niedziela, 12 listopada 2023

Skrzyczne z głową w chmurach. Pętla przez Malinowską Skałę i Dolinę Zimnika [Korona Gór Polski]

Jak do tego doszło - nie wiem. Nie mam pojęcia, jakim cudem w tym moim drugim okrążeniu Korony Gór Polski na Skrzyczne w Beskidzie Śląskim dotarłam dopiero jako na 21 szczyt. Przecież ja mam tam jakąś godzinę drogi. Za to, gdy już dotarłam, to natura zafundowała mi najpiękniejszy spektakl...

Mam pewną teorię. Skrzyczne jest górą, którą znam od dzieciństwa z jazdy na nartach i z dzieciństwa bardziej dorosłego z chodzenia po górach. Mimo tego nigdy jeszcze nie weszłam na nie od strony wschodniej, z Lipowej i okolic Doliny Zimnika. Miałam tam upatrzoną pętlę na 17 km i trochę wody w potoku musiało upłynąć, abym była w stanie zrobić taką trasę z Natalią. Wszystko ma swój czas i ten czas w końcu nadszedł.

Od rana nic nie zapowiadało udanej wycieczki. W nocy mocno padało, a pogoda wydawała się być nieciekawa. Podczas jazdy złapał nas kolejny deszcz, a z parkingu było widać na szczytach gór tylko chmury. Mimo tego ruszyłyśmy upierdliwym i dość męczącym niebieskim szlakiem na Skrzyczne. Młoda po kilometrze była już zmęczona, wskoczyła w nosidło i zasnęła. A ja prawie 2 h niosłam ten mój +/- dwudziestopięciokilogramowy majdan przez 700 metrów przewyższenia, zastanawiając się, czy po takim treningu nie machnąć z marszu Korony Himalajów i Karakorum.


Pół kilometra przed szczytem Natka się reaktywowała i zasilana jagodami z krzaczka wróciła na napęd nożny. Na Skrzycznem zamiast spodziewanej mgły, zastał nas prawdziwy spektakl chmur, które zastawiały większość widoków, ale za to same w sobie stały się bohaterkami panoramy. Po prawdziwej uczcie w schronisku, ponownie korzystając z paliwa jagodowego, ruszyłyśmy na Malinowską Skałę.


Odcinek Skrzyczne - Malinowska Skała jest bez wątpienia najpiękniejszym szlakiem w Beskidzie Śląskim. Choć to nieco ponad godzina marszu (z bąbelkiem liczymy x2), to ilość widoków jest po prostu nie do opisania. A te chmury... oj, chmury tego dnia spisały się na medal. 


Z Malinowskej Skały skierowałyśmy się żółtym szlakiem do Doliny Zimnika. Natka Boska wróciła do mnie na plecy, bo robiło się późno i musiałyśmy trochę czasowo nadgonić. Na zejściu towarzyszyły nam jeszcze ostatnie widoki, a samo dotarcie do asfaltu w pewnym momencie zamieniło się w spacer w dół strumykiem.


Ostatnie 4 km asfaltem pokonałyśmy już na nogach. Spacer przez Dolinę Zimnika był najmniej atrakcyjną częścią wycieczki, ale żeby zabić nudę, zrobiłyśmy sobie Przegląd Piosenki Przedszkolnej na dwa gardła i nie przeszkadzało nam, że fałszujemy obie po równo. Mam nadzieję, że żadne zwierzęta nie ucierpiały. 

To była piękna wycieczka, z sentymentalną nutą, z okrywaniem znanego miejsca na nowo i przede wszystkim z moją najtrudniejszą, ale i najwspanialszą towarzyszką podróży.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz