wtorek, 17 listopada 2020

Pomału. Kościelec Mały w Beskidzie Małym

Tegoroczna jesień upłynęła nam pod znakiem górskim. Spędziliśmy tydzień Bieszczadach oraz robiliśmy sobie spokojne jednodniowe wycieczki w Beskid Mały. Dlaczego akurat tam? To dotychczas mało znane nam pasmo, a szlaki są mniej oblegane niż popularny Beskid Śląski i Żywiecki. Zobaczcie, gdzie można wybrać się na wędrówkę, by uniknąć tłumów.

Może na początek napiszę, gdzie ludzi zawsze jest dużo. Popularnymi miejscami Beskidu Małego niewątpliwie są Magurka Wilkowicka, Hrobacza Łąka i góra Żar (zwłaszcza że można wjechać na nią kolejną). Nieco mniej osób wybiera Potrójną i Leskowiec. A totalnymi pustkami świeci szlak, który dziś opiszę.

Góra Żar

Samochód zaparkowaliśmy w Czernichowie na sporym parkingu naprzeciwko OSP. Wolnych miejsc było dużo, co było miłą odmianą od tego, co doświadczyliśmy w górach na poprzednich wycieczkach. Parking znajduje się nad rzeką Sołą, de facto na szlaku, więc jest to idealny punkt startowy. Obraliśmy czarny szlak, który niemal od razu przeprawia się przez rzekę malowniczą kładką, a następnie biegnie po drugiej stronie nurtu. Z oddali zobaczyć można drewnianą dzwonnicę z XIX wieku.


Czarny szlak dochodzi do żółtego w Międzybrodziu Żywieckim, kończąc swój bieg. Odbiliśmy w prawo (no dobra, najpierw w lewo, bo mieliśmy nieplanowany powrót małżonka do auta po zapomnianą torbę z pieluchami dla młodej)... a zatem po godzinie mogliśmy w końcu odbić na ten żółty szlak w kierunku Lasu Czarnociego. Idzie się przez las, podejście jest momentami dość konkretne - niech Was nie zmyli ten Beskid "Mały". On czasami powinien się nazywać Beskid Ostry. Po drodze przebijają się ładne widoki na okolicę.


Z Lasu Czarnociego zdecydowaliśmy się odbić szlakiem żółto-niebieskim, a następnie niebieskim na Kościelec Mały (795 m n.p.m.). Nie jest to jakoś wybitnie znany czy atrakcyjny szczyt, ale fajnie było jednak jakąś górę podczas wędrówki zaliczyć. Kościelec oznaczony jest tabliczką na drzewie, wśród drzew widać kawałek góry Żar. Można stąd kontynuować wędrówkę w stronę Wielkiej Cisowej Grapy, my jednak zawróciliśmy.


Po drodze mijaliśmy bardzo atrakcyjne miejsce - Polanę Kowalówkę. Roztacza się z niej cudowny widok na Beskid Mały i Śląski oraz na Jezioro Żywieckie. To dobre miejsce na rozłożenie koca i zjedzenie drugiego śniadania. Na polanie znajduje się znak kierujący do mogiły żołnierza, jednak nie udało nam się jej znaleźć. Co to za grób - to najwyraźniej pozostanie dla nas tajemnicą.

Aby urozmaicić sobie wędrówkę, w dół ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku elektrowni wodnej. Ścieżka była przyjemna i malownicza, co dodatkowo podkreślała wchodząca powoli do lasu jesień.  Na dole naszym oczom ukazała się zapora wodna, będąca częścią elektrowni z 1966 r., która wykorzystuje naturalny przepływ Jeziora Żywieckiego. Jej praca reguluje możliwości energetyczne elektrowni Żar. Następnie brzegiem rzeki dotarliśmy do parkingu.


Przeszliśmy tego dnia prawie 11 km - to była przyjemna, niezbyt wymagająca wycieczka. Idealna trasa na wędrówkę z dzieckiem. Największym jej plusem była jednak cisza i spokój - przez cały dzień na szlaku spotkaliśmy tylko parę osób. Warto wybrać czasem mało znane szlaki, aby oderwać się od zgiełku. Beskid Mały jest pod tym względem idealny.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza