poniedziałek, 8 kwietnia 2024

Chojnów - średniowieczne miasto tkaczy

Chojnów jest miastem w województwie dolnośląskim, które w średniowieczu słynęło z tkactwa i  sukiennictwa. Jego historia sięga jednak dużo dalej, bowiem pierwsze ślady osadnictwa w tym miejscu sięgają paleolitu. Na przestrzeni wieków Chojnów należał do Piastów, był lennem Królestwa Czech, a także przechodził w ręce Habsburgów, a następnie Prus i Niemiec, by po II wojnie światowej stać się częścią Polski. Historię Chojnowa odkrywaliśmy, spacerując po mieście i podziwiając jego zabytki.

Zwiedzanie Chojnowa zaczęliśmy nietypowo, od Parku Piastowskiego i znajdującej się w nim wieży ciśnień. Powstała ona prawdopodobnie w 1915 r. na wzgórzu wschodnim w nowo powstałym parku; z kolei wzgórze zachodnie zajęła nieistniejąca już dziś restauracja Hopfenberg-Gaststätte. Wieża prawdopodobnie pełniła też funkcje widokowe, a na jej szczycie znajdował się taras. Obecnie obiekt popada w zapomnienie. 


Dominantę chojnowskiego rynku, jednego z najdłuższych rynków w Polsce, stanowi kościół św. Piotra i św. Pawła. Był wznoszony w okresie od początku XIV wieku do 1468 r. jako trójnawowa bazylika. W kolejnych stuleciach przechodził kolejne rozbudowy, między innymi trzej sukiennicy ufundowali południową kaplicę. W XVI wieku wzniesiono zakrystię oraz wykonano zwieńczenie attykowe wieży. W 1543 r. rodzina Bożywojów ufundowała kaplicę grobową, zwaną odtąd północną Kaplicą Bożywojów. Na ścianach kościoła podziwiać można epitafia z XVI-XVIII wieku. 


W jednej z bocznej uliczek rynku wznosi się Baszta Tkaczy, która od XV wieku broniła północnej kurtyny murów obronnych miasta. W XVI wieku zwieńczono ją renesansową attyką, w połowie stulecia XVII spłonęła i została odbudowana. Przechodziła kilka renowacji, w tym gruntowną na początku XX wieku. Do wysokości attyki wieża mierzy 15 metrów, a na jej elewacji widać ślad imponujących murów miejskich, które miały 5,5 metra wysokości oraz 2 m grubości. 

Następnie skierowaliśmy się na Plac Zamkowy, przy którym oprócz warowni znajduje się też Urząd Miejski. Pierwotnie ratusz położony był na chojnowskim rynku, jednak został rozebrany po tym, jak w 1875 r. zawaliła się jego wieża. Sam zamek powstał w czasach Henryka V, czyli w drugiej połowie XIII wieku. Został zniszczony przez husytów w XV wieku, a w kolejnym wieku przebudowany na styl renesansowy. Z tego okresu pochodzi portal z wizerunkiem księcia Fryderyka III i jego żony, uznawany za jedno z najwybitniejszych dzieł śląskiego renesansu. Zamek był kilkukrotnie niszczony i odbudowywany, zmieniała się też jego funkcja. W 1813 r. mieścił się tu lazaret, po 1831 r. był siedzibą szkoły katolickiej, administracji i sądu. Od 1933 roku w budynku mieści się muzeum (reaktywowane po II wojnie światowej). 


Tuż za zamkiem znaleźliśmy lapidarium powstałe w miejscu zasypanej fosy zamkowej. Powstało ono pierwotnie w 1933 r., a po 1970 roku zaczęto tu zwozić fragmenty nagrobków oraz fontanny z rynku. Zgromadzono tu kilkadziesiąt zabytków sztuki kamieniarskiej datowanych od XVI do połowy XX wieku. Swoje miejsce znalazł tu nawet żeliwny słup latarni gazowej oraz żeliwny nagrobek z XIX wieku. Niestety nie dane było nam to zobaczyć z bliska, bo lapidarium było zamknięte.

Chojnów był jednym z miast, miasteczek i wiosek, jakie zwiedziliśmy na swojej drodze przez zachodnie tereny województwa dolnośląskiego oraz południowe lubelskiego. Wyróżnia go historia oraz ciekawa architektura z licznymi zabytkami. 

Barania Góra. Z widokiem na trzy kraje

Tym razem na Baranią Górę postanowiłam wybrać się niebieskim szlakiem przez Dolinę Białej Wisełki, czyli drogą, którą nie szłam chyba od... 2013 roku. Tak wiele chodzę po Beskidzie Śląskim, że ciężko mi znaleźć coś nieznanego, ale powroty po latach sprawiają, że odkrywam te góry na nowo. Zapraszam na widokową pętlę przez Magurkę Wiślańską i Cienków.

Zwykle chodzę po górach z córką, ale potrzebuję też czasem wyskoczyć gdzieś sama. Niemal 20-kilometrowa pętla z Baranią Górą nadawała się na taką wycieczkę idealnie. Samochód zostawiłam na parkingu w Wiśle-Czarnem, tuż przed Doliną Białej Wisełki. Pierwsze kilometry niebieskiego szlaku ciągną się w nieskończoność po asfalcie, ale są też takiej nawierzchni plusy - idzie się szybko, dużo szybciej niż pokazuje czasówka. Ciekawiej robi się, gdy szlak zaczyna mocniej odbijać w górę. Na potoku tworzą się malownicze kaskady o wysokości 0,5 - 1 metra i są to najwyższe wodospady w Beskidzie Śląskim. W 1987 roku nazwano je Kaskadami Rodła, aby uczcić 65. rocznicę powstania Związku Polaków w Niemczech. 


Szlak niebieski prowadzi na sam szczyt Baraniej Góry i z czasem robi się nie tylko coraz mocniej nachylony, ale też coraz bardziej widokowy! To prawdziwy przedsmak tego, co na turystów czeka na szczycie. Barania Góra jest kopulastym szczytem o wysokości 1215 m n.p.m., a z jej zachodnich stoków wypływają źródła Wisły. Wierzchołek jest znakomitym punktem widokowym dzięki wieży widokowej. Bez trudu dostrzeżecie szczyty Beskidu Śląskiego, Małego, Makowskiego czy Żywieckiego z Babią Górą, a także Tatry, Góry Choczańskie, Małą Fatrę, Góry Strażowskie, Jaworniki i Beskid Śląsko-Morawski. Jednym słowem - mamy tu panoramę na trzy kraje: Polskę, Czechy i Słowację.




W przeciwieństwie do większości turystów, którzy zmierzali do schroniska na Przysłopie pod Baranią Górą, ja obrałam kierunek przeciwny. Czerwono-zielony szlak zaprowadził mnie wprost na Magurkę Wiślańską (1140 m n.p.m.), która kojarzy mi się z wielkanocnym wypadem niemal dekadę temu. Opady śniegu wówczas były tak duże, że przecieraliśmy szlak na Baranią Górę, idąc z Węgierskiej Górki. Tym razem obeszło się bez ekstremalnych zimowych warunków, za to mogłam nacieszyć się pięknymi widokami. 


Kolejnym szczytem na mojej drodze był Gawlasi (1077 m n.p.m.), na którym moje nogi stanęły po raz pierwszy - a jednak są jeszcze miejsca w Beskidach, w których mnie nie było. Gdybym poszła dalej prosto, trafiłabym na Malinowską Skałę, a następnie na Skrzyczne, idąc jednym z najpiękniejszych szlaków w tych górach. Tym razem jednak podziwiałam grań z daleka - a było co podziwiać - zauroczyło mnie także widoczne w oddali Jezioro Żywieckie oraz ostatnie spojrzenie na Baranią Górę, którą zostawiłam za plecami. Zmieniłam szlak zielony na żółty i poszłam w kierunku Cienkowa. 


Cienków jest długim na ok. 8 km grzbietem górskim, który dzieli się na Cienków Wyszni (957 m n.p.m.), Cienków Postrzedni (867 m n.p.m.) i Cienków (720 m n.p.m.). W okolicy najwyższego wierzchołka znajduje się Chatka na Wyśnim, w której można coś przekąsić i przybić pieczątkę. Sam Cienków zyskał dość sporą popularność za sprawą wyciągu oraz punktu widokowego w osadzie o tej samej nazwie. Większość turystów dociera tylko w okolice Rancza Cienków, do którego można nawet dojechać autem. Przewrotnie, mnie już tam się podchodzić nie chciało, bo byłam już zmęczona i zbliżał się zmrok, więc podziwiając z oddali prezydencki "zameczek" wróciłam prosto do auta.



W ten sposób zakończyła się moja samotna pętla przez Baranią Górę i Cienków, która była przyjemną i satysfakcjonującą wędrówką. Miałam wiele szczęścia, bo widoki były wspaniałe, a krążący po okolicy deszcz omijał szlaki, którymi podążałam. Beskid Śląski niezmiennie ma w sobie wiele uroku.

Znowu ta Wielka Sowa! - czyli jak się nie nudzić w górach

Wielka Sowa już dwukrotnie gościła na blogu, gdy opisywałam trasę z Przełęczy Sokolej oraz z Rościszowa; mogłoby więc się wydawać, że niewiele więcej mogę o niej napisać. Za trzecim razem na najwyższy szczyt Gór Sowich wybrałam się z Przełęczy Walimskiej w towarzystwie córki, dzięki czemu odkryłam ten szczyt zupełnie na nowo. Zobaczcie, jak wyglądała nasza trasa na 22 szczyt Korony Gór Polski.


Położona na wysokości 755 m n.p.m. Przełęcz Walimska jest popularnym miejscem na rozpoczęcie wycieczek po Górach Sowich. Przebiega przez nią droga łącząca Walim z Pieszycami, a na miejscu znajduje się dość spory parking. Większość turystów wybiera najszybszy, niebieski szlak na Wielką Sowę, a my, nieco przewrotnie, wybrałyśmy drogę okrężną i ścieżkę oznaczoną kolorem czarnym. Jest to bardzo łatwy szlak, który biegnie lekko pod górę, a do przejścia w tym pierwszym odcinku mamy tylko 3 km. Małe nogi dały radę bez problemu.



Ścieżka zaprowadziła nas do skrzyżowania z żółtym szlakiem, czyli tzw. Cesarską Drogą (niem. Kaiser Weg). Prowadzi ona przez Małą Sowę (972 m n.p.m.) do Wielkiej Sowy (1015 m n.p.m.) i początkowo pnie się dość mocno pod górę, by za niższym z ptasich szczytów się wypłaszczyć, mijając płytko zagłębione siodło między oboma szczytami Sowy. W około 2/3 drogi dołącza szlak niebieski, a tuż przed szczytem warto się rozglądać, aby dostrzec ruiny schroniska. W latach 20 XX wieku. wzniesiono tu bowiem narciarski schron wojskowy. Budynek służył zarówno cywilnym turystom jak i żołnierzom co najmniej do roku 1944 i najprawdopodobniej został zniszczony dopiero po zakończeniu działań wojennych.


Wielka Sowa jest najwyższym szczytem Gór Sowich i zaliczana jest do Korony Gór Polski. Dla mnie i Natalii był to wspólnie zdobyty 22 szczyt, bo od paru lat nieśpiesznie zdobywamy sobie razem koronę (ja już po raz drugi). Na Sowie znajduje się wzniesiona w 1906 roku wieża widokowa (pierwotnie dedykowana Bismarckowi), z której możemy podziwiać panoramę od Śnieżnika po Śnieżkę oraz od Wzgórz Trzebnickich po Broumovské stěny. Obecnie wieża wygląda dużo lepiej niż jeszcze parę lat temu, gdy tu byłam ostatnim razem; w okresie od 2021 do 2023 roku przeszła gruntowny remont, dzięki któremu prezentuje się wspaniale i posłuży turystom jeszcze przez lata.



Z Wielkiej Sowy skierowałyśmy się z powrotem na Drogę Cesarską, tym razem opuszczając szlak żółty na rzecz niebieskiego. Była to najkrótsza opcja na powrót na Przełęcz Walimską. Pętla, którą przeszłyśmy tego dnia była przyjemna i raczej mało wymagająca, a przy tym ciekawa dzięki widokom oraz odwiedzonym miejscom. Wygląda na to,  że Wielka Sowa ma szansę jeszcze nie raz mnie zaskoczyć.