce położone nieco bardziej na północ od połonin. Oto cerkiew w Berezce, a raczej to, co z niej zostało... 

Pierwsza cerkiew w tym miejscu powstała prawdopodobnie w XV wieku, a w jej wnętrzu wyryto datę 1444. Została ona rozebrana w drugiej połowie XIX wieku. Obecną, murowaną, wzniesiono w 1868 roku. W 1914 roku przeprowadzono renowację ikonostasu, a w 1920 r. odnowiono świątynię. Po II wojnie światowej, po Akcji Wisła, opustoszała. Próbowano zaadaptować ją na kościół rzymskokatolicki w latach 50. XX wieku, ale ostatecznie się to nie powiodło. Następnie pojawiły się plany zaburzenia cerkwi, których na szczęście nie zrealizowano, ale wkrótce pracownicy PGR-u zerwali blachę z dachu. 

Obecnie cerkiew jest w ruinie,  zachowały się tylko mury. Nie przetrwała dzwonnica, a cmentarz został wchłonięty przez współczesną nekropolię. Zachowało się tam kilka starych krzyży. Na zniszczonych murach cerkwi zachowały się szczątkowe malowidła, które dają nam wyobrażenie, jak piękne musiało kiedyś być to miejsce.



wtorek, 15 czerwca 2021

Podzielę się. Nowy szlak na Dział i Rawki z rocznym dzieckiem

Kiedy latem zeszłego roku Bieszczadzki Park Narodowy poinformował o otwarciu nowego szlaku na Dział, wiedziałam, że muszę się nim przejść. Szło nam się tak dobrze, że przechadzka nam się wydłużyła o Małą i Wielką Rawkę i tym samym zrobiliśmy jedną z najciekawszych pętli w tej okolicy. Zobaczcie, czego spodziewać się na nowym szlaku i jak udała nam się górska wyprawa z rocznym dzieckiem. 

Ach, ten Dział. Ciągnie się na długości 7 kilometrów od Małej Rawki do Wetliny Moczarne. Przejście go, do niedawna jedynym, zielonym szlakiem, to około 3 godziny marszu w dużej mierze przez las. W porównaniu do połonin raczej średnio atrakcyjna opcja i długo się zastanawiałam, jak go ugryźć, żeby się nie zniechęcić. Z pomocą przyszedł mi Bieszczadzki Park Narodowy, otwierając nowy odcinek szlaku z Przełęczy Wyżniej na Dział do punktu mniej więcej w połowie jego długości. Dzięki temu można zaplanować naprawdę ciekawą i urozmaiconą trasę.

Dział widziany z podejścia na Połoninę Caryńską

Jest początek października, słońce przyjemnie grzeje, ale nie ma upału, połoniny mienią się jesiennymi kolorami. Legendarna bieszczadzka jesień zaczęła się na dobre, ludzi na szlakach trochę mniej niż latem (choć w porównaniu z okresem przed pandemią są tłumy), można wędrować z przyjemnością. Zaczynamy na najdroższym parkingu w Bieszczadach - na Przełęczy Wyżniej. Z jednej strony Połonina Wetlińska, w oddali złoci się Caryńska, a my szukamy żółtego szlaku na Dział. Okazuje się, że wychodzi się na niego przy toaletach, a pan, u którego płaci się za WC, pobiera także pieniądze za wstęp do parku narodowego. Pieczątki niestety nie ma. Idziemy dalej. 

Wetlińska już bez Chatki Puchatka | Caryńska dostojna, jak zawsze

Nie będę Was oszukiwać, że jest to najciekawszy szlak w Bieszczadach. Dojście żółtym szlakiem biegnie cały czas przez las, najpierw łagodnie, potem nieco ostrzej pod górę. Nam się podoba, bo szybko zyskujemy wysokość, a przy tym las w jesiennej szacie prezentuje się wyjątkowo pięknie. Według mapy dotarcie na Dział powinno nam zająć godzinę, w praktyce jest to około 40 minut. Fajnie się idzie, gdy dziecko grzecznie siedzi w nosidle, w tym roku będzie trudniej, bo młoda chce chodzić sama i przy okazji zbierać wszystkie kamyki i patyki po drodze. Zobaczymy, czy uda nam się w ogóle pochodzić. 

Żółty szlak dochodzi do zielonego, który biegnie przez cały grzbiet Działu. Znajdujemy się na wysokości 1000 metrów n.p.m., parę kroków dalej w stronę Rawek znajduje się wiata i miejsce na odpoczynek. Idąc przez Dział będziemy co chwila wychodzili na niewielkie polanki, z których roztaczają się piękne widoki. Najpierw podziwiać można pasmo graniczne, później także połoniny, a w końcu Małą Rawkę. Działem idzie się całkiem przyjemnie i sama byłam zaskoczona, jak szybko doszliśmy na Małą Rawkę.



Dział

Na Rawkach już byliśmy dwa lata wcześniej, więc nie były one dla nas zaskoczeniem. Może tylko trochę nas rozczarowała ilość osób na szczycie Małej, gdzie było głośno, tłoczno, więc szybko się z niej ewakuowaliśmy. Pierwotnie planowaliśmy schodzić i wracać, ale tak nam się dotychczas dobrze szło, że wybraliśmy się jeszcze na Wielką Rawkę. Młoda przysypiała i nie marudziła nic a nic, więc trzeba było skorzystać :-) 


Mała Rawka

Na Wielką Rawkę trzeba jeszcze kawałek podejść, lecz widoki wynagradzają ten trud. Mniej więcej w połowie grzbietu znajduje  się zniszczona wieża triangulacyjna, ale warto podejść jeszcze kawałek dalej, to tabliczki z oznaczeniem szczytu. To dobre miejsce na odpoczynek. Kto chce, może iść dalej, na Krzemieniec i pasmo graniczne, można też zejść niebieskim szlakiem do Rzeczycy. 



Wielka Rawka

My wybraliśmy jeszcze inną opcję, a mianowicie powrót na Małą Rawkę i zejście do Przełęczy Wyżniańskiej. Pamiętam ten szlak z naszego ostatniego podejścia - jest stromo! Chyba jednak stokami o tak dużym nachyleniu lepiej mi się podchodzi niż schodzi, bo osiągamy tempo ślimacze. Zmęczenie i córka w nosidle też dokładają mi do pieca. To zejście było najmniej przyjemnym elementem wycieczki. 

Po drodze mijamy jeszcze Bacówkę pod Małą Rawką (pieczątka!) i w końcu dochodzimy do parkingu. No dobra, ale zaczynaliśmy na Przełęczy Wyżniej, a zeszliśmy do Wyżniańskiej, to jaka to pętla? Tu musimy się rozdzielić, a mianowicie Dawid idzie łapać transport, aby wrócić do naszego auta, a my z Natalią czekamy na niego. Trasa jest więc taką troszkę nagiętą pętlą, no, niech będzie... jest taką podkową ;-) 

Bardzo nam się ta wycieczka udała. Nowy szlak pozwolił nam odczarować nudną i długą wędrówkę przez Dział, a Mała i Wielka Rawka były taką wisienką na torcie tego dnia. Młoda wycieczkę zniosła nad wyraz dobrze (głównie spała), więc mogliśmy nieco pofolgować i zrobić trasę dłuższą niż planowaliśmy. Jeśli jeszcze nie przeszliście tego szlaku, koniecznie wpiszcie go sobie na listę Bieszczadzkich wędrówek na kolejny wyjazd!

niedziela, 13 czerwca 2021

Połonina Caryńska z rocznym dzieckiem. Najłatwiejszy szlak dla każdego

Połonina Caryńska jest jednym z symboli Bieszczad. Trudno się dziwić, że niemal każdy odwiedzający Bieszczady Wysokie prędzej czy później pragnie zdobyć jej masyw. Co jednak zrobić, kiedy mamy małe dziecko albo nie czujemy się na siłach na kilkugodzinną wędrówkę? Można wyruszyć najkrótszym szlakiem z Przełęczy Wyżniańskiej. Czy warto? Zobaczcie sami.

Między Brzegami Górnymi a Ustrzykami Górnymi, ograniczona z jednej strony przez Przysłup Caryński, a z drugiej przez Przełęcz Wyżniańską w górę pnie się ona - Połonina Caryńska, dla przyjaciół  "Caryca" ;-) Choć z daleka wygląda jak jedna długa grań, to w rzeczywistości ma cztery kumulacyjne wierzchołki, a najwyższy z nich mierzy 1297 m n.p.m. Pierwszy raz z Połoniną Caryńską spotkałam się, a raczej zderzyłam, w sierpniu 2017 roku. To był mój pierwszy raz w Bieszczadach i zarazem miłość od pierwszego wejrzenia. Nie do Carycy bynajmniej - dała mi ona wtedy mocno popalić, choć może bardziej winą za ten stan rzeczy powinnam obarczyć swoje zmęczenie i upalną pogodę. Przeszliśmy ją wówczas od A do Z - od Ustrzyków do Berehów. Fajne to były czasy - na szlakach, mimo że był to środek wakacji, było bardzo niewiele osób.

Pierwszy raz w Bieszczadach vs. już nie liczę który raz w Bieszczadach ;-)

Na Caryńską wróciliśmy w październiku 2020 roku w zupełnie innej rzeczywistości. Pandemia dała wszystkim mocno popalić, na polskich szlakach zaroiło się od turystów. Inaczej było też u nas. Nie byliśmy już świeżą parą, a małżeństwem z rocznym dzieckiem. Nie łapaliśmy stopa i nie szliśmy z dwudziestokilogramowymi plecakami, lecz woziliśmy się swoim autem, a do dźwigania były pieluchy na zmianę i ważąca 10 kg właścicielka tych pieluch. Panta rei. Było inaczej, może lepiej, może gorzej, ale grunt, że było w ogóle. Byliśmy znów w Bieszczadach z ważną misją - pokazania małemu człowiekowi nowego kawałka świata.

Zaczęliśmy wędrówkę na Przełęczy Wyżniańskiej, na której znajduje się duży parking (oczywiście płatny), punkt poboru opłat za wstęp do parku narodowego, pieczątka, WC. Można iść stąd na Rawki albo na Połoninę Caryńską (w obu przypadkach zielonym szlakiem). My wybraliśmy tę drugą opcję. Aby trafić na szlak trzeba opuścić parking, przejść przez jezdnię i kierować się znakami. Podejście jest dość ostre, co ma swoje plusy - szybko zyskujemy wysokość. Niemal od samego początku towarzyszą nam piękne widoki na Małą i Wielką Rawkę oraz Dział - jest co podziwiać.


Przed wejściem do lasu pojawia się lekkie wypłaszczenie, ale spokojnie, tylko na chwilę. Wśród drzew czeka nas podejście po schodach - moim zdaniem najmniej przyjemna część wycieczki. Na szczęście po chwili wychodzimy z lasu i jesteśmy już tuż pod połoniną. Panorama robi się coraz ciekawsza, można iść, ale lepiej jest co chwilę przystawać i robić zdjęcia. Przynajmniej można przy tym odpocząć.

Jeszcze parę kroków ... i już! Jesteśmy na Połoninie Caryńskiej. Szybko poszło, prawda? Teoretycznie podejście z parkingu powinno zająć około godzinę, ale nam udało się nieco szybciej. Na górze zrobiliśmy krótką przerwę na posiłek i regenerację oraz, oczywiście, zdjęcia.Teraz widać też drugą część krajobrazu z Magurą Stuposiańską oraz Doliną Caryńskiego, o której ostatnio pisałam. 


W tym miejscu można zawrócić lub podejść na najwyższy punkt połoniny - Kruhly Wierch. To dobry pomysł, bowiem z tego szczytu możemy podziwiać obłędną Połoninę Wetlińską. Mnie udało się przy okazji na zdjęciach uchwycić historyczny moment w dziejach Bieszczad - rozbiórkę legendarnej Chatki Puchatka. W jej miejscu ma stanąć nowy obiekt bardziej przystający do standardów współczesnej turystyki górskiej. Trochę jednak szkoda tej starej chatki, miała swój nieodparty urok. Z wierchu można kontynuować wędrówkę do Brzegów Górnych lub zawrócić. My postanowiliśmy wrócić tą samą drogą na Przełęcz Wyżniańską, gdzie zostawiliśmy auto. Wystarczy wrażeń dla małego człowieka na jeden dzień. Chyba jej się spodobało :-)



Połonina Caryńska niejedno na imię i niejeden szlak przezeń wyznaczono. Sprawia to, że jest ona całkiem dostępna także dla niezbyt wprawionych piechurów oraz osób, które z pewnych powodów muszą wybrać łatwiejszy wariant trasy. Zielony szlak z Przełęczy Wyżniańskiej sprawdził nam się jako łatwa wędrówka z małym dzieckiem i mimo że nie jest to bardzo "ambitny" szlak, to pozwala liznąć urok połoniny i zarazem dostarczyć pięknych widoków. Jak Wam się podobała taka wędrówka?