środa, 17 kwietnia 2024

Legnicki tygiel historyczny, czyli pożegnanie "Małej Moskwy"

Przez tyle lat mieszkania na Dolnym Śląsku w Legnicy byłam tylko raz, eksplorując potężny opuszczony szpital w Lasku Złotoryjskim. Już od jakiegoś czasu czaiłam się na to miasto, aż w końcu spontanicznie udało się je odwiedzić. 

Zwiedzanie Legnicy postanowiłam zacząć nietypowo, ale w moim stylu - od Dzielnicy Cudów, Zakaczawia, gdzie czas się zatrzymał. Jak tu pięknie! - pomyślałam - Jak na Nadodrzu! Legnica mnie zauroczyła od pierwszego wejrzenia. Już jadąc przez miasto miałam wrażenie, że jadę przez "Mały Wrocław", a nie "Małą Moskwę", jak zwykło się określać Legnicę ze względu na wieloletnią obecność Sowietów, którzy opuścili ziemię legnicką dopiero w 1993 r.

Tymczasem zamiast komunistycznych pomników i czerwonych gwiazd zobaczyłam niezliczone kamienice, miejskie wille, monumentalne gmachy użyteczności publicznej. Z kolei na Zakaczawiu z dawno nieremontowanymi budynkami poczułam specyficzny klimat Nadodrza, które jest moją ukochaną dzielnicą Wrocławia. Niewiele mi trzeba było, aby przepaść - ja po prostu kocham stare miasta z duszą, z historią. Wystarczyło, że zobaczyłam stary niemiecki napis na jednej z kamienic i już wiedziałam, że to jest mój typ miejsca.

Na początek zwiedzania wybrałam miejsce o wyjątkowo trudnej przeszłości. Na obecnej ulicy Daszyńskiego w latach 1929-1930 wzniesiono monumentalny gmach, który zaprojektował Paul Oehlmann. Ceglana elewacja przypomina nieco katedrę i przytłacza swoją wielkością. To miejsce budzi lęk i odrazę - pierwotnie był to komisariat policji, a w czasach hitlerowskich - siedziba Gestapo; po wojnie - Urząd Bezpieczeństwa i komisariat milicji. Te mury przesiąkły okrucieństwem, krwią i ludzkim cierpieniem. Na dziedzińcu znajduje się ściana straceń z licznymi śladami po kulach oraz napisami, które wyglądają, jak wykonane w ostatnich chwilach życia przez skazańców. Obecnie budynek znajduje się w rękach prywatnych i popada w ruinę. Mimo że jest wystawiony na sprzedaż, nie ma chętnych na jego zakup. 



Mimo chęci nie da się z historii Legnicy wymazać okresu "Małej Moskwy". To, co się tu wydarzyło w 1945 roku i po nim, doskonale widoczne jest... na cmentarzu przy ulicy Wrocławskiej. Kawałek parku wcinający się między nekropolię a kirkut to dawny cmentarz niemiecki, po likwidacji którego kreatywnie wykorzystano nagrobki - do budowy ogrodzenia istniejącej do dziś części cmentarza. Kierując się na wschód (sic!), minąwszy główną bramę, dotarłam do drugiego wejścia ozdobionego charakterystycznymi symbolami gwiazdy oraz sierpa i młota. To droga na Cmentarz Wojenny Żołnierzy Armii Czerwonej oraz pomnika ku chwale poległym sołdatom. 



Jednak tym, co bardziej mnie zainteresowało, była plenerowa ekspozycja "Cień gwiazdy", która prezentuje zachowane fragmenty zlikwidowanych radzieckich pomników. Są one "pamiątką" po stacjonujących w mieście przez kilkadziesiąt lat wojskowych. Po 1945 roku Legnica stała się siedzibą struktur dowódczych oraz garnizonu radzieckiego, będącą części tzw. Północnej Grupy Wojsk. Stawiane w tamtym czasie pomniki miały budować uczucia przyjaźni i wdzięczności dla ZSRR i jego wojsk. Po likwidacji monumentów udało się je częściowo zachować i zaprezentować w formie wystawy. 

Po "Małej Moskwie" i opuszczeniu miasta przez radzieckich żołnierzy w 1993 roku, rozpoczął się nowy, całkowicie polski okres w historii Legnicy. Choć nie mam bezpośredniego porównania do czasów wcześniejszych, to podczas spaceru po historycznym centrum, widziałam miasto zadbane, pełne zabytków i obdarzone niepowtarzalnym urokiem. Zamek Piastowski przypomina o tym, że już wcześniej "nasi tu byli"; powstał bowiem z inicjatywy książąt piastowskich, a już w czasach Mieszka I istniał tu gród, który miał chronić nowo przyłączony do państwa Piastów ziemie śląskie. 


Do rynku doszłam mijając kolejne zabytki - Muzeum Miedzi, kościół Jana Chrzciciela oraz lapidarium. Sam rynek w sposób eklektyczny łączy w sobie historyczne dziedzictwo XIX-wiecznych kamienic, renesansowych portali i sgraffita z klockowatą architekturą made in PRL. Uwagę przykuwa wspaniały narożny wykusz renesansowej Kamienicy Pod Przepiórczym Koszem; zachwycają oba ratusze - stary i nowy, a arkady XVI-wiecznych Kramów Śledziowych przywołują na myśl inny piękny rynek - poznański. 







Rynek zamyka najbardziej rozpoznawalna świątynia miasta - katedra św. Piotra i św. Pawła. Kościół wzmiankowany był już w 1208 roku, a jego obecna forma powstała w  okresie od 1328 do 1378 roku. W XV wieku wzdłuż naw bocznych wzniesiono szereg kaplic; z kolei potężna przebudowa przeprowadzona w latach 1892-1894 pozbawiła katedrę niemal całkowicie oryginalnego, gotyckiego charakteru, który jednak udało się częściowo odtworzyć w czasie prac renowacyjnych w latach 60. XX wieku. 


Mój spacer po Legnicy był krótki, stanowczo za krótki, by móc powiedzieć, że dobrze poznałam to fascynujące miasto. Wiem jednak, że udało mi się poczuć jego ducha oraz złapać kawałki historii, które definiują to miejsce oraz jego niełatwą tożsamość. Pozostał mi taki pozytywny niedosyt, który sprawia, że chcę tam wrócić. Legnica znana mi dotychczas tylko jako stereotypowa "Mała Moskwa" bardzo mnie zaskoczyła i pokazała mi, jak śmiało łączy w sobie historię kilku narodów oraz ich kultur i wcale tego tygla się nie wstydzi. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz