niedziela, 8 grudnia 2019

Góra Świętej Anny i zarośnięty amfiteatr - o ironii losu i propagandzie

Na przestrzeni lat Góra Świętej Anny była miejscem przemian polityczno-kulturowych i z niemieckich kresów wschodnich stała się centralnym punktem województwa opolskiego. Opowiem Wam dziś o tym, jak propagandą kreowano rzeczywistość oraz dlaczego amfiteatr z pomnikiem postawiono właśnie w tym miejscu. Historia tej ziemi jest bardzo przewrotna i pełna ironii losu. 


W historii Góry Świętej Anny było kilka ważnych wydarzeń, które wpłynęły na obecny charakter tego miejsca. Najpierw powstał kościół. Pierwsze wzmianki o świątyni na szczycie góry sięgają XV wieku, a od XVIII wieku miejsce to jest popularnym celem pielgrzymek. Bazylika i sanktuarium szczycą się relikwiami św. Anny Samotrzeciej, na zboczu wzniesienia znajduje się między innymi grota wzorowana na Lourdes, a cała miejscowość zdaje się żyć z pielgrzymów - spotkać tu można stragany, handlarzy dewocjonaliów i przede wszystkim licznych wiernych.


Później była bitwa. W rejonie Góry Świętej Anny w dniach 21-26 maja 1921 toczyły się zaciekłe walki podczas III powstania śląskiego. Początkowo szala zwycięstwa zdawała się przechylać na stronę powstańców, jednak Freikorps (niemieckie jednostki paramilitarne) z powodzeniem odpierała zaczepne ataki. Po podziale Górnego Śląska  w 1921 r. Góra św. Anny pozostała w granicach Niemiec.

Historyczna mapa Śląska (domena publiczna)

Następnie powstały mauzoleum i amfiteatr. Gdy władzę w Niemczech przejęło NSDAP, pojawił się pomysł upamiętnienia poległych w bitwie. Kamieniołom na zboczu góry okazał się idealnym miejscem na budowę amfiteatru ze względu na korzystne ukształtowanie terenu,  a mauzoleum na szczycie urwiska doskonale zasłaniało widok n sanktuarium. Góra Świętej Anny była wówczas położona na kresach wschodnich państwa Niemieckiego i taka inwestycja miała w dużej mierze charakter propagandowy, podkreślając niemieckość tych ziem. W mauzoleum złożono szczątki Niemców poległych podczas bitwy w 1921 roku. Amfiteatr na pięćdziesiąt tysięcy widzów służył wystąpieniom publicznym.

Niemiecki amfiteatr i mauzoleum - film archiwalny


A potem przyszła II wojna światowa i Góra Świętej Anny znalazła się w granicach administracyjnych Polski. W styczniu 1945 roku w okolicy pojawiła się Armia Czerwona, której niemieckie mauzoleum, delikatnie mówiąc, nie przypadło do gustu. Jesienią tego samego roku zostało ono wysadzone w powietrze (nie bacząc na sarkofagi ze szczątkami ludzkimi), a nowe władze polskie zadecydowały o budowie w jego miejscu pomnika upamiętniającego... tak, zgadliście, powstańców. Oczywiście po to, aby pokreślić polskość tego terenu. 


Za budowlę odpowiedzialny był Xawery Dunikowski, którego projekt wybrano w wyniku konkursu. Początkowo zaplanowano ukończenie prac na 1948 rok, ale ostatecznie budowa trwała aż siedem lat. Z powodów finansowych zrezygnowano z przebudowy amfiteatru, a sam pomnik, początkowo mający upamiętnić powstańców śląskich, finalnie miał podkreślać historyczną przynależność Śląska do Polski. Po drodze trochę się pogubiono w faktach i na fasadzie monumentu znalazły się sceny przekłamujące historię, ale kto by się przejmował takimi szczegółami, kiedy chodzi o propagandę...


W okresie PRL w amfiteatrze odbywały się imprezy masowe podkreślające polskość śląskiej ziemi. Dopiero po 1989 roku zaczęło się to powoli zmieniać i coraz częściej na uroczystościach zaczęli pojawiać się przedstawiciele mniejszości niemieckiej. W wolnej Polsce takie gesty pojednania stały się w końcu możliwe i nikt już raczej nie kwestionuje wielokulturowości Śląska. Niestety sam amfiteatr mocno podupadł i jego stan techniczny pozostawia wiele do życzenia. W 2016 roku odbyła się tu impreza masowa, ale poza tym wygląda na to, że trochę brakuje pomysłu na wykorzystanie tego miejsca.


Historia bywa przewrotna, pomniki powstają i upadają, a granice się zmieniają. Ważne, by po latach waśni umieć znaleźć w zawirowaniach dziejów wspólną przestrzeń do pojednania. I tylko jedno się nie zmienia - sanktuarium stoi, jak stało, wciąż przysłonięte pomnikiem - najpierw niemieckim, teraz polskim. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza