niedziela, 9 lipca 2023

Narożnik, Skalna Czaszka, Skały Puchacza i Białe Skały oraz Fort Karola. Cudna pętla w Górach Stołowych

Skalna Czaszka, Kopa Śmierci, Narożnik, na którym ponad 25 lat temu życie straciło dwoje studentów... Zapowiadała się mroczna wycieczka po miejscach o tragicznej historii lub tajemniczej etymologii. To było na szczęście tylko mylne wrażenie, bo pętla przez Skały Puchacza i polskie skalne miasto - Białe Skały - okazała się widokowym spacerem idealnym także dla małego dziecka. Choć widmo nierozwiązanej zagadki morderstwa na Narożniku prześladowało mnie przez długi czas, to Góry Stołowe po raz kolejny mnie zaskoczyły i utwierdziły w przekonaniu, że to idealne miejsce na rodzinną wycieczkę. A na deser zostawiliśmy sobie ruiny XVIII-wiecznego Fortu Karola z najpiękniejszym widokiem na Szczeliniec Wielki. 


Wycieczkę rozpoczęliśmy na Lisiej Przełęczy, na której znajdują się dwa parkingi: jeden przy żółtym szlaku, a drugi przy niebieskim. Choć w sezonie są to popularne miejsca, to przy odrobinie szczęścia udaje się znaleźć wolne miejsce na zostawienie samochodu. Sama Lisia Przełęcz wznosi się na wysokości 790 metrów n. p. m. i jest najwyższym punktem słynnej "Szosy Stu Zakrętów". Wybudowana w 1867 roku droga szybko stała się atrakcją turystyczną regionu. Na odcinku 23 kilometrów wspaniale prezentuje się krajobraz Gór Stołowych, a pochodzenie nazwy szybko zrozumie każdy, kto skusi się na przejażdżkę.


Ponad przełęczą wznosi się góra Ptak (841 metrów n. p. m.), na której znajdują się ruiny pruskich fortyfikacji z końca XVIII wieku nazywane Fortem Karola. Aby do nich dotrzeć należy skierować się w górę szlakiem niebiesko-żółto-zielonym biegnącym w kierunku Karłowa. Po osiągnięciu wysokości ścieżka odbija w prawo i tam właśnie znajduje się fort, który jest także prawdopodobnie najpiękniejszym punktem widokowym z panoramą Szczelińca Wielkiego. Na Lisią Przełęcz wrócić można tą samą drogą. 



Postanowiliśmy zrobić pętlę przez Narożnik, Kopę Śmierci, Skalną Czaszkę, Skały Puchacza i Białe Skały. Wydała nam się być to atrakcyjna, ale też stosunkowo łatwa trasa dla 3,5-letniej Natalii i nie myliliśmy się. Młoda przeszła sama na nogach 5 kilometrów, następnie wskoczyła do mnie do nosidła na regeneracyjną drzemkę, a po przebudzenia dziarsko doszła do Fortu Karola. Odnoszę wrażenie, że Góry Stołowe są bardzo atrakcyjne dla dzieci ze względu na dużą ilość skał i stosunkowo łatwe szlaki. Z pewnością nie ma tu nudy. 


Pętlę zaczęliśmy od niebieskiego szlaku i krótkiego, acz intensywnego podejścia na Narożnik (849 m n.p.m.). Przyjmuje on formę potężnej skały ze sporym wypłaszczeniem, będącym kolejnym obłędnym punktem widokowym. Doskonale widać stąd między innymi Szczeliniec. Narożnik kojarzony jest także z tragiczną historią dwójki studentów z Wrocławia, którzy w 1997 roku zostali na szczycie zastrzeleni przez nieznanego sprawcę. Mimo upływu lat tożsamość mordercy do dziś pozostaje nieznana. Ich pamięci poświęcono ołtarzyk i tablicę pamiątkową. 



Z Narożnika podążaliśmy dalej niebieskim szlakiem w stronę nieodległej Kopy Śmierci (830 m n.p.m.). Był to przyjemny spacer, bo od Narożnika już niemal do samego końca wycieczki szliśmy głównie po płaskim. Szlak biegnie niemal samą krawędzią skały, dzięki czemu można podziwiać widoki na rozległą panoramę Obniżenia Dusznickiego i otaczających jej gór. Sam szczyt nie jest jakoś szczególnie wybitny, więc łatwo byłoby go przeoczyć, gdyby nie charakterystyczna skała. To dobre miejsce na pierwszy odpoczynek. 


Góry Stołowe słyną z różnych fantazyjnych form skalnych, które już wielokrotnie mieliśmy okazję podziwiać, między innymi jesienią, spacerując wśród Skalnych Grzybów. Ale to, co zobaczyliśmy za Kopą Śmierci, jest po prostu nie do opisania. Wędrując niebieskim szlakiem, doszliśmy do niepozornych schodów biegnących w dół. Jest to odbicie króciutkiej ścieżki spacerowej do Skalnej Czaszki. Procesy erozji przebiegły tu w tak niesamowity sposób, że dosłownie wyrzeźbiły w skale kształt przypominający ludzką twarzoczaszkę. Efekt jest piorunujący i naprawdę warto to miejsce zobaczyć na własne oczy. Do niebieskiego szlaku wróciliśmy tymi samymi schodami i podążaliśmy dalej aż do Skał Puchacza.


Skały Puchacza (730 m n. p. m.) to odsłonięte dawne wyrobisko dawnego kamieniołomu piaskowców. W ich rejonie widoczne są liczne ślady dawnego wydobycia, które trwało tu od XIX wieku do okresu krótko po II wojny światowej. Pod koniec XIX stulecia obok wyrobiska postała ścieżka biegnąca częściowo po schodach do Łężyc (obecnie niebieski szlak turystyczny). Na licznych skalnych platformach widokowych podziwiać można widoki w kierunku południowo-wschodnim. Na rozwidleniu szlaków skierowaliśmy się na ścieżkę oznaczoną kolorem zielonym, która przez las doprowadziła nas do Białych Skał. 



Białe Skały swoją nazwę zawdzięczają skale piaskowcowej o bardzo jasnym zabarwieniu. Wznoszą się na wysokości 780-800 m n. p. m. i osiągają wysokość nawet 20-30 metrów. Poprzecinane są głębokimi jarami, których zbocza tworzą skalne mury i wolnostojące baszty oraz skalne wieżyce. W wielu miejscach zobaczyć można wyrobiska, gdzie dawniej pozyskiwano piaskowiec. Pod względem budowy Białe Skały przypominają czeskie skalne miasta, pełne schodów i wąskich przejść. Plusem Białych Skał jest jednak to, że nie są aż tak znane i oblegane, więc można tu na spokojnie spędzić więcej czasu, zaglądając w skalne zakamarki. Znajdziemy tu takie formacje, jak Podmorskie Skały czy Wisząca Skała. Od nich już niewiele dzieli nas do parkingu, więc można powoli kończyć wycieczkę, wracając na Lisią Przełęcz.




Fantastyczne Góry Stołowe nie przestają nas zadziwiać i choć była to już moja piąta (?) wycieczka w te rejony, to za każdym razem udaje się tu znaleźć coś niezwykłego. Opisana pętla jest bardzo przyjemna, zróżnicowana i idealna dla dzieci, które - wiadomo - nie lubią nudy na szlaku. Niedawno udostępniona ścieżka do Skalnej Czaszki jest nową atrakcją Gór Stołowych, którą po prostu trzeba zobaczyć. A do tego wszystkiego nie ma tu tylu ludzi, co na Szczelińcu czy Błędnych Skałach. Chyba nie trzeba nikogo bardziej przekonywać do odwiedzenia tego rejonu. 



Niestraszny górski znój, gdy jest Kudowa-Zdrój

Będąca częścią Ziemi Kłodzkiej Kudowa-Zdrój otoczona jest Górami Stołowymi, Górami OrlickimiWzgórzami Lewińskimi. Już w XVIII wieku zyskała sławę jako uzdrowisko, lecz jej prawdziwy rozkwit przypadł na XIX i początek XX wieku. Wypoczywali tu Winston Churchill, Brunon Schulz i Johann Wolfgang Goethe. Do dziś jest popularnym kurortem na Dolnym Śląsku. Co tak przyciąga ludzi do Kudowy? Pojedźcie, a przekonacie się sami... 

Malowniczo położona Kudowa-Zdrój jest znanym na Dolnym Śląsku kurortem i od dziesięcioleci niezmiennie przyciąga turystów i kuracjuszy. Najwcześniej wzmiankowana była Czermna (znana z Kaplicy Czaszek) - już w 1354 roku pojawiła się w kościelnym spisie metropolii praskiej. Warto bowiem wspomnieć, że Kudowa historycznie należała do hrabstwa kłodzkiego będącego częścią Korony Czeskiej. Do pruskiego Śląska dołączyła, wraz z całym hrabstwem, po wojnach śląskich (1742 r.). Na obrzeżach Czermnej zaczęła tworzyć się uboga miejscowość Chudoba, która rozrosła się do poziomu obecnej Kudowy i wchłonęła wieś słynącą z kaplicy z ludzkimi kośćmi. 


Po przejściu Kudowy pod władanie pruskie miejscowością zainteresował się sam król Fryderyk II Wielki, który odwiedził ją i nakazał przebadać miejscowe źródła. Odkryte wody lecznice ponoć miały smakować lepiej niż wino :-) W 1772 uruchomiono tu pierwszą pijalnię wód, miasto rozwijało się jako uzdrowisko - powstała promenada, wznoszono domy gościnne, a do Kudowy przyjeżdżali kuracjusze z problemami kardiologicznymi. Rozkwit uzdrowiska nastąpił także dzięki doprowadzeniu z Kłodzka w 1905 roku linii kolejowej, która swoim zasięgiem objęła także m. in. Polanicę-Zdrój czy Duszniki. W Kudowie-Zdroju wypoczywały znane osobistości, takie jak Winston Churchill, Brunon Schulz i Johann Wolfgang Goethe, a także przedstawiciele rodzin carskich z Rosji, arystokracja angielska i niemiecka.


Prawdziwą wizytówką i sercem Kudowy-Zdroju jest zabytkowy Park Zdrojowy z XVIII wieku. Jego zalążkiem była ścieżka spacerowa prowadząca do leczniczego źródła. Najstarszym budynkiem jest "Zameczek" - dom gościnny dla kuracjuszy (1772 r.). Wraz z rozwojem uzdrowiska w XIX wieku powstały kolejne budowle parkowe: oranżeria, Pijalnia, Hala Spacerowa. Na początku XIX wieku wzniesiono secesyjny zakład zdrojowy, tzw. Dom Charlotty. W latach 1930-32 dobudowano Muszlę Koncertową, dźwięki z której umilały czas spacerowiczom, a szczególną atrakcją był Ogród Różany zlokalizowany w północnej części parku. 


Kudowa do dziś zachowała swój uzdrowiskowy charakter i nadal przyciąga kuracjuszy i wczasowiczów. Choć nie uniknęła łatki kurortu ani sklepików z chińszczyzną, to nadal powstają tu wartościowe i ciekawe miejsca warte odwiedzenia - jednym z nich jest fantastyczne Muzeum Zabawek, w którym byliśmy jesienią zeszłego roku. A bliskość Gór Stołowych i Czech tylko potęguje atrakcyjność tego miejsca. 

poniedziałek, 3 lipca 2023

Nie szukaj wiatru w polu. Wieża widokowa na Šibeníku

Nazwa Šibeník niewiele nam mówiła do dnia, w którym szukaliśmy w Czechach objazdu zamkniętej drogi. Okazało się jednak (nie pierwszy raz), że nieplanowane atrakcje często należą do najciekawszych, zwłaszcza jeśli trafi się na nie w odpowiednim momencie... Z wieży widokowej zbudowanej na słupie dawnej turbiny wiatrowej mogliśmy obserwować malownicze szczyty Gór Orlickich podkreślane światłem zachodzącego słońca. Powietrze wypełniało się intensywną wonią palonego na stosach drewna, a zabawa w Noc Walpurgi właśnie się rozpoczynała...

O walorach widokowych Šibeníka raczej nigdy nikogo nie trzeba było przekonywać. Już od 1921 roku jego grzbietem biegnie główna trasa Gór Orlickich znakowana na czerwono - tzw. Szlak Aloisa Jiráska (Jiráskova horská cesta) - nazwany na cześć czeskiego pisarza pochodzącego z nieodległego Hronova koło Nahodu. Sam artysta zachwycał się widokami z okolic Novego Hrádka, nad którym wznosi się Šibeník, pisząc w swoich pamiętnikach:

W okolicy podgórskiego miasteczka wszystko jest malownicze, zwłaszcza w kierunku północno-wschodnim, gdzie czernieją rozległe lasy na Sendražkiej Górze, na Kozim Grzbiecie. Między tym wzgórzem, w dole, w wąskiej i głębokiej dolinie, w miejscu wąwozów, między lasami, płynie rzeka Olešenka, aż wpadnie do kotliny powabnego Pekla. 

Jan Vilímek - Alois Jirásek

Alois Jirásek

W 1939 roku planowano szersze wykorzystanie walorów wzgórza poprzez budowę schroniska turystycznego, jednak wybuch II wojny światowej pokrzyżował te plany. W 1938 r. powstał za to rzopik - lekki schron, jeden z wielu, jakie miały bronić czeskiej granicy. Bunkier został wysadzony przez Niemców we wrześniu 1939 roku. Znajdował się on na przeciw obecnego parkingu i był wyposażony w dwa karabiny maszynowe skierowane w kierunku północno-wschodnim.

Šibeník od niepamiętnych czasów był miejscem symbolicznego palenia czarownic. Czesi w noc z 30 kwietnia na 1 maja obchodzą Noc Walpurgi albo Czarodzielnicę: w całym kraju rozpalają ogniska, na których puszczają z dymem kukły czarownic, bawiąc się i tańcząc wokół ognia. Mieliśmy wyjątkowe szczęście, bo na Šibeník trafiliśmy zupełnie przypadkiem właśnie 30 kwietnia wieczorem. Spotkaliśmy więc sporo osób, które przyjechały tu w jednym celu. Z wieży widokowej widzieliśmy dymy w całej okolicy, a nieopodal szczytu szykowano już potężny stos. Święto próbował zwalczyć zarówno niemiecki okupant, jak i komunistyczna władza - jak widać - bezskutecznie.

W 1991 roku czeska firma Alvyen rozpoczęła przygotowywania projektu budowy na Šibeníku turbin wiatrowych. W 1995 roku postawiono fundamenty urządzeń Ekov E400. Średnica każdego słupa przy podstawie wynosiła 2,6 m, a wysokość - 32,6 m, natomiast wirnik miał średnicę 32 metrów. Wiatraki działały z powodzeniem do przełomu tysiącleci, kiedy to zmieniły się normy dopuszczalnego hałasu emitowanego przez takie urządzenia. Z powodu przekroczenia nowych norm park wiatrowy został zamknięty. W latach 2006-2009 kolejny właściciel - spółka ČEZ planowała modernizację urządzeń i ich ponowne uruchomienie, jednak ostatecznie projekt okazał się nieopłacalny i z niego zrezygnowano. Wieże wyburzono, zachowując tylko jedną (pozbawioną turbiny) którą kupiło miasto Novy Hrádek.

W 2014 roku miasto ogłosiło konkurs architektoniczny, którego celem było wybranie projektu wieży widokowej, bazującej na gigantycznym słupie. Spośród 21 prac wybrano jedną i po wielu perturbacjach po drodze, w 2019 przystąpiono do budowy. Wieżę widokową otwarto pod koniec 2020 roku. Na jej szczyt wiodą 183 schody, całkowita wysokość wynosi 47 metrów, a taras widokowy umieszczono na wysokości 32 metrów. Wieża widokowa została wpisana w Czeskiej Księdze Rekordów jako pierwsza konstrukcja przebudowana z turbiny wiatrowej. Duża ilość schodów to nie jedyna trudność, jaka czeka na chętnych do wejścia na górę - wieża konkretnie się buja, więc jest to atrakcja dla prawdziwych śmiałków!

Wieża widokowa na Šibeníku była dla nas totalnym zaskoczeniem, zwłaszcza że wpadliśmy na nią zupełnie przypadkiem, szukając objazdu zamkniętej drogi. Gigantyczna konstrukcja góruje nad okolicą i jest gwarantem wspaniałych widoków, choć, przyznam szczerze, zrezygnowałam w wejścia w około 3/4 z powodu niekomfortowego bujania. Wyjątkowa konstrukcja oparta na dawnej turbinie wiatrowej z pewnością zapada w pamięć. Jeśli więc kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wysoki jest taki wiatrak - teraz możecie to sprawdzić na własnej skórze!