Rowerem po Beskidzie Śląskim – już to przerabiałam. Tym razem jednak do mojej wycieczki na dwóch kółkach dołączyła córka, wybierając opcję godną księżniczki. Wpakowała się do przyczepki rowerowej, a ja, momentami ledwo zipiąc, zawzięcie pedałowałam w rejonie Wisły i Baraniej Góry. Jaką trasę polecam na rowerowy wypad w góry z dzieckiem?
Lubię sprawdzone rozwiązania. Trasy rowerowe w tej okolicy poznałam już trochę podczas poprzedniego wyjazdu w góry przez Cieńków i Przysłop, więc miałam mniej więcej rozeznanie, dokąd się udać. Obecnie Młoda jeździ już sama na rowerze, ale kiedy była młodsza, regularnie korzystałyśmy z fotelika, a nie z przyczepki. Wsadziłam ją do niej tylko raz, gdy miała 3,5 roku, i w ogóle jej się to nie podobało. Tym razem sama wyszła z taką propozycją i mimo że jest już na tę formę podróży trochę za duża, postanowiłam spróbować.
Oczywiście, aby uciągnąć ten ciężar, musiałam wypożyczyć rower elektryczny – bez wspomagania nawet nie podjęłabym się takiego wyzwania. Odebrałyśmy sprzęt w rejonie Małej Zapory w Wiśle i ruszyłyśmy najpierw łagodnie asfaltem, a później, w okolicach Jeziora Czerniańskiego, ostro pod górę. Tam nastąpił moment mojego kryzysu i zwątpiłam, że to się uda. Niepotrzebnie wjechałam na terenową ścieżkę, ponieważ akurat ten fragment znacznie łatwiej byłoby pokonać drogą. W Wiśle Czarne odzyskałam jednak siły oraz wiarę w siebie i ruszyłyśmy sprawnie przez malowniczą Dolinę Białej Wisełki.
Na rozwidleniu w okolicach Kaskad Rodła skierowałam się na drogę pożarową i, meandrując ścieżkami znanymi mi już z zeszłych wakacji, spokojnie natrzaskałam trochę kilometrów. Momentami było nieźle pod górę, ale właśnie po to miałam elektryka. Kulminacyjnym punktem wycieczki był objazd gór Przysłop i Przypór – to jeden z najbardziej widokowych fragmentów trasy i szkoda byłoby go pominąć. Następnie czekał nas już tylko zjazd do schroniska na Przysłopie i powrót Doliną Czarnej Wisełki do wypożyczalni. Spokojnie zrobiłabym dłuższą trasę, może nawet ze Stecówką, ale niestety musiałam już zwrócić rower.
Czy było to szalone? Biorąc pod uwagę wagę naszego kramu wynoszącą około 140-150 kg – tak. Czy było super? No ba! Bardzo polecam tę trasę. Nie ma na niej bardzo ostrych podjazdów, poza fragmentem w okolicach zapory, dlatego nawet bez dużego doświadczenia w górskiej jeździe na rowerze można spędzić świetny, aktywny dzień.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz