Myślisz, że doskonale znasz Beskid Żywiecki? Na Hali Boraczej byłeś_aś już sto razy? Też tak myślałam – aż postanowiłam wybrać się na niezwykle widokową wycieczkę przez Chatkę na Suchej Górze i Prusów.
Zaczęłam trochę nietypowo, bo od pozostawienia samochodu w Żabnicy, w pobliżu pomnika jedenastu partyzantów, których Niemcy publicznie powiesili 3 września 1943 roku. W okolicy w kilku miejscach można zaparkować auto, a następnie pojechać busem na dworzec w Węgierskiej Górce. Tak też zrobiłam, po czym pociągiem dotarłam do Rajczy. Dzięki temu mogłam wygodnie zakończyć wycieczkę przy samochodzie, bez konieczności pokonywania trasy w formie pętli.
W Rajczy zaczęłam wędrówkę niebieskim szlakiem w kierunku Żabnicy. Ten kolor towarzyszył mi później przez większą część dnia.
Ze szlaku zeszłam w przysiółku oznaczonym na mapie jako Sarnówka (choć wcześniej "kusiła mnie" Wiśniówka). Rozpoczyna się tutaj nieoznakowana ścieżka, która biegnie stromo pod górę i prowadzi do Chatki na Suchej Górze, położonej pod szczytem wzniesienia o tej samej nazwie. Żeby jednak do niej dotrzeć, trzeba pokonać dość wymagające podejście.
Sama chatka jest prywatnym, ale ogólnodostępnym schronem z podstawowym wyposażeniem i możliwością nocowania. Znajdują się w niej piecyk oraz antresola z miejscem do spania dla kilku osób, a obok przygotowano dogodne miejsce na ognisko. Warunki są typowo turystyczne – pełna samoobsługa. Zrobiłam sobie tutaj dłuższą przerwę, aby nabrać sił przed „atakiem na szczyt”.
Choć wierzchołek Suchej Góry, wznoszącej się na wysokość 1040 m n.p.m., jest zalesiony, na jego obrzeżach rozciągają się rozległe, widokowe polany. Pod szczytem i na grzbiecie znajdują się trzy dawne hale pasterskie: Hala Michalskiego, Sucha Góra i Pszczyna. Roztaczają się z nich szerokie widoki na Tatry, Małą Fatrę oraz grupę Lipowskiego Wierchu.
Na szczycie, wśród drzew, znajduje się jeszcze jedna chatka… ale już znacznie mniej przyjemna i niedostępna.
Ze szczytu ruszyłam w kierunku północno-wschodnim, obierając azymut na Halę Boraczą. Czekało mnie dość konkretne zejście, zanim ponownie znalazłam się na niebieskim szlaku, który poprowadził mnie w pięknych okolicznościach przyrody prosto do schroniska, odsłaniając po drodze kolejne widoki na góry Beskidu Żywieckiego.
O ile na całej dotychczasowej trasie spotykałam jedynie pojedyncze osoby, o tyle Hala Boracza dosłownie pękała w szwach. Kolejka do jedzenia wychodziła aż na schody, a atmosfera była dość jarmarczna. Zrobiłam sobie krótką przerwę i ruszyłam dalej – nie przepadam za tłumami w górach.
Zamiast zejść, jak robię to zazwyczaj, czarnym szlakiem do Żabnicy, kontynuowałam wędrówkę niebieskim szlakiem w kierunku szczytu Prusów, wznoszącego się na wysokość 1010 m n.p.m.
To bardzo ciekawe miejsce, przy którym warto zatrzymać się na chwilę. Niewiele brakowało, a w Żabnicy powstałby ośrodek narciarski na miarę Szczyrku! Na początku lat 20. XXI wieku na stokach Prusowa planowano budowę jednego z największych i najnowocześniejszych ośrodków narciarskich w Polsce. Jego pierwsza część miała zostać uruchomiona około 2024 roku. Pod inwestycję wycięto drzewa, uporządkowano teren po wiatrołomach i wytyczono szerokie nartostrady. Projekt utknął jednak z powodu kolejnych łagodnych zim, wysokich kosztów sztucznego naśnieżania, problemów finansowych oraz sporów administracyjnych i środowiskowych. Dziś przygotowane polany służą jako pastwiska, a zimą przyciągają skiturowców i miłośników narciarstwa poza wyznaczonymi trasami. Charakterystyczne wycinki na stokach Prusowa doskonale widać podczas jazdy drogą S1 od strony Żywca.
Po zejściu z Prusowa czekała mnie już tylko droga w dół, ale nie oznaczało to końca ciekawych widoków. Wiosną przyroda odżywa i prezentuje się wyjątkowo soczyście, skutecznie umilając górskie wędrówki.
Do Żabnicy dotarłam w pobliżu zabytkowej drewnianej dzwonnicy loretańskiej z kapliczką, wzniesionej w 1855 roku. Dawniej wierzono, że dźwięk jej dzwonu chroni mieszkańców przed burzami, powodziami i innymi klęskami. Dziś w kapliczce znajduje się również figura Jana Pawła II.
Tak zakończył się mój intensywny dzień w górach. Trasa udowodniła mi, że poza popularnymi szlakami prowadzącymi na Rysiankę, Halę Boraczą czy Lipowską w Beskidzie Żywieckim nadal można znaleźć sporo mniej znanych i zaskakujących miejsc.
















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz