niedziela, 25 listopada 2018

Uliczne kapliczki w Neapolu

Neapol jest zaskakującym miastem leżącym na granicy sacrum i profanum. Na wąskich, brudnych uliczkach spotkać można kapliczki jak nie z tej ziemi - zadbane kolorowe, wręcz pstrokate. Im więcej, tym lepiej. 


Kapliczki są jedną z najbardziej charakterystycznych rzeczy w Neapolu - spotkać je można niemal na każdej uliczce. Głęboko wierzący neapolitańczycy dają wyraz swojemu oddaniu poprzez taki rodzaj sztuki ulicznej. Najwyraźniej wychodzą z założenia, że im bardziej kolorowo, tym bliżej Boga. Te urocze kapliczki tworzą klimat Neapolu!




Vallone dei Mulini - dolina opuszczonych młynów w Sorrento

W krótkie, przygnębiające listopadowe dni można tylko wspominać. I tak oto myślami wróciłam do Włoch, do Sorrento i niezwykłej Doliny Młynów.



Idziesz przez tłum turystów (w końcu kurort), przesz do przodu i nagle trafiasz na ogromną dziurę w ziemi. Tak właśnie wygląda Vallone dei Mulini - jedno z najpiękniejszych miejsc w Zatoce Neapolitańskiej. W samym środku turystycznego miasta trafić można na miejsce jakby nie z tej ziemi. 


Kamienne młyny zbudowano już w XIII wieku. Przepływający przez dolinę strumień sprawiał, że było to idealne miejsca na powstanie tego typu budowli. Wraz z rozwojem nowoczesnego przemysłu znaczenie młynów malało, aż w końcu zamknięto je na początku XX wieku. Niezwykle malownicze ruiny stanowią dziś jedną z atrakcji Sorrento.


Nietypowe ukształtowanie terenu spowodowała erupcja wulkaniczna sprzed 37 000 lat. Wraz z upływem czasu woda przedarła się przez wulkaniczny gruz. Na dnie doliny wytworzył się specyficzny mikroklimat, sprzyjający wzrostowi roślinności, zwłaszcza paproci. Jest to piękne, magiczne miejsce. Must-see dla wszystkich będących w okolicy. 

niedziela, 18 listopada 2018

Pałac w Wojcieszowie Górnym - skazany na dewastację

Rozpadający się pałac w Wojcieszowie Górnym obserwować można tylko zza ogrodzenia. Normalnie uznałabym, że jest to jeden z dziesiątek podobnych mu na Dolnym Śląsku, ale ten jednak czymś się wyróżnił. W 2017 roku zapadł precedensowy wyrok skazujący właściciela pałacu za celowe zniszczenie zabytkowego obiektu. 

W miejscu obecnego pałacu już w XVI wieku powstał dwór, a jego budowę zawdzięczamy najprawdopodobniej rodzinie von Redern. Na przestrzeni lat rezydencja wielokrotnie zmieniała właścicieli. W 1885 r. Heinrich Korn wykupił trzy folwarki w Wojcieszowie Górnym, łącząc je w jedną całość. W 1891 r., w ramach wiana, majątek trafił w ręce córki Heinricha - Luise von Korn oraz jej męża - Richarda von Bergmanna. W tym samym roku posiadłość została przebudowana i powiększona. Majątek z pałacem pozostał w rękach rodziny von Bergmann aż do 1945 roku.


Pałac ocalał z wojennej pożogi, jednak nie dane było mu trafić w troskliwe ręce. Po 1945 roku pełnił wiele funkcji: najpierw należał do łódzkiego oddziału Polskiej Akademii Nauk; w latach 70. stał się częścią PGR, a następnie przejęło go Dolnośląskie Przedsiębiorstwo Hodowli i Obrotu Zwierzętami Hodowlanymi we Wrocławiu. Od 1978 do 1987 roku zarządzał nim Dzierżoniowski Kombinat Hodowli Zwierząt Zagrodowych, a po '87 - Stadnina Koni w Dzierżoniowie. Po 1989 roku, w następstwie długów zaciągniętych przez prywatnego właściciela, rezydencja została zajęta przez komornika.


Prawdziwy upadek pałacu rozpoczął się pod koniec lat 90, kiedy przeszedł w ręce prywatnych właścicieli. Na początku XXI wieku pod zastaw pałacu wzięto wielomilionowy kredyt, jednak nie poszły za tym żadne inwestycje, a właściciel popadł w długi. W 2012 roku posiadłość została zakupiona przez Michała S. - właściciela firmy Invest Met – Stal z Legnicy. To on doprowadził pałac do ostatecznej ruiny, dewastując zabytek, usuwając dach, tynki i sztukaterie. Zniknęła także wyjątkowo cenna balustrada. A plany były wielkie - hotel, centrum konferencyjne... Zamiast tego wyszło, jak zwykle.


Postępująca dewastacja oraz ignorowanie zaleceń konserwatora zabytków doprowadziły do, można powiedzieć precedensowego, procesu. Konserwator zabytków złożył doniesienie do prokuratury i w wyniku procesu Michał S. został uznany winnym niszczenia zabytku. Byłemu właścicielowi obiektu groziło do 5 lat pozbawienia wolności, ale ostatecznie został skazany na karę grzywny w wysokości 9 tys. złotych i wpłatę 15 tys. złotych nawiązki na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zabytkami we Wrocławiu. Wyrok nie jest prawomocny, a w internecie na tym wyroku z 2017 roku informacje na temat pałacu się kończą, stąd podejrzewam, że sprawa może być w apelacji.

Piękny widok z pałacu na Góry Kaczawskie

Obecnie pałac niszczeje. Po odebraniu posiadłości nieudolnemu właścicielowi miał zostać ponownie wystawiony na licytacji komorniczej. Na ten moment brak informacji na temat dalszych losów obiektu. Z jednej strony cieszy wyrok skazujący, z drugiej - jest on śmiesznie niski. A krzywdy wyrządzonej temu pięknemu zabytkowi cofnąć się nie da...

niedziela, 4 listopada 2018

Podziemia Zamku Książ - kolejna tajemnica Riese


Wokół podziemi pod Zamkiem Książ narosło wiele legend, a zainteresowanie podsycane było na wiele miesięcy przed otwarciem trasy. W połowie października 50 metrów pod ziemię weszły pierwsze grupy zwiedzających. Podziemna trasa z miejsca stała się hitem, a bilety na nią rozchodzą się błyskawicznie i wiele osób odsyłanych jest z kwitkiem. Chcecie zobaczyć, co kryje się w budowanych przez hitlerowców korytarzach pod zamkiem?


Historia podziemi owiana jest tajemnicą. W 1942 roku podjęto dedycję o zaadaptowaniu Zamku Książ na nową kwaterę główną Adolfa Hitlera. Równocześnie ruszyła budowa ogromnych podziemnych budowli w Górach Sowich oraz drążenie korytarzy pod zamkiem. Projekt ten - określony kryptonimem Riese (Olbrzym) - uznawany jest za największe przedsięwzięcie górniczo-budowlane hitlerowskich Niemiec. Do niewolniczej pracy zaangażowano tysiące ludzi, więźniów obozu Gross-Rosen, których zakwaterowano w dramatycznych warunkach w pobliżu zamku. 


Przeznaczenie korytarzy do dziś nie zostało do końca wyjaśnione. Najbardziej prawdopodobna jest teoria mówiąca o budowie schronu przeciwlotniczego.Wiadomo także, że w Książu przechowywane miały być dzieła sztuki zwożone tu z całej III Rzeszy. Mimo tego wciąż znajdują się osoby, które wierzą, że pod zamkiem budowano podziemny dworzec kolejowy, fabrykę broni albo tajne laboratorium, w którym pracowano nad bombą atomową.


Prace związane z drążeniem podziemi nigdy nie zostały zakończone. Niemcy, wiedząc o zbliżającej się Armii Czerwonej, starali się za wszelką cenę zamaskować wszystkie ślady mogące zdradzić cel budowy. Zabrano całą dokumentację, zniszczono część konstrukcji, wysadzono tunele. Po wycofaniu robotników w styczniu 1945 roku prace na chwilę zostały wstrzymane, ale bodajże w marcu powrócono do Książa, aby ostatecznie opuścić go dopiero na początku maja, na kilka dni przed zakończeniem II wojny światowej. Prawdopodobnie wtedy właśnie tuszowano ślady, stąd też do dzisiaj pojawiają się teorie zakładające, że odkryte przez nas korytarze to tylko niewielka część podziemnego kompleksu.


Podziemna trasa turystyczna na pewno warta jest odwiedzenia ze względu na to, że stanowi kolejną udostępnioną część kompleksu Riese. Jeśli jednak byliście już w Osówce, Sztolniach Walimskich i we Włodarzu, to nie zobaczycie tutaj niczego przełomowego czy odkrywczego - jest to po prostu kolejny element tajemniczej zagadki pozostawionej przez hitlerowców. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, jaki był prawdziwy cel budowy Riese i dlatego takie miejsca jeszcze długo będą wzbudzać emocje i prowokować powstawanie kolejnych teorii spiskowych.