wtorek, 5 lutego 2019

Opowieści z krypty - o dawnym pałacu w Maciejowej

Dolny Śląsk upstrzony jest rezydencjami, pałacami i dworkami. Wiele z nich do dziś cieszy oko, część pozostaje w ruinie, a sporo po wojnie zniknęło z powierzchni ziemi. O tych ostatnich przypominają nieraz już tylko zdziczałe ogrody czy ledwo widoczne zarysy przypałacowych parków. W Maciejowej (dzielnica Jeleniej Góry) znajdziemy taki właśnie ledwo widoczny okruch dawnej świetności tego miejsca. Choć po pałacu nie zachował się już nawet ślad, to tajemniczy park przypomina o historii tych ziem...

Jedziemy z Wrocławia drogą krajową numer 3. Już kawałek przed Jelenią Górą zaczynają się drogowskazy informujące o pobliskich atrakcjach. Nic dziwnego, zbliżamy się przecież do słynnej Doliny Pałaców i Ogrodów. O tym, że w Maciejowej znajdował się jeden z najciekawszych pałaców Kotliny Jeleniogórskiej, znaki milczą. No bo po co chwalić się czymś, czego już nie ma? Zjeżdżamy w boczną uliczkę i zostawiamy auto koło składu budowlanego. Na dzień wycieczki wybraliśmy 1 listopada - wokół pusto i głucho, wszyscy są na cmentarzach.


W czasach średniowiecza w Maciejowej powstała gotycka wieża mieszkalna otoczona fosą. Przez wieki budowla ewoluowała, aż w XVII wieku zasypano fosę i w jej miejscu powstał pałac. Ciągłe przebudowy doprowadziły w połowie XIX wieku majątek w Maciejowej na skraj bankructwa. W 1872 roku pałac trafił w dobre ręce Emila Beckera - przemysłowca z Berlina. Dokonał on gruntownej modernizacji rezydencji, wyposażył ją w bogate zdobienia, robione na zamówienia meble oraz imponujące zbiory kolekcjonerskie. Po jego śmierci w 1891 roku pałac trafił w ręce jego córki - Marii i jej męża - Johanna von Neumanna i to dzięki nim w 1895 roku budynek wyposażono w centralne ogrzewanie i energię elektryczną. Niestety byli oni ostatnimi właścicielami pałacu, którym na nim zależało.

Spadkobiercy Neumanna oddali pałac miastu. Kolejni właściciele nie interesowali się majątkiem. W 1943 roku obiekt skonfiskowało państwo niemieckie, przebudowując pałac i tworząc w nim mieszkania dla pracowników zakładu badawczego. Po II wojnie światowej na chwilę trafił w ręce Sowietów, którzy zrabowali cenne wyposażenie i dokumenty. Brak opieki i kolejne grabieże doprowadziły obiekt do katastrofalnego stanu. 700-letnia historia pałacu zakończyła się w pierwszej połowie lat 60. XX wieku, kiedy obiekt rozebrano. Pozostał tylko park.


Dziś nic nie wskazuje na to, że kiedyś w tym miejscu stał piękny pałac. Patrzę z refleksją na kawałek starego, kamiennego muru i zastanawiam się, czy może być to fragment dawnych zabudowań dworskich. Trudno powiedzieć, bo jedyne wyraźnie zachowane pamiątki z czasów świetności miejsca spotkać można dopiero w parku. Jest on trochę zarośnięty, ale widać, że komuś zależy na tym miejscu. Co kawałek spotykamy tablice z historią i zalaminowanymi zdjęciami oraz mapkami. Widać, że przygotował je pasjonat, lokalny działacz i nie jest to inicjatywa miasta. Tym bardziej jestem pełna podziwu, że komuś się chciało. Z pewnością nie jest to popularna turystyczna destynacja i cieszę się, że ktoś dba o pamięć dawnych mieszkańców.


Pierwszym obiektem, który rzuca się w oczy podczas podejścia na parkową górę, jest mauzoleum rodziny Beckerów. To właśnie tutaj pochowano Emila Beckera po jego śmierci w 1891 roku. Neoklasycystyczny grobowiec wzniesiono z dbałością o najmniejsze szczegóły, a do jego budowy użyto szlachetnego czerwonego granitu. Niestety mauzoleum, podobnie jak pałac, zostało splądrowane i zdewastowane. Można jednak do niego podejść, zajrzeć do środka... i prawie dostać zawału serca! W zacienionym wnętrzu mieszka stwór. Kiedyś w tym miejscu stała figura Chrystusa, a dziś jest tylko ON. Strażnik grobowca. Potwór z Maciejowej. Na szczęście nie niepokojony pozostaje niegroźny, ale lepiej nie ryzykować, idziemy dalej. 


Poruszając się po parku, co chwila mijamy piękne okazy starych drzew - buków, świerków, dębów. Widać, że były to celowe nasadzenia i park musiał być doskonałym miejscem do spacerów dla mieszkańców pałacu. Zespół pałacowy miał powierzchnię około 6,65 hektara, w parku znajdowało się 11 stawów, mnóstwo ścieżek, a nawet pozostałości zamku zniszczonego podczas wojen husyckich. Choć park i jego zabytki podlegają ochronie konserwatorskiej, to trzeba mocno wytężyć wyobraźnię, aby zobaczyć to miejsce w czasach jego świetności.


Na samym szczycie góry czeka na nas jeszcze jedna atrakcja - ruiny wieży widokowej. Została ona zbudowana w 1847 roku przez jeleniogórską spółkę "Lange & Hoffmann" na górce o wysokości 417 m n.p.m. Wznosiła się na wysokość 47 metrów, a na jej szczycie znajdował się 6-ciometrowy maszt, na którym wieszano flagę państwową. Wieżę można było zwiedzać, a kluczami do niej dysponował jej opiekun zamieszkujący pobliski folwark. Wieża - również zdewastowana - prawdopodobnie przechodzi powoli remont. Tak można wywnioskować, patrząc na uporządkowany teren wokół konstrukcji. Niestety tego dnia - w święto - nie spotkaliśmy nikogo, kogo można by było podpytać więcej na ten temat. Nawet jeśli pasjonaci porządkują teren, to obawiam się, że bez dobrej woli miasta nie uda się tu zbyt wiele zdziałać.


Z wieży zeszliśmy nieco naokoło z powrotem do auta. W jesiennym słońcu park mienił się kolorami. Zasypane liśćmi ścieżki były ledwo widoczne. Smutno się patrzy na takie miejsca, niewątpliwie pełne uroku, ale z jakichś powodów zapomniane i niechciane. Cieszę się, że znalazł się ktoś chętny do uporządkowania terenu i przygotowania tablic oraz drogowskazów, ale niestety ratowanie zabytków wymaga dużych nakładów. Może miasto Jelenia Góra przypomni sobie w końcu o Maciejowej, zachęcone popularnością Doliny Pałaców i Ogrodów?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz