niedziela, 26 maja 2019

Kościół w Janowej Górze - jak z krzyża zdjęty

Janowa Góra jest najwyżej położoną i najmniejszą miejscowością w Masywie Śnieżnika. Zamieszkuje ją zaledwie kilku mieszkańców i gdyby nie bliskość stacji narciarskiej Czarna Góra oraz Jaskini Niedźwiedziej w Kletnie, to pewnie już dawno zniknęłaby z map. Podobnie jak niknie w oczach tajemniczy kościółek na zboczach góry...


Okolica od zawsze słynęła z górnictwa. Już w średniowieczu wydobywano srebro w kopalni St. Johann, od której później miejscowość wzięła swoje imię. Odkryto tu również rudy ołowiu, miedzi i żelaza. Kryzys w górnictwie przyniosła dopiero wojna trzydziestoletnia. W XVII i XVIII wieku Janowa Góra wielokrotnie zmieniała właścicieli, aż w 1837 roku stała się własnością Marianny Orańskiej. Księżniczka zarządziła budowę drogi do schroniska pod Śnieżnikiem, co w kolejnych latach zaowocowało rozkwitem ruchu turystycznego. Po drugiej wojnie światowej miejscowość się wyludniła. Przez pewien czas bezskutecznie szukano w okolicy uranu. Dziś Janowa Góra funkcjonuje głównie jako zaplecze hotelowe dla pobliskiego ośrodka narciarskiego w Czarnej Górze.


Jest jednak coś, co przypomina o dawnych mieszkańcach Johannesbergu. Powyżej drogi wzniesiono w 1826 roku niewielki kościół pw. św. Jana Nepomucena. Pełnił on głównie funkcje kościoła przycmentarnego. Jest to nieduża budowla o cechach późnobarokowych, z półkolistym prezbiterium. Na zrujnowanej nekropolii zachowało się kilka nagrobków. Gdy dotarliśmy do Janowej Góry akurat zaczął padać śnieg (była połowa kwietnia!). Na cmentarzu kwitły piękne żonkile, które momentalnie pokryły się śniegiem. Sprawiło to, że atmosfera stała się refleksyjna i posępna. 



Kościółek robi równie smutne wrażenie. Jego wnętrze jest całkiem zdewastowane, a stan techniczny pozostawia wiele do życzenia. Zawaliła się część belek stropowych i tylko kwestią czasu jest, kiedy runie dach. Ale największym zaskoczeniem jest pozostałość po ołtarzu z figurą Chrystusa wciąż wiszącą... na ścianie. Gdzie się podział krzyż i dlaczego podczas jego demontażu nie zabrano także Jezusa? Czy był w tym jakiś cel, jakaś próba przemówienia przez symbole? Na te pytania pewnie nigdy nie poznamy odpowiedzi.


Janowa Góra nie jest miejscem, w które warto pojechać specjalnie, ale jeśli będziecie w okolicy - polecam. Kościółek ze zrujnowanym cmentarzem robi wrażenie, a możliwość zajrzenia do środka i zobaczenia tych osobliwych pozostałości po ołtarzu, była ciekawym doświadczeniem. To miejsce rodzi wiele pytań i przez to wydaje się być jeszcze bardziej tajemnicze...

P.S. Kościół jest wpisany do rejestru zabytków. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza