poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Klasztor Karmelitów bosych w Zagórzu - ciągle pod górkę

Wielu turystów jadąc w Bieszczady, pragnie czym prędzej znaleźć się jak najbliżej połonin (lub nad Soliną, by pić piwo:-)), pomijając ciekawe miejsca, jakie można odwiedzić po drodze. Dziś pokażę Wam jeden z takich niezwykłych obiektów. Pod Sanokiem, zwanym Bramą Bieszczad, w miejscowości Zagórz odwiedzić można malowniczo położone ruiny Klasztoru Karmelitów bosych. Jego historia jest dość burzliwa...


Na mierzącym 345 metrów n.p.m. wzgórzu Mariemont, w zakolu rzeki Osławy, wznoszą się malownicze ruiny jednego z nielicznych zachowanych klasztorów warownych w Polsce. Auto musimy zostawić na parkingu koło kościoła, a następnie ruszamy wzdłuż drogi krzyżowej pod górę. Wstęp do klasztoru jest bezpłatny, ale na wejściu można za 2 zł kupić pocztówkę - cegiełkę na odbudowę zniszczonej budowli. Danie temu miejscu drugiego życia byłoby pięknym zwieńczeniem jego smutnej historii...


Klasztor i kościół ufundował Jan Franciszek Stadnicki na początku XVIII wieku. Wewnątrz wysokich na pięć metrów murów obronnych znalazło się także miejsce także dla kordegardy, budynków gospodarczych oraz szpitala dla weteranów wojennych, którymi opiekowali się karmelici. Kompleks budynków charakteryzował się stylem barokowym. Kościół posiadał nietypową ośmioboczną nawę główną oraz dwie kaplice boczne. Budowę ukończono w 1730 roku. 


Okres największej świetności klasztor przeżywał do pierwszego rozbioru Polski. W 1772 konfederaci barscy schronili się u karmelitów przed armią rosyjską. 29 listopada zabudowania klasztorne zostały ostrzelane z armat przez wojska pod dowództwem generała Iwana Drewicza. Obrona klasztoru w Zagórzu była ostatnią bitwą konfederacji barskiej. 

Ledwo karmelici odbudowali się z bitewnych zniszczeń, gdy przyszło im zmierzyć się z największym nieszczęściem, jakie spotkało zagórski klasztor. 26 listopada 1882 roku, z do dziś niewyjaśnionych przyczyn, wybuchł pożar, który strawił całkowicie więźbę dachową karmelu. Oficjalna wersja jako przyczynę zaprószenia ognia podaje kłótnię przeora z jednym z zakonników, nieoficjalnie zaś mówiło się o celowym podpaleniu z inicjatywy władz zaborczych. Parę lat później nastąpiła likwidacja konwentu.


Pozostawione bez opieki budynki niszczały przez ponad sto lat. Pierwsza iskierka nadziei pojawiła się w 1956 roku, kiedy to dzięki staraniom pochodzącego z Zagórza Tadeusza Żurowskiego (generalnego konserwatora zabytków archeologicznych w Ministerstwie Kultury i Sztuki) wydano zgodę na odbudowę karmelu. Niestety pomimo podjęcia serii prac porządkowych (m. in. w splądrowanych kryptach) przeszkodą okazał się brak funduszy i zgodę na renowację cofnięto. Zaangażowanych w odbudowę karmelitów usunięto z terenu klasztoru w asyście milicji. 

W 2000 roku ponownie podjęto się próby ratowania obiektu. Oczyszczono teren, odbudowano dwie baszty, ustawiono na postumencie figurę Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Ponownie jednak zabrakło pieniędzy oraz zainteresowania lokalnych władz. Dziś znów, po raz trzeci, klasztor próbuje podnieść się z ruiny. Będąc w okolicy, nie wahajcie się tam pojechać, kupcie symboliczną cegiełkę. Widać, że jest jeszcze wiele do zrobienia, ale widok z wieży czy chwila odpoczynku w przyklasztornym ogrodzie są równie wartościowe, co te połoniny i piwo nad Soliną ;-)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza