środa, 18 sierpnia 2021

Pałac Karskich we Włostowie. Co by było, gdyby...

Bardzo chcieliśmy zwiedzić ruiny pałacu Karskich we Włostowie (woj. świętokrzyskie), ale po raz kolejny roślinność wygrała z naszą ciekawością. Nie pokażę Wam zbyt wielu zdjęć, ale chociaż opowiem historię miejsca, w którym Stefan Żeromski pisał "Popioły". Po wojnie pałac popadł w ruinę. Współcześnie mógł trafić w dobre ręce stowarzyszenia, które zadbało o Zamek Krzyżtopór, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś "ale", a my możemy sobie marzyć...

Włostów w ręce Karskich trafił w 1795 roku, kiedy to majątek kupił Antoni Karski, łowczy sandomierski. W latach 1854-1860 na zlecenie Stanisława Karskiego wzniesiono neoklasycystyczny pałac zaprojektowany przez Henryka Marconiego, jednego z najwybitniejszych architektów pierwszej połowy XIX wieku tworzących na ziemiach polskich. Był to piętrowy budynek z 30 pokojami, salą balową, trzema salonami, biblioteką, salą bilardową i prywatną kaplicą. Na przełomie XIX i XX wieku dokonano przebudowy, podczas której zostały doprowadzone media: prąd elektryczny, linia telefoniczna i wodociąg. Pałac wyposażono w centralne ogrzewanie, a w łazienkach można było korzystać z ciepłej i zimnej wody. W tamtych czasach był to prawdziwy luksus.

W pałacu gościło wielu znamienitych gości, między innymi nuncjusz apostolski Achilles Ratti, który później został wybrany na papieża Piusa XI.  Z kolei Stefan Żeromski podczas pobytu we Włostowie napisał część swojej najbardziej znanej powieści "Popioły". Podczas II wojny światowej Karscy zdecydowali się pozostać w majątku mimo represji (pod przymusem zakwaterowano w pałacu żołnierzy niemieckich), równocześnie właściciel - Szymon Karski - potajemnie wspierał działania polskiego podziemia. W 1942 Karski został aresztowany przez gestapo i rodzina musiała opuścić Włostów. 

Pałac wojnę przetrwał w w stanie stosunkowo dobrym. Po 1945 r.  obiekt trafił w ręce PGR. Parter budynku zajęła szkoła, a piętro miejscowa ludność, która wprowadziła się do zabytkowych wnętrz... z żywym inwentarzem. Rozpoczęły się dewastacje, które doprowadziły pałac do kompletnej ruiny. Nic nie zostało z drogich parkietów, stiuków czy luster. Nie oszczędzono nawet parku, z którego wycięto większość starodrzewu. Obecnie z pałacu zostały już tylko zniszczone mury, dwie bramy (ta z lwami robi szczególne wrażenie) i ruiny budynku (prawdopodobnie gospodarczego). Karskim nigdy nie udało się odzyskać rodowej posiadłości. W 2007 o zgodę na zakup i odbudowę pałacu starało się stowarzyszenie, które opiekuje się Zamkiem Krzyżtopór, niestety bezskutecznie - już wcześniej wojewoda świętokrzyski użyczył zespół dworsko-pałacowy we Włostowie Sekcji Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Diecezji Sandomierskiej. Obiekt do dziś niszczeje.


Mogło być tak pięknie, ale wyszło tak, jak zwykle... Patrząc na dzieje pobliskiego pałacu w Kurozwękach, który wrócił w ręce prawowitych właścicieli i powoli odzyskuje swój blask, smutno się robi na widok majątku Karskich. Gdyby nie powojenne dewastacje, to historia tego obiektu mogłaby być zupełnie inna. Gdyby tylko znalazła się możliwość zadbania o to miejsce w odpowiednim czasie, mielibyśmy tutaj perełkę. A tak mamy tylko zarośniętą, zapomnianą ruinę. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz