niedziela, 19 marca 2023

Cerkiew w Owczarach - trud doceniony

Kolejną dawną cerkwią łemkowską, jaką odwiedziliśmy w Beskidzie Niskim, była świątynia w Owczarach. Podobnie jak ta w Kwiatoniu, przetrwała wraz z całym cennym wyposażeniem zawirowania historii i dziś służy wiernym rzymsko- i greckokatolickim. Jest częścią Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Cerkiew Opieki Matki Bożej w Owczarach koło Gorlic jest jedną z najstarszych zachowanych łemkowskich świątyń. Została zbudowana w 1653 roku w miejscu wcześniejszej budowli, która uległa zniszczeniu. Była kilkukrotnie rozbudowywana: w 1701 roku gruntownie zmieniono prezbiterium, w 1783 roku dobudowano wieżę, a w w 1870 poszerzono przedsionek. Rok przed rozpoczęciem drugiej wojny światowej wykonano w środku polichromie. Po Akcji Wisła świątynia została zaadaptowana na kościół rzymskokatolicki, lecz po powrocie części wysiedlonych rodzin w 1956 r. odprawiane są tu także nabożeństwa greckokatolickie. 

W latach 80. XX wieku miał miejsce gruntowny remont - odtworzono gontowe pokrycie ścian i dachów, a działania konserwatorskie zostały wyróżnione nagrodą Europa Nostra. W świątyni znajduje się cenne wyposażenie: barokowy ikonostas z XVIII wieku z rzadko spotykaną figurą Chrystusa w grobie, dwa barokowe ołtarze boczne - z wizerunkiem Matki Bożej z Dzieciątkiem (XIX w.) oraz z ikoną Świętego Mikołaja (XVIII w.). W prezbiterium zobaczyć można mały ołtarzyk z ikoną Chrystusa Nauczającego. Cerkiew w 2013 została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Zwiedzanie łemkowskich cerkwi jest prawdziwą przyjemnością. Najbardziej cieszy mnie to, że udało im się uniknąć tak wielkich zniszczeń, jakich doświadczyły bojkowskie świątynie w Bieszczadach. Pod tym względem można mówić o prawdziwym szczęściu, dzięki któremu możemy cieszyć się tymi pięknymi zabytkami do dziś. 

Cerkiew w Kwiatoniu ponad różnicami

Uchodząca za jedną z najpiękniejszych cerkwi w Polsce, łemkowska świątynia w Kwiatoniu jest prawdziwym skarbem Małopolski i Beskidu Niskiego. W przeciwieństwie do bieszczadzkich cerkwi, przetrwała w idealnym stanie i dziś służy wyznawcom prawosławia oraz rzymskim katolikom jako świątynia ekumeniczna. Polichromie oraz ikonostas, które zostawili po sobie Łemkowie, na zawsze pozostaną tu świadectwem po dawnych mieszkańcach tych ziem. 

Miejscowość Kwiatoń (pierwotnie Kwiatków) znajduje się w Beskidzie Niskim, pomiędzy Uściem Gorlickim a Wysową. Wieś lokowano w XIV wieku. Greckokatolicka cerkiew pw. św. Paraskiewy zbudowana została w drugiej połowie XVII wieku. Wieżę dobudowano w roku 1743, a dokładną datę jej powstania potwierdza napis znaleziony na jednej z belek konstrukcyjnych. Jest to najstarsza datowana wieża świątyni łemkowskiej. W przeciwieństwie do większości bieszczadzkich cerkwi, beskidzkie zachowały się w bardzo dobrym stanie, ponieważ zostały przejęte przez kościół rzymskokatolicki tuż po Akcji Wisła. Już w 1947 roku świątynia była użytkowana jako kościół obrządku łacińskiego. Cerkiew w Kwiatoniu obecnie jest świątynią ekumeniczną, służąc wspólnocie prawosławnej i będąc kościołem pomocniczym parafii rzymskokatolickiej w Uściu Gorlickim.


Świątynia jest typowym przykładem łemkowskiej architektury cerkiewnej i uchodzi za jedną z najpiękniejszych cerkwi w Polsce. W 2003 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jej bryła została podzielona na trzy części:prezbiterium, nawę oraz wieżę. Została wzniesiona w konstrukcji zrębowej i w całości pokryta gontem. Wyposażenie cerkwi pochodzi z okresu od XVII do XX wieku i dominuje tu styl późnego baroku. Na szczególną uwagę zasługują polichromie figuralne i ornamentalne z 1811 roku, które naśladują dekorację architektoniczną. Zachowało się kompletne wyposażenie: ikonostas autorstwa M. Bogdańskiego z 1904 roku, w prezbiterium ołtarz główny z XIX wieku oraz dwa ołtarze boczne z ikonami Matki Boskiej z Dzieciątkiem oraz Zdjęcia z Krzyża. Przy ikonostasie znajdują się ażurowe wrota dla kapłana, a po bokach - wrota diakońskie. 


Cerkiew pw. św. Paraskiewy jest jedną z najpiękniejszych drewnianych świątyń, jakie udało nam się zwiedzić w Beskidzie Niskim. Wspaniale widzieć, jak zadbano o ten cenny zabytek i że do dziś służy on wiernym różnych obrządków. To nie tylko uczta dla oka miłośników sztuki, ale też wspaniały przykład na pojednanie i współpracę ponad różnicami.

Biecz - królowie, kaci i żebracy w stolicy Polski

Z powodu swojej historii i architektury miasto królewskie Biecz nazywane jest "małym Krakowem" albo "polskim Carcassonne". Jest to trzecie rodzime Carcassonne, jakie odwiedziłam w ciągu roku, po Szydłowie i Paczkowie, więc to określenie uważam za mocno nietrafione. Natomiast nie można miastu odmówić unikalności na swój własny, biecki, sposób. Za chwilę dowiecie się, czym była szkoła katów, jaki król zaręczył się na bieckim zamku, dlaczego Biecz był przez chwilę stolicą Polski oraz skąd wzięło się powiedzenie "rozpuszczony jak dziadowski bicz".

Biecz otrzymał prawa miejskie od Bolesława Wstydliwego w XIII wieku. Został obwarowany murami obronnymi z basztami i barbakanem oraz pełnił ważną funkcję handlową i obronną na południu naszego kraju. W tamtym okresie był jednym z największych miast w Polsce; rozwijało się tu 30 różnych rzemiosł, przyjeżdżali królowie, powstała szkoła, z której wywodzi się biskup Marcin Kromer. Z Bieczem związany był także Wacław Potocki, który napisał tu "Wojnę chocimską". Został pochowany w podziemiach klasztoru franciszkanów. Miasto stanowiło własność królewską - podczas pobytów królowie odbywali tu spotkania i narady, podpisywali ważne dla kraju dokumenty, a także nadawali Bieczowi różne przywileje. 

Dzwonnica Kolegiaty Bożego Ciała i kamienica Barianów z basztą

Okres największej świetności Biecza przypadł na wieki XIV-XVII. Mieściła się tu siedziba Wyższego Sądu Prawa Niemieckiego, zlokalizowano tu sądownictwo grodzkie i ziemskie. W 1616 roku miasto posiadało własnego kata i prawo do wykonywania wyroków śmierci. Biecki dobrobyt obrósł w legendy i skutkował powstaniem powiedzenia "rozpuszczony jak dziadowski bicz". Pierwotnie brzmiało ono "rozpuszczony jak dziad biecki", co oznaczało, że miasto było tak zamożne, że nawet żebracy mieli swoje wymagania i nie zadowalali się byle jałmużną. Przyjmowali tylko drogie podarki - tak bardzo byli zmanierowani i "rozpuszczeni". Niestety w drugiej połowie XVII wieku Biecz zaczął tracić na znaczeniu z powodu zaraz, zmiany szlaków handlowych i ogólnej kondycji państwa polskiego. Podczas pierwszego rozbioru znalazł się w zaborze austriackim i w XVIII wieku stał się własnością prywatną, tracąc status królewski.

Deszczowe zwiedzanie...

Nasza wycieczka do Biecza była pomysłem całkiem spontanicznym i podyktowanym pogodą - siąpiący deszcz nie sprzyjał wędrówkom po Beskidzie Niskim, więc postanowiliśmy zwiedzić m. in. kościół w Sękowej, pałac Długoszów w Siarach i właśnie Biecz. Niestety gdy tylko wysiedliśmy z auta, z nieba spadła ściana wody. Szybko schroniliśmy się w pierwszym pobliskim miejscu, które okazało się być dawnym więzieniem pod wieżą ratuszową. Znajdowały się tu dwa lochy - jeden dla kobiet, drugi dla mężczyzn. Powyżej mieściło się pomieszczenie do prowadzenia śledztwa, nieraz "wspartego" torturami. Według legendy w Bieczu urzędował kat Jurko, który wywodził się z arystokracji, znał kilka języków, a podczas kaźni cytował Homera, Owidiusza i Horacego. Istnieją także teorie, że w Bieczu nie tylko skazywano i wykonywano wyroki, ale też uczono fachu w "szkole katów". Faktem natomiast jest, że urząd kata istniał w mieście nieprzerwanie od XIV wieku do 1783 roku.

Więzienie

Gdy ulewa trochę ustąpiła, udało nam się wyjść z więzienia ;-) i stanąć na rynku - największym w Polsce w stosunku do reszty dawnego miasta (zajmował 1/8 historycznej zabudowy). Wynikało to z handlowego charakteru Biecza, który dystrybuował wina węgierskie, a w XVI wieku był drugim największym w Polsce producentem sukna. Miał nawet własną monetę. W tym okresie było to także czwarte pod względem wielkości miasto w Małopolsce. W południowej pierzei rynku widoczna jest różowa elewacja dawnej synagogi Szul z lat 60. XIX wieku. Rozpoznać ją można po dwóch rzędach półokrągłych okien oraz dwojgu drzwi prowadzących pierwotnie do sali modlitewnej oraz babińca. W Bieczu istniała także druga, nowa synagoga, która została zniszczona przez hitlerowców. W latach 1941-42 w mieście istniało getto. Żydów mordowano na miejscu, rozstrzeliwano w domach, na kirkucie oraz wysyłano do obozów zagłady.

Rynek

W centralnym punkcie bieckiego rynku znajduje się wyjątkowy zabytek - ratusz. To własnie w jego podziemiach znajdowało się odwiedzone przez nas wcześniej więzienie. Jest to najwyższa, pierwotnie gotycka, budowla w Bieczu. Wyróżnia ją wieża ozdobiona sgrafittem. Możliwe jest wejście na samą górę, aby podziwiać panoramę miasta. Dostrzec można między innymi kamienicę Barianów Rokickich - tzw. dom z basztą (obecnie Muzeum Ziemi Bieckiej), w której mieściła się najstarsza apteka na Podkarpaciu (XVI w.), basztę kowalską z fragmentem murów miejskich oraz Kolegiatę Bożego Ciała. Ta ostatnia jest czołowym zabytkiem późnogotyckiej architektury w Małopolsce. W ołtarzu znajduje się obraz namalowany przez artystę z kręgu Michała Anioła, a w skarbcu ukryto obraz Madonny Obozowej przywieziony przez żołnierzy Jana III Sobieskiego, uczestników bitwy pod Wiedniem. 

Ratusz

Aż trudno uwierzyć, jak wiele ciekawostek skrywa w sobie tak niewielkie miasto, jak Biecz. Warto także wspomnieć, że w okresie od września 1311 do kwietnia 1312 Biecz był... stolicą Polski. To właśnie tutaj przebywał wraz z całym dworem król Władysław Łokietek w okresie buntu wójta Alberta w Krakowie. W mieście często przebywali książęta i królowie; znajdowały się tutaj aż trzy zamki. Bywał tu Bolesław Wstydliwy, Leszek Czarny, wspomniany Łokietek, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło z Jadwigą, Zofia Holszańska, Władysław Warneńczyk, Kazimierz Jagiellończyk, Albrecht Habsburg, Jan Kazimierz, królowa Polski i Węgier - Elżbieta, król Węgier i Polski - Ludwik oraz królowa Zofia. Władysław Jagiełło w Bieczu się nawet zaręczył... po śmierci Jadwigi na bieckim zamku oświadczył się Annie Cylejskiej, wnuczce Kazimierza Wielkiego. 

Mury obronne i Kolegiata Bożego Ciała

Na sam koniec dodam tylko, że w Bieczu podpisano dokument, który zmienił na zawsze bieg historii naszego kraju. To właśnie tutaj 1228 roku Konrad Mazowiecki potwierdził na piśmie ustną umowę dotyczącą sprowadzenia Rycerzy Zakonu Najświętszej Maryi Panny (Krzyżaków) do Polski. Kto wie, jak potoczyłyby się nasze losy , gdyby nie Biecz. Tak wiele koronowanych głów i ważnych decyzji zapadło w tym, obecnie niepozornym, mieście. Choć ulewny deszcz mocno utrudnił nam zwiedzanie, to wystarczyła tylko chwila, by zauroczyć się tym dawnym miastem królewskim w Małopolsce. 

niedziela, 12 marca 2023

Tarnów, czyli jak liznęłam Polski Biegun Ciepła

Czy da się zwiedzić niemal 700-letnie miasto w pół godziny? Absolutnie nie! Ale czasami się zdarzają nieplanowane postoje na trasie i wtedy ciężko sobie odmówić choć krótkiego spaceru. Dokładnie taką sytuację mieliśmy z Tarnowem. A skoro sama przekonuję, że droga jest celem, to pokażę, co udało się zobaczyć podczas spontanicznej i nieplanowanej wizyty w "Polskim Biegunie Ciepła".

Jakim biegunie? - zapytacie. Sama byłam zdziwiona tym określeniem, ale tak właśnie Tarnów się reklamuje. Z czego wynika ten niezwykły przydomek? Otóż okazało się, że miasto posiada najwyższą średnią temperaturę powietrza w roku i wynosi ona 8-9℃. Czy wiedział o tym wojewoda krakowski, nadając w 1330 roku Tarnowowi prawa miejskie? Czy myśleli o tym Tarnowscy, gdy rezydowali na położonym na wzgórzu zamku? Czy to ściągnęło tu w 1655 roku? Co na ten temat mieli do powiedzenia Austriacy podczas zaborów? Pewnie nikt o tym nie miał pojęcia, ale my dziś możemy tarnowianom pozazdrościć pogody, marznąc w innych częściach Polski. A ja się przyznam, że też wcześniej nie znałam tego określenia. 

W Tarnowie zatrzymaliśmy się spontanicznie, gdyż potrzebowaliśmy postoju, jadąc w Beskid Niski. Przerwa miała być krótka, ale nie mogłam nie wykorzystać tej okazji do zobaczenia chociaż paru miejsc. Zostawiłam męża w samochodzie (niech odpoczywa staruszek), wzięłam córkę (niech się dziecko uczy) i udałyśmy się w kierunku rynku. W sercu miasta znajduje się kilka muzeów, w tym Muzeum Diecezjalne - najstarsze tego typu w Polsce, Muzeum Okręgowe z siedzibą w uroczej kamieniczce pod adresem Rynek 3 oraz kilka jego oddziałów, w tym Galeria Sztuki Dawnej w historycznym budynku ratusza. 

Obecny kształt ratusz zyskał w XVI wieku i wyraźny jest tu styl renesansowy, a dokładniej manierystyczny. W 1663 r. miasto strawił pożar, nie szczędząc ratusza, lecz został on odbudowany, a w jego wieży umieszczono zegar. Do dziś jest on najstarszym działającym zegarem wieżowym w Małopolsce. Na obrzeżach rynku udało nam się zobaczyć także bazylikę katedralną Narodzenia NMP, którą wyróżnia wysoka na 72 metry wieża. Najstarsza część kościoła została wzniesiona w 1330 roku - zaraz po lokacji Tarnowa. 

Ostatnim miejscem, które odwiedziłyśmy, a które bardzo mnie zaciekawiło, była bima (z hebrajskiego - podwyższenie) - centralna część synagog - pozostałość po najstarszej murowanej synagodze tarnowskiej z 1661 roku. Obecnie tym mianem określa się cały plac, jaki pozostał po spalonym przez hitlerowców w 1939 roku domu modlitewnym. Ze zrujnowanej synagogi zachowały się cztery kolumny i fragment stropu. W 1987 roku bima została uporządkowana i nakryta dachem. To miejsce przypomina o Żydach, którzy przed wojną stanowili znaczny odsetek mieszkańców Tarnowa. 

Nie mogę powiedzieć, że poznałam dobrze Tarnów, ale muszę przyznać, że udało mi się go nieco liznąć. Spodobała mi się zabytkowa zabudowa w okolicy rynku oraz historia tarnowskich Żydów. Widzę, że to ciekawe miasto, któremu warto byłoby poświęcić więcej czasu. Może uda się podczas kolejnego spontanicznego postoju?


Pałac w Gorzanowie. Cuda się zdarzają!

Pałac w Gorzanowie był na prostej drodze do zawalenia i trafił w ręce obecnego właściciela w ostatnim momencie, aby go uratować. Jedna z najpiękniejszych rezydencji na Śląsku powoli odzyskuje swój blask. Dawna siedziba rodu Herbersteinów przed laty słynęła ze wspaniałych polichromii, których jest tu więcej niż na Wawelu, zadziwiała aż trzema dziedzińcami wewnętrznymi, a przyjezdnych przyciągał także pałacowy teatr, na którego czele stała kobieta! Dziś plac budowy przenika się tu z artystycznym klimatem. Czy Gorzanów wkrótce znów stanie się najpiękniejszym pałacem Kotliny Kłodzkiej?

Historia malowniczo położonej wsi Gorzanów sięga pierwszej połowy XIV wieku. Przebiegała tędy droga handlowa łącząca Wrocław, Brno i Wiedeń. Istniały tu dobra lenne, szkoła parafialna, sędziostwo oraz zamek położony między obecnym pałacem a kościołem. Jego zadaniem była ochrona szlaku handlowego. Obiekt został zniszczony w drugiej połowie XIV wieku, a pozostały materiał wykorzystano do budowy renesansowego pałacu w połowie XVI w. W 1623 roku, podczas wojny trzydziestoletniej, popierający protestantyzm von Ratschinowie, utracili większość swojego gorzanowskiego majątku. W 1659 r. Gorzanów na niemal 300 lat stał się własnością rodu Herbersteinów, którzy doprowadzili pałac oraz wieś do prawdziwego rozkwitu.


Renesansowy pałac rozbudowano w latach 1653-1657, nadając mu włoski styl barokowy. Renowacja prowadzona przez włoskich architektów - Lorenzo Nicellego i Andrei'a Carove'a - objęła zarówno wnętrza, jak i elewacje zewnętrzne. To właśnie wtedy powstały drewniane stropy pokryte polichromiami (których jest tu więcej niż na Wawelu!), dekorowane plafony w reprezentacyjnych salach, na wieży pojawił się nowy hełm, a nad głównym wejściem - portal. Elewacja ozdobiona była ręcznie wykonanym sgraffito, które poprzedzały krużganki. Co ciekawe, zostały one później zabudowane, gdyż okazały się nietrafionym pomysłem w surowym klimacie Kotliny Kłodzkiej. Nowa elewacja również posiadała zdobienia sgraffitowe, jednak wykonane już według szablonu. Paradoksalnie własnie dzięki tej przebudowie zachowały się do dziś oryginalne dekoracje.


We wnętrzu pałacu pojawiły się dwa wspaniałe pomieszczenia, które do dziś budzą podziw. W dawnej sieni powstała sala terrena z bogatą sztukaterią i dekoracją malarską. W podobnym stylu ozdobiono znajdującą się w północnym skrzydle kaplicę św. Jerzego. Niestety z powodu zniszczeń to, co obecnie widzimy w kaplicy, to rekonstrukcja. Prace we wnętrzach kontynuowano jeszcze w latach 1668-1672. Od strony północnej wzniesiono bramę z postacią św. Jerzego. W ten sposób dzięki Herbersteinom powstała jedna z najpiękniejszych rezydencji pałacowych na Śląsku. O jej wyjątkowości świadczy także fakt, że jako jedyna posiada aż trzy dziedzińce!


Drobnych przebudów dokonano w roku 1735, a po 1775 r. dotychczasowy park krajobrazowy przekształcono w park angielski. Około 1800 powstał klasycystyczny pawilon ogrodowy oraz aleja spacerowa. W 1836 r. założono rosyjskie łazienki, które wkrótce udostępniono kuracjuszom - warto bowiem wspomnieć, że w XIX wieku Gorzanów rozwinął się jako miejscowość uzdrowiskowa,  a budowa linii kolejowej z Kłodzka do Międzylesia umożliwiła rozwój ruchu turystycznego. Początek XX wieku przyniósł jeszcze jedną przebudowę pałacu - między innymi unowocześniono system wodno-kanalizacyjny. 


Z powodów finansowych (i romantycznych) Johann Friedrich von Herberstein utworzył w latach 1816-47 w pałacu teatr, na którego czele stanęła jego ukochana, która wcześniej pracowała jako aktorka (w tamtych czasach rzecz niesłychana, aby stanowisko dyrektorskie piastowała kobieta!). Pałac otworzył się na turystów, których dodatkowo przyciągał miejscowy folklor - lokalni mieszkańcy byli specjalnie zapraszani na przedstawienia w ludowych strojach. Przez pewien czas z teatrem związany był Carl von Holtei - niemiecki pisarz romantyczny - który w Gorzanowie okresowo mieszkał i tworzył, a nawet reżyserował sztuki. 


Po drugiej wojnie światowej pałac przerobiono na mieszkania dla przesiedleńców ze wschodu i rozpoczął się okres upadku obiektu oraz jego dewastacji. W latach 90.  XX wieku gmina sprzedała obiekt obywatelce Austrii, która zobowiązała się podjąć renowacji. Niestety zamiast tego dokonała prawdziwej grabieży, demontując i sprzedając na zachodzie ozdobne piece kaflowe. Z każdym kolejnym rokiem pałac obracał się w ruinę - spękały mury, runęły stropy i dachy.


W 2012 roku właścicielem założenia została Fundacja Pałac Gorzanów, która przystąpiła do ratowania zabytku. Zrekonstruowano stropy i dachy nad skrzydłem wschodnim i zachodnim, wykonano ogrom prac we wnętrzach, między innymi odtwarzając sztukaterie oraz cenne polichromie, wyremontowano kaplicę i teatr dworski. Obecnie pałac udostępniony jest do zwiedzania, regularnie odbywają się tu wydarzenia kulturalne, koncerty, wystawy. Na turystów czeka klimatycznie urządzona część hotelowa. Praca fundacji jest nie do ocenienia, ale wciąż pozostaje tu ogrom prac do wykonania. Wiele pomieszczeń wciąż jest zniszczona i surowa. Zachęcam z całego serca do odwiedzenia Pałacu w Gorzanowie i dorzucenie tym samym cegiełki do odbudowy tego pięknego obiektu. 


W pobliżu pałacu znajduje się warty zobaczenia kościół parafialny pod wezwaniem Marii Magdaleny. Został wzniesiony w 1657 roku i przebudowany w XVIII wieku. Wyróżnia go bogaty dekoracyjny front i wyposażenie z rzeźbami Klahra oraz figurą św. Jana Nepomucena leżącego na marach. W latach 20. XX wieku w Gorzanowie odbywały się Misteria Pasyjne, w których mogło uczestniczyć nawet 5 tysięcy osób. Przedstawienia te ściągały do wsi licznych turystów i pielgrzymów. Kościół zaliczany jest do jednego z najcenniejszych zabytków sakralnych wczesnego baroku Czech, Moraw i Hrabstwa Kłodzkiego. 

Do pałacu w Gorzanowie trzeba się wybrać, będąc w Kotlinie Kłodzkiej. To, co tutaj się dzieje od ponad dekady, to prawdziwy cud. Podziwiam trud włożony w odbudowę tak potężnego pałacu, który został przez niegospodarnych właścicieli doprowadzony do ruiny. To miejsce, w które się wraca, by podziwiać postęp prac, a tych z pewnością jeszcze przed fundacją sporo. Trzymam kciuki!