Na Dolnym Śląsku nie trzeba długo szukać, żeby trafić na miejsca z kilkusetletnią historią – problem w tym, że wiele z nich znika na naszych oczach. Dobrocin jest jednym z takich przykładów. Mamy tu potężny pałac, który dosłownie wali się na naszych oczach; strawione przez pożar zabytkowe schody i boazerie oraz zrujnowaną kaplicę cmentarną. A najsmutniejsze jest to, że to jeden z tych pałaców, które nie zostały zniszczone przez wojnę ani PGR, tylko przez lata współczesnych zaniedbań.
Historia wsi Dobrocin – od templariuszy po von Portatiusa
Dobrocin (koło Dzierżoniowa) jest niewielką wsią, której historia sięga co najmniej przełomu XIII i XIV wieku. Początkowo była związana z dobrami klasztornymi, a według przekazów należała nawet do templariuszy. W kolejnych stuleciach przechodziła z rąk do rąk – od rodu Hochbergów po rodzinę von Seherr–Thoss. Pod koniec XIX wieku majątek trafił do Kunona von Portatiusa, dyplomaty i cesarskiego radcy, który nie tylko scalił rozległe dobra, ale przede wszystkim nadał miejscu reprezentacyjny charakter, przekształcając je w pełnoprawną siedzibę rodową.
Pałac w Dobrocinie – neogotycka rezydencja z końca XIX wieku
Sam pałac to przykład neogotyckiej rezydencji przebudowanej w latach 1898–1899 na planie podkowy z otwartym dziedzińcem. Trzykondygnacyjna bryła z wieżami, krenelażem i detalami w formie maswerków wyróżnia się na tle innych dolnośląskich rezydencji. Całość otacza park z końca XIX wieku o powierzchni blisko 8 hektarów, z trzema stawami – w tym jednym z wyspą – oraz zabudowaniami folwarcznymi. W pałacu zachowały się fragmenty dawnego wyposażenia: sztukaterie, stolarka, kominek. Po 1945 roku obiekt został upaństwowiony i pełnił funkcje użytkowe – mieściły się tu m.in. biura, mieszkania, przedszkole i sklep. Dziś, jak głosi podrdzewiała tabliczka, należy do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (dawna Agencja Nieruchomości Rolnych) i mniej więcej od 2010 roku pozostaje nieużytkowany, stopniowo popadając w ruinę.
Powolna degradacja zabytkowego pałacu
Odwiedziłam pałac dwukrotnie na przestrzeni niemal 10 lat. Z zewnątrz niewiele się zmieniło, jednak wnętrze pałacu podlega coraz większym dewastacjom. Kulminacją był pożar z 11 maja 2015 roku – ogień pojawił się wcześnie rano i objął przede wszystkim część strychową budynku, szybko rozprzestrzeniając się na pozostałe kondygnacje. Zniszczenia objęły nie tylko dach, ale też wnętrza: parter, pierwsze piętro i klatkę schodową. Przyczyn pożaru nie udało się ustalić. Pewne jest jedno – po 2015 roku pałac wszedł w fazę przyspieszonej ruiny i od tego momentu jego degradacja tylko postępuje.
Zrujnowana kaplica z napisem „Dein Reich komme”
Integralną częścią założenia jest także zapomniany cmentarz rodowy z kaplicą, usytuowany na wzgórzu niedaleko pałacu. Wzniesiona pod koniec XIX wieku budowla była obiektem o rozmiarach raczej kościoła niż niewielkiej kaplicy. Dziś pozostały po niej jedynie fragmenty murów i charakterystyczny portal z napisem „Dein Reich komme” („Przyjdź królestwo Twoje”). Jeszcze w latach 70. XX wieku kaplica była jednolitą, zadaszoną bryłą, jednak pożar i następujące po nim dewastacje doprowadziły świątynię do całkowitej ruiny.
To miejsce, które – podobnie jak sam pałac – najlepiej pokazuje skalę zaniedbania, ale też potencjał, jaki wciąż kryje się w tej części Dolnego Śląska. Choć zachwycam się tymi malowniczymi ruinami, to jak bumerang wraca pytanie – czy naprawdę ich los musi zawsze wyglądać tak samo tragicznie?




































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz