niedziela, 11 marca 2018

Góry Opawskie: nieczynne, w budowie lub opuszczone

Gdy mówimy o województwie opolskim, to prędzej na myśl przyjdzie nam objazd po tamtejszych zamkach i pałacach niż chodzenie po górach. Warto jednak wiedzieć, że to właśnie w tym regionie wybrać się możemy w Góry Opawskie będące częścią kojarzonego z Czechami pasma Jesioników. Najwyższym wzniesieniem polskiej części Gór Opawskich jest Biskupia Kopa - mój dwudziesty szczyt Korony Gór Polski.

Teoretycznie z Wrocławia można się wybrać w Góry Opawskie na jeden dzień, jednak ze względu na liczne plany i krótki czas nasłonecznienia, postanowiłam pojechać na sobotę i niedzielę. Pogoda była piękna i słoneczna, ale cały czas trzymał kilkustopniowy mróz. Auto zaparkowałam w Jarnołtówku, w niedalekim sąsiedztwie opuszczonego ośrodka Leśnik i praktycznie przy samym szlaku czerwonym.


Podejście nie było długie - około godzinę i trzydzieści minut zajmuje dotarcie do schroniska, a następnie dwadzieścia minut dochodzi sie na sam wierzchołek. Droga niemal cały czas biegnie przez las, ale podczas zdobywania wysokości pojawiają się coraz piękniejsze widoki. Zrobiliśmy sobie krótką przerwę w schronisku (słaba, zimowa kondycja dała o sobie znać) i z nowymi siłami podjęliśmy się "ataku na szczyt".


Przyjęło się, że Biskupia Kopa jest najwyższym punktem Gór Opawskich i najwyższym wzniesieniem województwa opolskiego, chociaż szczyt znajduje się już po czeskiej stronie. Na samej górze stoi wieża widokowa - jedna z najstarszych konstrukcji tego typu, której historia sięga już drugiej połowy XIX wieku. W 1895 roku pierwsza, drewniana wieża została uszkodzona podczas burzy. Zdecydowano wtedy o jej rozebraniu i zbudowaniu nowej, murowanej wieży nazwanej z okazji zbliżającego się 50-lecia panowania cesarza Franciszka Józefa I - Kaiser Franz Josef Warte. Osiemnastometrową konstrukcję otwarto w sierpniu 1898 roku.


Niestety mimo weekendu wieża była nieczynna. W maju 2017 roku rozpoczął się jej remont, którego nie ukończono do dziś (marzec 2018). Podobno po drodze pojawił się konflik między zarządcą obiektu a właścicielem - nie znam szczegółów, ale niestety wygląda na to, że temat utknął w martwym punkcie. Bardzo żałowałam, że nie udało się wejść na górę, ale nic nie dało się na to poradzić. Ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem w kierunku Przełęczy Mokrej.



Robiło się coraz później, byliśmy głodni i zmarznięci, więc na przełęczy odbiliśmy na żółty szlak do schroniska, podziwiając piękną panoramę w kierunku Srebrnej Kopy. Do Jarnołtówka zeszliśmy żółtym szlakiem - tzw. Drogą Amalii i w rejonie Przełęczy pod Pasterką skręciliśmy w ścieżkę, która doprowadziła nas prosto do auta.


Noc spędziliśmy w Głuchołazach i z samego rana wybraliśmy się na Przednią Kopę. Pogoda była jeszcze lepsze niż w sobotę - zrobiło się cieplej, niebo było bezchmurne i pierwszy raz w tym roku można było poczuć, że idzie wiosna. Na szczyt dotarliśmy po niecałej godzinie czerwonym szlakiem i od razu naszym oczom ukazał się cel wędrówki - nieczynne schronisko i wieża widokowa.


W latach 70. XIX wieku Głochołazy starały się o uzyskanie statusu uzdrowiska - wytyczono wtedy szlaki turystyczne, a w 1898 roku na Przedniej Kopie wybudowano wieżę - Hohenzollernwarte. Niedługo później powstał tam również bufet, a w 1927 roku otwarto schronisko. Obiekty cieszyły się dużym zainteresowaniem przyjezdnych i mieszkańców aż do wybuchu wojny. Po II wojnie światowej schronisko zdewastowano, a wieża została obniżona o 5 metrów na polecenie władz wojskowych. Od 1960 roku po remoncie otwarto obiekt jako Dom Wycieczkowy. W 1996 roku budynek spłonął i przez wiele lat pozostawał w stanie trwałej ruiny. Dopiero niedawno pojawiła się szansa dla schroniska - obecnie prowadzony jest remont i podobno już w 2019 roku ma nastąpić otwarcie obiektu.


Postanowiliśmy zejść inną drogą - żółtym szlakiem, z którego roztaczał się przepiękny widok na Biskupią Kopę. Po drodze mijaliśmy tabliczkę informującą o zaporze z XIII-XV wieku na Sarnim Potoku. Był to jeden z najstarszych obiektów hydrotechnicznych na Śląsku - obecnie niestety zachował się po nim tylko kształt terenu. W Głuchołazach zakończyliśmy swoją przygodę z Górami Opawskimi. Dwa, moim zdaniem, najciekawsze miejsca udało się zaliczyć i już teraz wiem, że w przyszłości bardzo chętnie wrócę w te okolice, tyle że na czeską stronę - w Jesioniki. 

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy blog, zaczęłam czytać o Górach Opawskich a skończyłam na pierwszym wpisie bloga.
    Była to bardzo ciekawa lektura na poniedziałkowy poranek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję i zapraszam ponownie :) Nie tylko w poniedziałki :)

    OdpowiedzUsuń