poniedziałek, 12 sierpnia 2024

Kryłów - zamek w zakolu Bugu

Kryłów jest niewielką wsią na Lubelszczyźnie, położoną nieopodal Hrubieszowa. Na malowniczej wyspie w zakolu Bugu, który w tym miejscu wyznacza granicę polsko-ukraińską, zachowały się ruiny XVI-wiecznego zamku. Dzięki przeprowadzonej niedawno rewitalizacji terenu, Kryłów stał się ciekawym miejscem na spacer lub odpoczynek podczas zwiedzania okolicy.

Ślady osadnictwa w Kryłowie (lubelskie) sięgają już X wieku, a prawa miejskie Kryłów otrzymał około 1497 za sprawą Mikołaja Tęczyńskiego, który zaczął budować zamek. Wcześniej istniała tu prawdopodobnie konstrukcja drewniana, a murowana warownia wzniesiona została w XVI wieku. Obiekt był na przestrzeni wieków przebudowywany. 

W 1656 został zdobyty i częściowo zniszczony przez Szwedów, następnie przez przez Rosjan, a ostatecznie wysadzili go Kozacy. Odbudował go Hieronim Radziejowski. Po przejęciu Kryłowa przez Krzysztofa Towiańskiego, a potem Prażmowskich zamek popadał w ruinę. Kolejnych zniszczeń dokonali w 1710 Szwedzi. W 1753 zamek był już opuszczony. Do dziś zachowały się fragmenty murów, wały obronne i potężna ceglana basteja o murach grubości dochodzącej do 2-3 metrów.

W 1704 Kryłów kupił Krzysztof Towiański, następnie właścicielami zostali przedstawiciele rodów Prażmowskich, od 1754 Jeżewscy, od 1781 Chrzanowscy, od 1878 Horodyscy. Na początku XIX wieku w pobliżu zamku powstał pałac, który niestety został zniszczony podczas II wojny światowej, a następnie rozebrany w 1950 roku. Zachowała się po nim jedynie brama z 1820 roku, będąca jedyną na Lubelszczyźnie bramą z domkiem odźwiernego. Obecnie w bramie mieści się sklepik, galeria regionalna i centrum informacyjne. Podczas naszej wizyty trwały przygotowania do imprezy muzyczno-tanecznej. 

Kryłów był ostatnim przystankiem podczas intensywnego dnia jazdy wzdłuż granicy Polski i Ukrainy. Dotarliśmy wreszcie nad Bug, który jest wyraźnym wyznacznikiem podziału, jaki zaistniał w tym miejscu po II wojnie światowej. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś była to centralna Polska. 






Dwór Lityńskich i Romerów w Wierzbicy. Kolumny i lamperie

Nadgraniczna osada Wierzbica raczej nie jest miejscem, do którego zapuszczają się turyści. Wioska leży w województwie lubelskim i jest częścią gminy Lubycza Królewska niedaleko Tomaszowa Lubelskiego. Dojechaliśmy doń po nadgryzionej przez ząb czasu drodze wiodącej przez pola. Wierzbica do jeden zakład rolny, kilka domów, blok z okresu PGR i plac zabaw. Za zarośniętym ogrodzeniem kryje się coś jeszcze - opuszczony, murowany dwór Lityńskich i Romerów.

Wiadomo, że wieś istniała w tym miejscu już w XIV wieku, jednak jej świetność pokrywa się z okresem istnienia gospodarstwa i dworu. W XVIII stuleciu jedyna córka Jerzego Papary, Rozalia (Róża), poślubiła Stefana Jana Lityńskiego herbu Sas, wnosząc mu w posagu Wierzbicę. Po Stefanie Janie dobra odziedziczył jego syn, Józef Gabriel. To właśnie za czasów Lityńskich w 1846 roku w Wierzbicy powstał parterowy dwór. 

Ostatnimi właścicielami Wierzbicy, od końcówki XIX wieku do wywłaszczenia po drugiej wojnie światowej, była rodzina Romerów. W okresie ich władania dwór został rozbudowany o jedno piętro w części centralnej. Wybuch I wojny światowej przerwał prace i budynek aż do 1925 roku pozostawał w stanie surowym. Po zakończeniu prac jego dominantę tworzyła nadbudowana trójosiowa dwukondygnacyjna część środkowa, nakryta czterospadowym dachem. Dwór mieścił kwadratowy salon o wymiarach 10 x 10 m, bibliotekę, pomieszczenia mieszkalne i gościnne, a otaczał go okazały park. 

W czasie II wojny światowej dwór został spalony przez oddziały UPA, a po wojnie odbudowany i przeznaczony na siedzibę nowo powstałego PGR-u. Mieściła się tu także stołówka i pokoje gościnne. Jeszcze w latach 80. podobno nie wyglądał źle, ale już było widać po nim upływ czasu. Niestety okres PRL przyniósł też całkowitą dewastację oryginalnego wyposażenia wnętrz, a zdobienia i mozaiki zastąpiły olejne lamperie i lastryko. Obecnie zniszczony pałac znajduje się w rękach prywatnych i pozbawiony konserwacji obraca się w ruinę. 








Pałac Dołhobyczów. Rezydencja na granicy

Jadąc wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej, trafialiśmy nie tylko na cerkwie. Jednym z zabytków napotkanych na drodze był XIX-wieczny pałac w Dołhobyczowie, który dawniej należał do rodziny Rastawieckich. W przeszłości był bogato urządzony i wyposażony w dzieła sztuki, a obecnie wystawiony jest na sprzedaż. Czy ktoś go kupi i tchnie w niego nowe życie?

Wieś Dołhobyczów wzmiankowana była po raz pierwszy w 1430 roku i na przestrzeni wieków należała między innymi do starosty bełskiego, Mikołaja Mnicha, następnie do rodu Rogalów, Grzymałów i Mrozowickich herbu Prus III. Od końca XVIII wieku właścicielami byli Rastawieccy, za panowania których wcześniejszy dwór został rozbudowany w parterowy pałac. 

Okres świetności majątku przypada na czasy Edwarda Rastawieckiego - historyka sztuki, archeologa i kolekcjonera. W 1837 roku pałac został znacząca rozbudowany według projektu architekta Antoniego Corazziego przy udziale Antoniego Becka. Dobudowano jedno piętro i oficyny, powstała stajnia z wierzą, rządcówka i spichlerz. Ponadto powstał przypałacowy park. Ostatnimi przedwojennymi właścicielami dóbr w Dołhobyczowie byli Jan i Maria Świeżawscy. Podczas II wojny światowej musieli opuścić swój majątek, a w 1944 roku pałac spalono. Już dwa lata później, w ramach reformy rolnej, obiekt został włączony do PGR. 

W 1982 roku przeprowadzono rewitalizację zabytku, który obecnie znajduje się w rękach prywatnych. Widać, że niedawno prowadzono prace remontowe, jednak pałac nadal pozostaje niezagospodarowany i wystawiony jest na sprzedaż za 7,5 miliona złotych. Jaka będzie jego przyszłość? Tego niestety nie sposób przewidzieć.