Ruiny kościoła św. Antoniego w Jałówce wyglądają efektownie już z daleka. Za tą malowniczą, wręcz filmową ruiną kryje się jednak historia walki miejscowych katolików o własny kościół, zmiany projektu podczas budowy, zniszczenia wieży przez wycofujące się wojska niemieckie i powojennej decyzji, by świątyni już nie odbudowywać. Co tak przyciąga do tego miejsca?
Jałówka - dawne miasto na pograniczu kultur i religii
Dzisiejsza Jałówka jest niewielką wsią położoną na Podlasiu, tuż przy granicy z Białorusią, ale jej układ przestrzenny wciąż przypomina o miejskiej przeszłości. Prawa magdeburskie otrzymała w 1545 roku z nadania króla Zygmunta I Starego, a status miasta utraciła dopiero w XIX wieku. Do dziś zachował się dawny rynek, obecnie pełniący funkcję centralnego parku, oraz rozplanowanie ulic charakterystyczne dla niewielkiego miasteczka. Przed II wojną światową Jałówka liczyła około czterech tysięcy mieszkańców, z których mniej więcej połowę stanowili Żydzi. Działały tu dwie parafie rzymskokatolickie, cerkiew prawosławna i dwie synagogi. Wojna, zagłada miejscowej społeczności żydowskiej, przesunięcie granicy oraz powojenne migracje sprawiły, że Jałówka straciła znaczną część mieszkańców i dawne znaczenie.
Kościół św. Antoniego w Jałówce - od romańskiego projektu do neogotyckiej świątyni
Historia katolickich kościołów w Jałówce jest znacznie starsza niż zachowane ruiny. Według miejscowej tradycji drewniana świątynia miała być związana z fundacją królowej Bony i przetrwała do połowy XIX wieku. Budowę kolejnego, murowanego kościoła przerwały w 1866 roku władze carskie, a obiekt przejęto i przystosowano do potrzeb prawosławnych. Sytuacja zmieniła się po ukazie tolerancyjnym cara Mikołaja II z 1905 roku, który pozwolił katolikom na swobodniejsze organizowanie życia religijnego. Mieszkańcy Jałówki rozpoczęli starania o własną parafię i w 1907 roku uzyskali pozwolenie na budowę nowego kościoła. Prace ruszyły w 1910 roku i zakończyły się w 1915 roku. Autorem pierwotnego projektu był grodzieński architekt B.A. Sroka, który zaplanował świątynię w stylu romańskim. W czasie budowy koncepcję jednak zmieniono i ostatecznie powstał ceglany, trójnawowy kościół neogotycki z jedną wysoką wieżą. W 1919 roku świątynię poświęcił dziekan wołkowyski ksiądz Nikodem Tarasewicz. W tym samym okresie katolicy odzyskali również wcześniejszy kościół, przekształcony w czasach carskich w cerkiew, dlatego przez następne lata w niewielkiej Jałówce funkcjonowały równocześnie dwie parafie rzymskokatolickie.
Jak kościół św. Antoniego w Jałówce został zniszczony w 1944 roku
Kościół św. Antoniego przetrwał w całości zaledwie niespełna trzydzieści lat. W 1944 roku, pod koniec niemieckiej okupacji, wycofujące się wojska zaminowały jego wieżę. Po eksplozji masywna konstrukcja runęła na korpus świątyni, niszcząc więźbę dachową, sklepienia oraz jeden z filarów. Budynek nie został całkowicie zrównany z ziemią, ale zakres uszkodzeń uniemożliwiał dalsze korzystanie z niego bez kosztownej odbudowy. Po wojnie pojawiły się znacznie poważniejsze problemy. Nowa granica polsko-radziecka przecięła teren dawnej parafii, a wiele należących do niej miejscowości znalazło się po stronie dzisiejszej Białorusi. Sama Jałówka stała się miejscowością przygraniczną, straciła część zaplecza gospodarczego i szybko się wyludniała. Mieszkańcy nie mieli pieniędzy na odbudowę dużej świątyni, a utrzymywanie dwóch parafii katolickich w coraz mniejszej miejscowości nie miało uzasadnienia. Początkowo odbudowę odkładano „do lepszych czasów”, jednak w 1957 roku władze kościelne ostatecznie zdecydowały, że kościół św. Antoniego nie zostanie odtworzony. Życie parafialne skupiło się odtąd wokół kościoła Przemienienia Pańskiego.
Ruiny kościoła św. Antoniego w Jałówce - stan obecny i zwiedzanie
Mimo ponad osiemdziesięciu lat bez dachu ruiny kościoła św. Antoniego zachowały czytelny układ trójnawowej świątyni, wysokie ceglane ściany, ostrołukowe otwory okienne oraz fragmenty sklepień i filarów. Obiekt został wpisany do rejestru zabytków razem z historycznym układem przestrzennym Jałówki. Przez wiele lat stan murów stopniowo się pogarszał, dlatego w 2020 roku przeprowadzono prace zabezpieczające, obejmujące między innymi stabilizację ścian i zachowanych fragmentów sklepień. Dzięki temu wnętrze ruin można obecnie oglądać z bliska, choć nadal należy pamiętać, że jest to zabezpieczona ruina, a nie odbudowany kościół. Miejsce nie zostało całkowicie odłączone od swojej pierwotnej funkcji: każdego roku w okolicach wspomnienia św. Antoniego odprawiana jest tu msza odpustowa. Niedaleko znajduje się również stary cmentarz katolicki w Lesie Jałowskim, a droga prowadząca obok ruin kończy się przy granicy państwa. Bliskość Białorusi ma też swoje konsekwencje - telefon może automatycznie połączyć się z zagraniczną siecią, dlatego przed zwiedzaniem warto wyłączyć roaming danych. Sama przekonałam się o tym doktkliwie, tracąc niemal 150 zł :(
Ruiny kościoła św. Antoniego są dziś jednym z najbardziej charakterystycznych zabytków Jałówki, ale warto potraktować je także jako punkt wyjścia do poznania całej miejscowości. Zachowany dawny rynek, kościół Przemienienia Pańskiego, cerkiew prawosławna i stary cmentarz pokazują, jak złożona była historia tego niewielkiego miasteczka na pograniczu. Same ruiny można obejrzeć stosunkowo szybko, jednak ich położenie, zachowana architektura i nietypowe wnętrze sprawiają, że zdecydowanie warto uwzględnić Jałówkę podczas zwiedzania wschodniego Podlasia.


























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz