środa, 14 września 2016

Nie ma jak u mamy. "Dom Matek" na Dolnym Śląsku

Pałac w Bożkowie nie był jedynym tego typu miejscem, jakie odwiedziłam w ostatnim czasie. Druga rezydencja była znacznie mniej znana, ale przyciągnęła nas do niej jej mroczna historia. To, co udało się zobaczyć w środku, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Ten pałac nie tylko mógłby posłużyć jako sceneria do horroru, ale też samą swoją historią zainspirować niejeden scenariusz. Choć znajduje się przy ruchliwej drodze, ukryty wśród drzew sprawia wrażenie nieco odosobnionego. Budynek wzniesiony został w drugiej połowie XIX wieku i początkowo służył jako szpital zakonny. Niestety mała liczba zakonników oraz brak środków finansowych na utrzymanie obiektu doprowadziły do odsprzedania pałacu kupcowi pochodzenia żydowskiego. Burzliwa sytuacja polityczna w Europie w latach 30. XX wieku nie pozostała bez wpływu na losy dawnego szpitala. Jego właściciel wywiózł lub sprzedał większość cennego wyposażenia i wyjechał, zostawiając pałac bez opieki.



Mroczna historia przyszła wraz z II wojną światową: w budynku utworzono budynek czynszowy, tak zwany "Dom Matek", w którym mieszkały kobiety o czystej krwi aryjskiej. Utrzymywały one kontakty z podobnym obiektem dla mężczyzn mieszczącym się w pobliskiej miejscowości. Lokatorki takiego domu rodziły dzieci i opiekowały się nimi przez nie więcej niż 3-6 miesięcy. Po tym czasie dzieci były im odbierane i wywożone wgłąb III Rzeszy.

Po wojnie przez krótki czas mieściły się tu koszary wojsk radzieckich, a od lat 50 aż do 1982 r. w pałacu działała szkoła. Równocześnie do 1987 r. cześć budynku użytkowana była przez Wojewódzki Ośrodek Postępu Rolniczego. W latach 90. pałac został zakupiony przez dwóch Niemców, którzy obiecali w ciągu pięciu lat przeprowadzić gruntowny remont i otworzyć tu hotel. Plany te nigdy nie zostały zrealizowane, a pałac powoli samoistnie niszczeje.


(Celowo nie podaję lokalizacji pałacu, gdyż dostęp do niego nie jest zabezpieczony, a uważam, że zabytki należy chronić przed wandalami. Zainteresowani tematem i tak bez trudu rozpoznają obiekt).









wtorek, 13 września 2016

Bajka bez happy endu. Pałac w Bożkowie

Gdy przeprowadziłam się do Wrocławia i zaczęłam szukać ciekawych miejsc do odwiedzenia w okolicy, dość szybko trafiłam na Bożków. Ten bajkowy pałac od razu skojarzył mi się z Disneylandem, a swym przepychem spokojnie mógłby konkurować z zamkiem w Mosznej, dla którego koleje losu były znacznie bardziej łaskawe.

Bożków (z lewej) i Moszna (z prawej)

Parokrotnie przymierzałam się do odwiedzenia Bożkowa, ale za każdym razem od planów odwodziła mnie niedostępność obiektu. Oczywiście mogłam jechać dwie godziny w jedną stronę, aby zobaczyć to miejsce zza ogrodzenia, ale byłoby to jak otrzymanie prezentu bez możliwości odpakowania pudełka. Okazało się, że warto było poczekać, gdyż pod koniec sierpnia właściciel obiektu zgodził się na odpłatne udostępnienie go zwiedzającym w kilku terminach. Byłam wniebowzięta.

Na początek krótki rys historyczny. Pierwszy pałac powstał w tym miejscu już w XVI wieku, ale swój obecny wygląd budowla uzyskała po renowacji wymuszonej pożarem z 1870 roku. Dodatkowo w 1930 roku przebudowano elewację na styl klasycystyczny. Po II wojnie światowej w pałacu mieściła się szkoła rolnicza, której dyrekcja dbała o należytą konserwację zabytkowego obiektu. Czasy świetności skończyły się wraz z wyprowadzką szkoły. W 2005 roku starosta kłodzki sprzedał pałac irlandzkiemu inwestorowi, który planował zaadaptowanie go na luksusowy hotel oraz centrum konferencyjne z polem golfowym. Tych założeń nigdy nie zrealizowano, a pałac pozbawiony opieki stał się gratką dla złodziei i zaczął popadać w ruinę. W 2010 roku obiekt kupiła firma z Sobótki za jedyne 1,2 mln złotych. Niestety i w tym przypadku plany na renowację obiektu nie zostały zrealizowane i pałac do dziś znajduje się w opłakanym stanie. 

Jako że pałac jest na co dzień praktycznie niedostępny dla zwiedzających, zapraszam na fotograficzny spacer po jego przepięknych wnętrzach.


Weszliśmy do pałacu boczny wejściem, ale nawet ta drugorzędna klatka schodowa wywarła na mnie spore wrażenie. Znaleźliśmy się w korytarzu, z którego można było przejść do kolejnych pokoi.


Jednym z pierwszych reprezentacyjnych pomieszczeń była okrągła sala z kolumnami, w której zachowały się liczne płaskorzeźby.


W następnej sali podziwiać można było oryginalny piec, który zachował się po dziś dzień bez większych uszkodzeń.


Prawdziwą perełką okazało się być kolejne pomieszczenie: sala lustrzana. Niegdyś najbardziej okazałe wnętrze dziś znajduje się w opłakanym stanie: łuszcząca się farba, uszkodzony parkiet i grzyb na ścianach sprawiają, że jest ona tylko cieniem sali balowej sprzed lat. Mimo zaniedbania robi ogromne wrażenie.



Następnie przechodzimy przez pokój, w którym zachowała się oryginalna skórzana tapeta, aby trafić do sali, którą ja sama roboczo nazwałam kaplicą ze względu na jej kameralny charakter połączony z bogatymi zdobieniami. Warto spojrzeć w górę, aby podziwiać sufit.


Stąd mamy już tylko kilka kroków do kolejnej perełki - głównej klatki schodowej. Bogato zdobiona, rzeźbiona w drewnie sprawia nieco smutne i mroczne wrażenie. Schodzimy na chwilę na dół, aby obejrzeć wozownię z kolumnami.



Po powrocie na główną kondygnację pałacu trafiamy do zdobionego drewnem i tapetami pomieszczenia, przez które można przejść do niedużej biblioteki, a następnie do sali myśliwskiej. Przedostatnim odwiedzonym pokojem jest tzw. biała sala z zachowanymi oryginalnymi kafelkami na suficie.



Na koniec wracamy do klatki schodowej, którą wchodziliśmy do pałacu i kierujemy się na dół do sali rycerskiej. Największą atrakcją jest tutaj kominek, choć mnie bardziej zachwyciły niezwykle realistyczne zdobienia przy kolumnach.


Ostatni rzut oka na zaniedbane pomieszczenia i wychodzimy z pałacu.


Na szczęście to nie był koniec atrakcji. Dostaliśmy możliwość wejścia na wieżę, do której prowadzą kręte schody, a następnie drewniane stopnie. Jako osoba z lękiem wysokości poczułam spory dyskomfort, ale nie mogłam oprzeć się pokusie zobaczenia wszystkiego.



Na koniec zrobiłam jeszcze kilka zdjęć na zewnątrz pałacu.




Odwiedzenie pałacu w Bożkowie było moim marzeniem i bardzo się cieszę, że udało mi się je zrealizować. Budynek robi ogromne wrażenie już z zewnątrz, ale to możliwość zobaczenia przepięknych wnętrz jest największą atrakcją. Niestety po takich wycieczkach zawsze ogarnia mnie złość i bezsilność spowodowana fatalnym stanem obiektu. Ciężko jest mi się pogodzić z tym, że coś tak pięknego mogło zostać doprowadzone do tak złego stanu i nic nie wskazuje na to, by coś się miało w tej materii zmienić.


Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która doda mi energii do działania :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

piątek, 9 września 2016

WuWa, czyli podróż w czasie

Fantastyczną rzeczą w życiu jest możliwość łączenia swoich zainteresowań z pracą. W ramach jednego i drugiego ostatnio miałam okazję odkrywać kolejną wrocławską perełkę - Osiedle WuWa.

Wzorcowe osiedle WuWa powstało w 1929 roku jako eksperymentalne osiedle pod względem wielkości mieszkań, technik i materiałów budowlanych. Miało ono być przykładem nowoczesnej, funkcjonalnej architektury, będącej odpowiedzią na deficyt mieszkań. W rejonie obecnego Parku Szczytnickiego powstało ponad 30 budynków zaprojektowanych przez kilku architektów, w tym modelowe domy jednorodzinne wolno stojące, bliźniacze i szeregowe, różne formy budynku wielorodzinnego, a najbardziej znanym do dziś pozostaje dom mieszkalny dla osób samotnych i bezdzietnych małżeństw zaprojektowany przez Hansa Scharouna - dzisiejszy Hotel Park. Obiekt znajduje się pod opieką konserwatora zabytków i w jego wnętrzu można podziwiać odtworzony oryginalny wystrój. Bardzo charakterystycznym obiektem jest też dawne przedszkole, które po pożarze zostało wiernie odbudowane w 2013 r. i dziś stanowi siedzibę Dolnośląskiej Okręgowej Izby Architektów. Temat głównie dla pasjonatów, ale moim zdaniem warto zobaczyć i docenić imponującą funkcjonalność sprzed niemal stulecia. Ja jestem zachwycona.