poniedziałek, 14 września 2020

Wyprawa w (nie)znane - czyli Ślęża z małym dzieckiem

Na Ślężę, jak zwykle, wybrałam się spontanicznie. Jest ona tak blisko Wrocławia, że niemal zawsze jest to szybka decyzja - jedziemy! Tym razem wycieczka była wyjątkowa - po raz pierwszy na szczyt wybrałyśmy się w babskim gronie. Ona i ja, matka i córka. I tłumy turystów, którzy spędzali w tym roku wakacje w Polsce ;-)



Podjedźmy na Ślężę w tygodniu, będzie mniej ludzi niż w weekend. Brzmi dobrze, prawda? Specyficzny jest ten rok pod względem tłumów w popularnych, turystycznych miejscach. Większość osób w dobie pandemii spędza wolny czas w kraju i niestety generuje to pewne utrudnienia. Przekonałyśmy się o tym już na parkingu na Przełęczy Tąpadła, gdzie zastały nas spore, jak na środek tygodnia, tłumy.

W poprzednich latach w środku tygodnia tu były pustki... zdjęcia wykonane w tym samym okresie przed i podczas pandemii

Planowałam pójść najszybszym i zarazem najprostszym szlakiem, czyli żółtym z Tąpadeł, ale szybki rzut oka na sytuację sprawił, że zmieniłam zdanie. Idziemy mało popularną, okrężną drogą - powiedziałam córce, licząc na zrozumienie ;-) Było jej obojętne, bo i tak to ją niosłam, a perspektywa dłuższej drzemki jej nie przeszkadzała. Skierowałyśmy się na czarny szlak w kierunku Rozdroża Holtei'a i to była doskonała decyzja - byłyśmy same.

Przyjemny czarny szlak

Szlak biegnie cały czas przez malowniczy las, tylko w jednym miejscu znalazł się prześwit z widokiem. Spacer był bardzo przyjemny, niemal cały czas po płaskim. To była ta lżejsza i łatwiejsza część wędrówki, ale przyszedł w końcu czas na podejście.


Na Rozdrożu Holtei'a skierowałyśmy się na szlak czerwony - pod górę. Jego zaletą jest to, że jest krótki. Wadą - idzie się ostro pod górę. W miłym towarzystwie czas szybko mija, mała przysnęła, a ja dreptałam dzielnie pod górę. Po drodze mijałyśmy ciekawe formacje skalne typowe dla Ślęży.

Czerwonym szlakiem na Ślężę

W końcu... udało się! Dotarłyśmy na szczyt! Jeśli tyle osób odwiedza Ślężę w środę, to chyba nie chcę wiedzieć, co jest w weekend... Pokręciłyśmy się trochę, weszłyśmy też na najwyższy punkt widokowy na górze, czyli na wieżę Kościoła NMP. Mała chwilę przed szczytem się obudziła i z zaciekawieniem obserwowała okolicę. Chyba jej się podobało :-)


Cztery strony świata

Zejść zdecydowałyśmy tym najprostszym szlakiem, czyli żółtym do parkingu. Mijałyśmy sporo osób, w tym osoby z małymi dziećmi. Wygląda na to, że Ślęża jest całkiem rodzinnym szczytem. Nigdy nie patrzyłam na niego w ten sposób, ale teraz jest czas na odkrywanie gór na nowo. Dla małego człowieka nawet najkrótszy szlak jest jak wyprawa w nieznane.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz