Łódź ma wiele twarzy, ale ta przemysłowa zawsze robi na mnie największe wrażenie. Podczas długiego weekendu w mieście odwiedziłam razem z córką Białą Fabrykę – dziś siedzibę Centralnego Muzeum Włókiennictwa. To jedno z tych miejsc, gdzie historia nie jest zamknięta w gablotach, tylko dosłownie pracuje, hałasuje i opowiada ludzkie losy. Największym zaskoczeniem okazał się Łódzki Park Kultury Miejskiej – przestrzeń, która w bardzo prosty sposób pokazuje, jak żyli zwykli mieszkańcy miasta na przestrzeni dziesięcioleci. I właśnie od tego zaczęłyśmy zwiedzanie, ale potem było jeszcze ciekawiej...
O Białej Fabryce – historia, która zmieniła Łódź
Biała Fabryka to jeden z najważniejszych symboli dawnej, włókienniczej Łodzi. Została zbudowana w latach 1835–1838 przez Ludwika Geyera i była pierwszą w mieście w pełni zmechanizowaną przędzalnią i tkalnią bawełny. To tutaj uruchomiono pierwszą w Łodzi maszynę parową i postawiono pierwszy komin fabryczny – moment przełomowy dla rozwoju przemysłu. Nazwa fabryki nie jest przypadkowa. Jasny tynk wyróżniał ją na tle innych, surowych, ceglanych zakładów. Czteroskrzydłowy kompleks z kotłownią, wysokim kominem, wieżami kurzowymi i ciśnień do dziś robi wrażenie i jest jednym z najciekawszych przykładów architektury przemysłowej w Polsce. W 2015 roku Biała Fabryka została uznana za pomnik historii.
Nowe dzieje Białej Fabryki – Centralne Muzeum Włókiennictwa
Po II wojnie światowej zakłady zostały znacjonalizowane i działały pod nazwą ZPB „Eskimo”. Z czasem przemysłowe hale zaczęły pełnić zupełnie inną funkcję. Już w latach 50. XX wieku pojawił się pomysł utworzenia tu muzeum, a od 1975 roku instytucja funkcjonuje jako Centralne Muzeum Włókiennictwa. Rewitalizacja Białej Fabryki była procesem długim i etapowym, ale dziś to wzorcowy przykład adaptacji obiektu poprzemysłowego do celów muzealnych. Nowoczesne wystawy, zachowane elementy dawnej infrastruktury i ogromna skala kompleksu sprawiają, że muzeum nie tylko opowiada o historii tkactwa, ale samo staje się jej częścią.
W muzeum możecie zobaczyć następujące obiekty i wystawy stałe:
I. Łódzki Park Kultury Miejskiej – mikrohistorie, od których zaczęłyśmy
Zwiedzanie zaczęłyśmy od Łódzkiego Parku Kultury Miejskiej i to był bardzo dobry wybór. Ta część muzeum szczególnie zainteresowała moją córkę, bo zamiast „nudnej historii” pokazuje codzienne życie zwykłych ludzi. Wystawa „Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie mikrohistorie” prowadzi przez losy mieszkańców miasta od końca XIX wieku do lat 80. XX wieku. W drewnianych domach, dawnych pracowniach i mieszkaniach można zobaczyć, jak wyglądało życie rodzin robotniczych, rzemieślników, nauczycieli czy pracowników fabryk. Znajduje się na tyłach dawnej fabryki w formie małego skansenu. Muszę przyznać, że sama sentymentem oglądałam wnętrza „jak u babci”, czy pralkę Predom i inne elementy wyposażenia, jakie pamiętam z czasów dzieciństwa (lata 80. i 90.).
II. Willa Szai Światłowskiego – obejrzana z zewnątrz, ale zapadająca w pamięć
Do wnętrza willi Szai Światłowskiego niestety nie udało nam się wejść, ale sam budynek zdecydowanie wart jest uwagi. Drewniana willa z początku XX wieku, z werandami, tarasami i secesyjnymi detalami, wygląda jak wyjęta z innego świata. Została tu przeniesiona z Rudy Pabianickiej. Należała do żydowskiego przemysłowca, który kupił ją dla chorej żony. Historia tego miejsca jest zaskakująca – po wojnie mieściły się w niej mieszkania komunalne, a później willa „zagrała” w filmach, także produkcjach zagranicznych. Dziś stanowi jeden z najbardziej charakterystycznych obiektów w parku.
III. Sala maszyn w ruchu – hałas, który mówi więcej niż słowa
Sala maszyn w ruchu to jedno z najlepszych miejsc w muzeum! Ogłuszający hałas, rytmiczny stukot krosien i zapach smaru sprawiają, że na chwilę przenosimy się do tkalni sprzed ponad stu lat. W sali znajduje się kilka krosien z przełomu XIX i XX wieku oraz maszyny z lat 70. XX wieku. Widać wyraźnie, że im prostsze technicznie było urządzenie, tym więcej zależało od człowieka: jego doświadczenia, refleksu i koncentracji. Uruchomione na chwilę zabytkowe maszyny uświadomiły nam, jak wymagająca była praca tkaczy.
IV. „Miasto – Moda – Maszyna” – Łódź opowiedziana na trzech piętrach
Wystawa „Miasto – Moda – Maszyna” to nowoczesna, wielowątkowa opowieść o Łodzi. Na trzech piętrach pokazano przemysł, rozwój miasta i modę jako element codzienności jego mieszkańców. Na parterze królują maszyny i proces produkcji, wyżej miasto ze swoimi napięciami i rytmem życia, a na ostatnim piętrze moda – od wielkich marek po domowe przeróbki. To wystawa, która zostawia przestrzeń na własne interpretacje i naprawdę wciąga, nawet osoby, które nie są fanami muzeów. Młoda nie mogła oderwać oczu od pięknych sukienek, a ja przypomniałam sobie marki takie, jak Cepelia i Społem czy zakupy odzieżowe w domach towarowych, a także na targach i bazarach (kto nie przymierzał spodni na kartonie?).
Biała Fabryka i Centralne Muzeum Włókiennictwa to miejsce, które spokojnie można zwiedzać kilka godzin i wciąż mieć poczucie niedosytu. Dla mnie była to bardzo wartościowa wizyta, a dla Młodej – żywa lekcja historii, także tej najnowszej, którą pamiętam ja i jej dziadkowie. Jeśli szukasz w Łodzi miejsca, które naprawdę wciąga i zachwyca, Biała Fabryka jest jednym z najlepszych adresów.






























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz