Manfred von Richthofen, znany jako Czerwony Baron, był najskuteczniejszym asem myśliwskim I wojny światowej. Zasłynął niewyobrażalną skutecznością w powietrznych pojedynkach (80 oficjalnie uznanych zestrzeleń!) w czasach, gdy lotnictwo miało zaledwie kilkanaście lat i było wciąż w powijakach. W ciągu kilkunastu miesięcy stał się twarzą Luftstreitkräfte (poprzednik Luftwaffe) i jednym z najbardziej rozpoznawalnych żołnierzy świata. Prasa śledziła jego kolejne zwycięstwa niemal jak sportowe wyniki, a przeciwnicy znali jego nazwisko równie dobrze, jak własnych dowódców.
Czerwony Baron – 80 zestrzeleń i narodziny legendy
Urodził się 2 maja 1892 r. w Borku – obecnie części Wrocławia – w niezbyt zamożnej, ale należącej do pruskiej arystokracji rodzinie, legitymującej się dziedzicznym tytułem barona. Był drugim z czworga dzieci Albrechta von Richthofena i Kunegundy z rodu von Schickfus und Neudorff. Gdy miał 9 lat, wraz z rodziną przeniósł się do Świdnicy. W tym samym roku bracia Wright odbyli swój pierwszy, trwający zaledwie 12 sekund lot samolotem o napędzie silnikowym. Czy już wtedy zafascynowało go latanie? Kształcił się w szkołach wojskowych, a w 1911 roku rozpoczął służbę w armii, wstępując do kawalerii i trafiając do 1. pułku ułanów Cesarza Aleksandra III.
Bez brawury, z chłodną kalkulacją – jak rodził się mistrz przestworzy
W lotnictwie zaczynał jako obserwator w samolocie rozpoznawczym, aż w końcu trafił do myśliwców, które miały się stać jego życiem w kolejnych latach. Początkowo nie wyróżniał się niczym szczególnym – brakowało mu brawury, za to nadrabiał konsekwencją i chłodną kalkulacją. Momentem przełomowym było dla Richthofena spotkanie ze swoim idolem, asem Oswaldem Boelckem, który zaprosił go do swojej eskadry Jagdstaffel 2 i nauczył go bezwzględnej, chłodnej taktyki: atak z przewagi wysokości, słońce za plecami, strzał z bliskiej odległości. To właśnie ta metodyczność szybko zaczęła przynosić efekty: już jesienią 1916 roku zdobył status asa, a kilka miesięcy później był najskuteczniejszym spośród żyjących niemieckich pilotów, przewyższając nawet swojego mentora (który zginął 28 października 1916 roku w powietrznej kolizji).
„Krwawy kwiecień” i czerwony Fokker – moment przełomowy
Ale prawdziwy przełom przyszedł w 1917 roku. Jako dowódca Jagdstaffel 11 stworzył elitarną jednostkę, która w krótkim czasie zdominowała niebo nad frontem zachodnim. W samym „krwawym kwietniu” 1917 roku zestrzelił 20 alianckich samolotów, osiągając wynik, który do dziś robi wrażenie. Wtedy też pojawił się jego znak rozpoznawczy pomalowany na czerwono trójpłatowiec Fokker Dr.I. Kolor nie był przypadkowy – Richthofen chciał być widoczny; chciał, by przeciwnik wiedział, z kim ma do czynienia. To była jego psychologia walki i zarazem budowanie własnej legendy. Wkrótce przylgnęło do niego określenie „Czerwony Baron” (ang. Red Baron, niem. Der Rote Baron).
Ostatni lot Czerwonego Barona – co wydarzyło się 21 kwietnia 1918 roku
Sława Czerwonego Barona była tak duża, że próbowano go zdjąć jak cel strategiczny. Brytyjczycy mieli oferować nagrody dla pilota, który go zestrzeli. W Niemczech rozważano odsunięcie go od walki, by nie ryzykować utraty symbolu. On sam odmówił – twierdził, że jeśli on przestanie latać, inni też będą tego chcieli. Do końca pozostał na froncie. 21 kwietnia 1918 roku, dzień przed planowanym urlopem, wystartował do swojego ostatniego lotu. W trakcie pościgu zszedł zbyt nisko i znalazł się pod ostrzałem. Choć oficjalnie jego zestrzelenie przypisano kanadyjskiemu pilotowi, dziś przyjmuje się, że śmiertelny strzał padł z ziemi z australijskiego karabinu maszynowego. Został trafiony w klatkę piersiową; zdołał jeszcze wylądować, ale zmarł po chwili. Miał zaledwie 25 lat.
Legenda, która nie zgasła – Czerwony Baron w kulturze i w Świdnicy
Jego legenda przetrwała tragiczną śmierć i trwale wpisała się w kulturę, szczególnie w krajach takich jak Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Francja czy Wielka Brytania. Na przestrzeni lat powstały poświęcone Richthofenowi filmy, książki, komiksy, a nawet muzyka (jak utwór „The Red Baron” zespołu Sabaton). W Świdnicy pamięć o nim ma namacalny wymiar – w parku stoi replika jego czerwonego trójpłatowca, a na mapie miasta nie brakuje punktów handlowych czy usługowych nawiązujących do legendy Czerwonego Barona.
Willa von Richthofenów – świdnicki adres Czerwonego Barona
Drugim, bardziej osobistym śladem, jest willa rodziny von Richthofen przy ul. Sikorskiego. To tutaj dorastał przyszły as zanim trafił do szkół wojskowych. W latach 30., po śmierci lotnika, jego matka urządziła w domu prywatne muzeum pełne pamiątek – od rzeczy osobistych po elementy związane z jego służbą. Po II wojnie światowej willę przerobiono na wielorodzinny budynek mieszkalny, ale nie brakuje zainteresowanych obejrzeniem domu, w którym dzieciństwo spędziła legenda ze Świdnicy.
I może właśnie w tym tkwi fenomen tej historii – że za jedną z najbardziej rozpoznawalnych legend I wojny światowej stoi bardzo konkretne miejsce na mapie. Dziś między spokojnymi ulicami i zielenią parku z repliką Fokkera trudno wyobrazić sobie skalę tej sławy. A jednak to właśnie tutaj zaczęła się historia człowieka, którego nazwisko znano na całym świecie, a czerwony samolot stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli wojny w powietrzu.






_(12320837743).jpg)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz