piątek, 21 listopada 2025

Serce czy głowa? Zakałcze Wielkie: grobowiec i dwór.

Czasem najciekawsze miejsca trafiają się przypadkiem. Tak było w tym przypadku: wracając z grobowca-piramidy w Rapie, skręciłam w szutrową drogę, bardziej z ciekawości niż z planu. Droga prowadziła przez pola, a na końcu – na skraju lasu – pojawiła się niewielka wieś i obiekt, którego w ogóle nie miałam na liście. Grobowiec, który okazał się jednym z bardziej zagadkowych miejsc na Mazurach.

Zakałcze Wielkie i zapomniany dwór

Zakałcze Wielkie (dawniej Gross Sakautschen) to niewielka wieś na Mazurach. Historia majątku jest niepełna – brakuje dokumentów, a część informacji opiera się na ustaleniach regionalistów. Wiadomo jednak, że od początku XIX wieku aż do 1916 r. ziemie należały do rodziny Steinerów. W 1917 roku majątek kupił Bruno Bark, który gospodarował tu przed wojną, prowadząc m.in. gorzelnię i mleczarnię.

Do dziś zachował się dwór – parterowy, murowany, z charakterystyczną trójkątną wystawką wspartą na czterech kolumnach. Po wojnie mieścił się tu PGR, potem budynek wielokrotnie przebudowywano. Obecnie jest własnością prywatną, stoi pusty i nieużytkowany.


Kaplica grobowa – więcej pytań niż odpowiedzi

W niewielkiej odległości od wsi, na skraju lasu i pola, stoi kaplica grobowa określana często jako grobowiec Steinerów – choć dziś już wiadomo, że ta nazwa może być błędna. Przez lata przyjmowano, że kaplica powstała około 1860 r. – sugerowały to m.in. inskrypcje oraz wyryte na słupie ogrodzenia serce z datą „1863”. Jednak analiza konstrukcji zmieniła tę narrację: beton ze śladami szalunków wskazuje raczej na lata 20. XX wieku, czyli już okres rodziny Barków. Nie ma jednak jednoznacznych dowodów, kto faktycznie został tu pochowany.

Wiadomo natomiast, że szczątki po wojnie potraktowano dość brutalnie. Podczas remontu kaplicy w 2004 roku wydobyto dwie trumny ze zmumifikowanymi ciałami bez głów. Tu teorii było kilka, ale ich sens sprowadzał się do tego, że czaszek użyto do zabawy: gry w piłkę lub straszenia czerepami nabitymi na kije. Nie był to wyjątek – podobny los spotkał szczątki z pobliskiej Rapy czy mumie z Kopic (opolskie) oraz wiele innych za tzw. "ziemiach odzyskanych". W 2004 roku prochy zabezpieczono i ustawiono w zamkniętych trumnach na stojakach.

Nowe odkrycia podczas remontu

Kaplica nie była remontowana od czasu swojego powstania i na przestrzeni dziesięcioleci niemal obróciła się w ruinę. Dopiero niedawno gmina otrzymała środki na konserwację, w ramach której zabezpieczono wnętrze, przeniesiono szczątki, a trumny poddano renowacji. Podczas odkopania fundamentów odkryto kilka anonimowych szkieletów. To najpewniej resztki dawnego cmentarza dla mieszkańców wsi, którego zarys dziś jest już niemal niewidoczny. Wśród wysokich traw przebijają się skromne w formie, niemal ascetyczne nagrobki z ledwo widocznymi inskrypcjami.


Zakałcze Wielkie to przykład miejsca, które swoją tajemniczością wzbudza zainteresowanie. Być może dopiero analiza antropologiczna szczątków pozwoli ustalić ich wiek i da odpowiedź na pytanie, kim były osoby tu pochowane. Na razie to jedno z tych mazurskich miejsc, które bardziej intryguje swoim brakiem pewności niż gotową opowieścią.

Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która doda mi energii do działania :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

czwartek, 20 listopada 2025

"Akwedukty" Puszczy Rominckiej. Mosty w Stańczykach, Kiepojciach i Botkunach

Puszcza Romincka to jeden z najdzikszych zakątków północno-wschodniej Polski. Morenowe wzgórza, głębokie doliny i chłodne rzeki tworzą krajobraz, który bardziej przypomina Skandynawię niż Mazury. A jednak to właśnie tutaj, w tych polodowcowych lasach, powstała na początku XX wieku linia kolejowa o znaczeniu strategicznym. Mimo że po torach nie zostały już nawet ślady, to w lasach wciąż zachowały się  budowle rodem z południowej Europy – ruiny dawnej potęgi Prus Wschodnich.

Puszcza Romincka i historia linii kolejowej

Linia Gołdap–Żytkiejmy miała od początku podwójne zadanie: przewozić mieszkańców i turystów, ale też – a może przede wszystkim – służyć wojsku. Jej budowę rozpoczęto w 1907 roku. W 1908 roku doprowadzono ją do Żytkiejm, a po I wojnie światowej ruszyła dalsza rozbudowa. W 1927 roku linia osiągnęła Gołdap, zamykając połączenie z Gąbinem (dzisiejszym Gusiewem w Rosji). Był to czas, gdy Prusy Wschodnie chciały pokazać swój rozmach – mosty projektowali włoscy architekci, stylizując je na rzymskie akwedukty, a cała trasa stała się dumą regionu. Wszystko skończyło się po 1944 roku. Gdy zimą wkroczyła Armia Czerwona, tory rozebrano i wywieziono jako zdobycz wojenną.

Mosty w Stańczykach w latach 30. XX wieku

Mosty w Stańczykach – marzenie pachnące hot-dogiem

Mosty w Stańczykach to najwyższe wiadukty kolejowe w Polsce (za to najdłuższy znajduje się w Bolesławcu), osiągające ok. 36,4 m wysokości i ok. 182 m długości. Powstały w latach 1912–1914 jako część planowanej magistrali prowadzonej przez trudny, pagórkowaty teren Puszczy Rominckiej. Konstrukcja jest pięcioprzęsłowa, wykonana z żelbetu i stylizowana na rzymskie akwedukty – nie z powodów estetycznych, ale ze względu na wytrzymałość i równomierne rozłożenie obciążeń na dolinę rzeki Błędzianki. Co ciekawe, choć wybudowano dwa równoległe mosty, pociągi nigdy nie jeździły tu regularnie z wykorzystaniem obu przepraw. Drugi wiadukt został ukończony dopiero w latach 20., a ruch pasażerski na całej trasie trwał zaledwie kilkanaście lat. 


Stańczyki chodziły mi po głowie od dawna. Widziałam zdjęcia tych "polskich akweduktów", najwyższych mostów kolejowych w kraju, i rozpalały one moją wyobraźnię o odkrywaniu zapomnianej historii tego miejsca. Rzeczywistość okazała się inna. Na miejscu zastałyśmy potężny parking, budkę z fastfoodami, rząd straganów i kasę biletową. Wokół mostów krążyły zorganizowane wycieczki, a ja zadawałam sobie w głowie pytanie: dlaczego byłam pewna, że to miejsce jest opuszczone?

Mimo wszystko nie da się ukryć, że same mosty robią ogromne wrażenie. Są największe na całej linii i mimo turystycznej oprawy – wciąż niezwykłe.

Mosty w Kiepojciach – cisza i cegła

Ze Stańczyków pojechałyśmy dalej – do Kiepojć. Już po drodze przejechałyśmy pod jednym z wiaduktów linii, co samo w sobie robi klimat. Mosty w Kiejpociach są mniejsze, niższe, o pięknych łukach i surowej konstrukcji. Jeden ukończono przed I wojną, drugi zaczęto budować w 1918 roku, ale nie zdążono dokończyć nasypów.

Konstrukcje są niższe niż w Stańczykach (około 20–25 m wysokości), ale zachwycają połączeniem żelbetu i cegły, której użyto do wykończenia łuków i podpór. To wyróżnia je na tle całej linii i sprawia, że są jednymi z ciekawszych obiektów inżynieryjnych regionu. Podobnie jak w Stańczykach, powstały dwa równoległe wiadukty, ponieważ linia była projektowana jako dwutorowa lub miała umożliwiać błyskawiczne przełączenie ruchu, gdyby jeden tor został uszkodzony. To charakterystyczna cecha infrastruktury budowanej na terenach o strategicznym znaczeniu dla armii pruskiej. Mosty przerzucono nad doliną rzeki Bludzianki, a teren wokół jest znacznie mniej przekształcony niż w Stańczykach. Dzięki temu Kiepojcie zachowały swój pierwotny, niemal „techniczo-leśny” charakter. 


Usytuowane na skraju wsi, z dojazdem drogą szutrową, mają dużo uroku nawet mimo mniejszej skali. Wrażenie robi ich surowość oraz położenie w odosobnieniu – jeszcze nie urbexowym, ale już mocno klimatycznym.

Mosty w Botkunach – sen urzeczywistniony

Botkuny skradły nam serca od pierwszego kroku. Już sam dojazd jest przygodą; prowadzi śladem dawnego torowiska, które przez dziesiątki lat zamieniło się w... leśną drogę.  Mosty w Botkunach to dwa równoległe wiadukty kolejowe przerzucone nad doliną rzeki Jarki. Powstały, podobnie jak wcześniej wspomniane, w latach 1912–1914 jako część jednej z najbardziej wymagających technicznie tras kolejowych w dawnych Prusach Wschodnich. Ich konstrukcja jest żelbetowa, a wysokość dochodzi do około 20 metrów, co sprawia, że Botkuny są jednymi z największych obiektów inżynieryjnych na tym fragmencie magistrali.

Podobnie jak w Stańczykach i Kiepojciach, zbudowano dwa niezależne wiadukty, co miało zwiększyć bezpieczeństwo i przepustowość linii. W czasie wojny zakładano, że nawet jeśli jeden z mostów zostanie uszkodzony, drugi pozwoli utrzymać ciągłość transportową. To typowe dla infrastruktury projektowanej w otoczeniu poligonów i terenów o znaczeniu militarnym. Dolina Jarki, nad którą przerzucono mosty, jest głęboka, wąska i porośnięta gęstym lasem. To sprawia, że przeprawa w Botkunach jest mniej widoczna z daleka, ale na miejscu robi ogromne wrażenie – szczególnie obserwowana z poziomu rzeki. Wiadukty są zachowane w surowej formie.

Ciekawostką jest to, że obiekty w Botkunach znajdują się na jednym z najbardziej odludnych fragmentów dawnego torowiska. Prowadzi do nich leśna droga poprowadzona dokładnie po nasypie kolejowym, a sama lokalizacja sprawia, że miejsce pozostało praktycznie niezagospodarowane turystycznie. Dzięki temu Botkuny są jednymi z najlepiej zachowanych i najmniej przekształconych obiektów tej linii.

...i właśnie to chciałam zobaczyć, o tym przez wszystkie te lata marzyłam :-)



Nasza wyprawa śladem dawnej linii Gołdap–Żytkiejmy–Gąbin okazała się czymś więcej niż spacerem po ruinach. Była wspaniałym przeżyciem oraz spełnieniem marzeń o odkrywaniu fascynującej historii mazurskich kolei. Monumentalne mosty w Stańczykach, dzikie w Kiepojciach i tajemnicze w Botkunach – każdy z nich opowiada własną historię, którą przesiąknięte są lasy Puszczy Rominckiej.

Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która doda mi energii do działania :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

piątek, 14 listopada 2025

Wieża ciśnień w Gołdapi. Zamiana wody w kawę... na wysokości.

Gdzie można napić się kawy 46 metrów nad ziemią, podziwiając panoramę Mazur Garbatych? Czy wiesz w ogóle, że Mazury są nie tylko krainą jezior, ale też wzgórz, na których można zimą pojeżdzić na nartach? Mało znaną twarz tej krainy odkryjesz w Gołdapi. Stojąca dumnie przy ulicy Paderewskiego wieża ciśnień jest nie tylko jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta, ale też przykładem, jak zabytki mogą otrzymać drugie życie. 

Gołdap – miasto na styku historii i natury

Gołdap to najbardziej wysunięte na północny-wschód miasto Polski – do granicy z Rosją (przejście graniczne Gołdap-Gusiew) jest około 3-4 km od centrum Gołdapi. Założone w 1565 roku z polecenia księcia pruskiego Albrechta Hohenzollerna, przez wieki przechodziło burzliwe koleje losu. Wojny, pożary i epidemie wielokrotnie niszczyły miasto, które jednak zawsze się odradzało. W XIX wieku Gołdap rozkwitła gospodarczo – powstała linia kolejowa, browary, drukarnie, rzeźnia i gazownia. Wtedy też pojawiła się potrzeba unowocześnienia infrastruktury – a wraz z nią pomysł budowy miejskich wodociągów i wieży ciśnień. Dziś Gołdap znana jest jako jedyny mazurski kurort uzdrowiskowy, z tężniami solankowymi, parkiem zdrojowym i stokiem narciarskim na Pięknej Górze. 

Wieża ciśnień – ceglana dama z 1905 roku

Gołdapska wieża ciśnień powstała w 1905 roku, zbudowana przez gdańską firmę A. W. Müller. Stanowiła kluczowy element nowo powstałej sieci wodociągowej, zastępując dziewięć miejskich pomp, z których przez stulecia czerpano wodę. Wzniesiona z czerwonej cegły ceramicznej, na planie koła z sześciokątną podstawą, mierzy aż 46,5 metra wysokości. Jej elegancka kopuła, zwieńczona latarnią i iglicą, przez dziesięciolecia była najwyższym punktem w mieście. Wewnątrz mieścił się zbiornik o pojemności 250 m³ wody, który zapewniał zaopatrzenie dla całej Gołdapi.

Co niezwykłe, wieża przetrwała obie wojny światowe – jako jedna z nielicznych w mieście. Pozostały po niej jedynie ślady po postrzałach, które do dziś można dostrzec w ceglanej elewacji. Służyła mieszkańcom aż do 1986 roku, kiedy to pękł jej zbiornik i wieżę wyłączono z użytku. Przez kolejne lata niszczała, popadając w zapomnienie.

Nowe życie wieży – od ruiny do turystycznej perły

Przełom nastąpił w 2008 roku, kiedy przedsiębiorca i pasjonat zabytków, Henryk Górny, postanowił tchnąć w wieżę nowe życie. Po gruntownym remoncie budowla zyskała dwa nowoczesne tarasy widokowe, które harmonijnie wkomponowano w historyczną bryłę. W lipcu 2009 roku odbyło się uroczyste otwarcie. Od tego momentu wieża stała się jedną z największych atrakcji turystycznych Gołdapi. 

Dziś można wjechać na górę windą, by podziwiać rozległą panoramę miasta, Puszczy Rominckiej i okolicznych jezior. W miejscu dawnego zbiornika, na dwóch poziomach, ulokowano kawiarnię z najlepszym widokiem w całej okolicy! Na niższych kondygnacjach mieszczą się wystawy o historii obiektu i miasta; na parterze działa też sklepik z pamiątkami i kasa biletowa. To doskonałe miejsce na spokojne popołudnie lub rodzinny wypad.


Warto zobaczyć przy okazji – tężnie solankowe i park zdrojowy

Jeśli już odwiedzasz wieżę, koniecznie wybierz się także do Parku Zdrojowego nad jeziorem Gołdap. Znajdują się tam dwie imponujące tężnie solankowe, których budowę ukończono w 2014 roku. To jedne z największych tego typu obiektów w północnej Polsce. Spacer pośród mgiełki solankowej nie tylko relaksuje, ale też korzystnie wpływa na drogi oddechowe. W pobliżu tężni działa pijalnia wód mineralnych, grota solna, a zimą – trasy narciarskie na Pięknej Górze. Gołdap naprawdę potrafi zaskoczyć.


Wieża ciśnień w Gołdapi to wyjątkowy zabytek techniki i ciekawa atrakcja turystyczna. Jeśli planujesz podróż po Mazurach, zatrzymaj się tutaj na chwilę, by złapać oddech, odpocząć i napić się pysznej kawy. Informacje o biletach i godzinach otwarcia znajdziesz na stronie internetowej obiektu.





Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która doda mi energii do działania :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to