niedziela, 31 lipca 2016

Ta kraina to ruina - pałace Doliny Bystrzycy cz. 1

Gdy zdecydowałam przeprowadzić się do Wrocławia, wiedziałam, że czeka mnie tu sporo wycieczek po zrujnowanych pałacach, które tak bardzo lubię. Nigdy jednak nie podejrzewałam, że jest ich na Dolnym Śląsku aż tyle. Dziś zapraszam do Doliny Bystrzycy - bynajmniej nie na odpoczynek w parku krajobrazowym. 

Ten dzień przywitał nas ulewą. Nawet mnie to nie zdziwiło, wszak czego się spodziewać po pogodzie, kiedy ma się urlop? Przyjechała do mnie na kilka dni Asia i zaplanowałam dla nas kilka wycieczek, więc odpuszczenie sobie tego dnia nie wchodziło w grę. Gdy wyjeżdżałyśmy z Wrocławia deszcz nie dawał za wygraną, ale miałyśmy w planach odwiedzenie 14 pałaców, a z takimi planami nie ma żartów.

W moc pozytywnego myślenia uwierzyłyśmy w miejscowości Gałów. Dojeżdżamy, parkujemy samochód, wysiadamy z auta. Jak na zawołanie deszcz przestaje padać, chmury się rozstępują, a po chwili wychodzi słońce. Przed nami stanął pierwszy cel tego dnia - datowany na XVI wiek Pałac Gałów z przepiękną wieżyczką. Dość wyraźnie dało się rozpoznać pozostałości po parku, który obecnie bardziej przypomina dziką łąkę. Sam pałac - jak większość odwiedzonych tego dnia - znajduje się w stanie ruiny. Jego obecny kształt pochodzi z początków XX wieku, po wojnie obiekt był własnością PGR i był częściowo zamieszkały. W 1998 roku nieznany sprawca podpalił dach i od tego czasu pałac jest ruiną, jaką można oglądać do dziś. Co ciekawe, obecnie jest własnością prywatną.


Z Gałowa udałyśmy się prosto do Gniechowic. Tutejszy pałac znajduje się przy samej drodze na Świdnicę i trudno go nie zauważyć. Barokowa budowla z XVIII wieku uległa sporej degradacji w okresie PRL, kiedy była użytkowana przez PGR. Po przejęciu pałacu przez prywatnego właściciela niewiele się polepszyło i dopiero po roku 2000 kolejny inwestor rozpoczął remont, ale nigdy go nie ukończył. Obecnie pałac samoistnie niszczeje, a dostęp do niego mają bezdomni oraz imprezowa młodzież.


W Czerńczycach zatrzymałyśmy się na dłuższą chwilę, gdyż oprócz barokowego pałacu z 1735 roku zafascynowały nas także pobliskie zabudowania folwarczne. Najbardziej atrakcyjnym elementem tego trzykondygnacyjnego pałacu jest zachowany portal z XVIII wieku wykonany z piaskowca, na którym można zobaczyć kartusze herbowe Karola Zygmunta barona von Zedlitz i jego małżonki Ewy Eleonory z domu von Czettritz - pierwszych właścicieli posiadłości. Obecnie pałac znajduje się w stanie ruiny i niszczeje.


Czwartego pałacu nie udało nam się znaleźć. Dojechałyśmy do wsi Kamionna i wiedziałyśmy mniej więcej gdzie szukać. Bez trudu zlokalizowałyśmy starą zabudowę folwarku i rozpoczęłyśmy poszukiwania pałacu. Najwyraźniej fotografie kur, gęsi oraz Fiata 126p przerobionego na pług śnieżny tak nas usatysfakcjonowały, że postanowiłyśmy jechać dalej. A do Kamionnej jeszcze kiedyś wrócimy. 



Niewiele brakowało, a przegapiłybyśmy także pałac w Maniowie Dużym. Zbierało się na burzę, a my krążyłyśmy po zaroślach w poszukiwaniu ruin rezydencji. Nagle nad naszymi głowami wyłoniła się wieża z ogromnym bocianim gniazdem. To było to - okazały renesansowy dwór, który niestety po wojnie zamienił się w ruinę. Zniszczenia są tak ogromne, że w zasadzie poza zewnętrzną elewacją nie pozostało z budynku nic, a w jego wnętrzu wyrosły już całkiem potężne drzewa. 


Po Maniowie Dużym przyszła pora na Maniów Mały. Muszę przyznać, że jest to jeden z moich ulubionych pałaców odwiedzonych tego dnia. Został on zbudowany w stylu barokowym około połowy XVIII w., ale w XIX wieku przeszedł gruntowną przebudowę, która nadała mu widoczny do dziś kształt. Pałac został zniszczony w końcowym okresie II wojny światowej i od tego czasu nie podjęto się żadnych prac konserwatorskich. Największe wrażenie zrobiły na mnie ślady kul na elewacji - coś takiego pobudza wyobraźnię i skłania do refleksji nad historią tego miejsca.


Jeśli tego dnia ogłosiłabym konkurs na najlepsze usytuowanie pałacu, to bez wątpienia zwycięzcą zostałby Dwór Borzygniew. Z tej położonej na wzgórzu rezydencji roztacza się przepiękny widok na Zalew Mietkowski i górę Ślężę. Niestety na tym kończą się dobre wiadomości. Niewiele dowiedziałam się na temat tego dwukondygnacyjnego dworu zbudowanego z cegły i kamienia. Wiadomo tyle, że został zbudowany w 1613 r., a jego kres położyli Sowieci podpalając posiadłość w 1945 r. Pomimo wpisania obiektu do rejestru zabytków, nigdy nie podjęto próby odbudowy dworu. 



Na tym kończę pierwszą część podróży po opuszczonych pałacach Doliny Bystrzycy. W następnej części opowiem między innymi o tajemniczej wieży w środku lasu oraz o tym, że opuszczone może też czasami być zamieszkałe. Zainteresowanym tematyką dolnośląskich rezydencji serdecznie polecam stronę Residence Navigator, która zainspirowała mnie do opracowania takiej właśnie trasy przez Dolinę Bystrzycy. 

2 komentarze:

  1. 14 miejsc i to oglądanych nie tylko z zewnątrz, w przelocie - nieźle :D Zazdroszczę samodyscypliny w trzymaniu się planu, mnie zawsze coś rozproszy i jadę często gdzie indziej niż zakładałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spontaniczne zwiedzanie też ma swój urok, ale akurat tego dnia zarządziłam dyscyplinę, bo do zobaczenia było sporo. Ale muszę przyznać, że sama się zaskoczyłam, że udało się wszędzie dojechać :)

      Usuń