Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jura Krakowsko-Częstochowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jura Krakowsko-Częstochowska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 września 2021

Złoty Potok. Najbardziej poetyckie miejsce na Jurze

Ostatnio pisałam o Pałacu w Złotym Potoku, w którym przez krótki czas mieszkał wieszcz - Zygmunt Krasiński. Poeta wyjątkowo upodobał sobie jurajski krajobraz i chętnie oddawał się pieszym wędrówkom. O jego związkach ze Złotym Potokiem przypominają dziś nadane przez niego nazwy: Staw Nocy Letniej, Brama Twardowskiego, Diabelskie Mosty, Źródło Spełnionych Marzeń... Wyruszmy śladami spacerów wieszcza, by przekonać się, co inspirowało jednego z największych twórców romantycznych. 

Do Złotego Potoku wjechaliśmy z kierunku południowego, od strony Ostrężnika, w którym zobaczyć można ruiny zamku. Zatrzymaliśmy się na sporym parkingu w okolicy Diabelskich Mostów. Są to podzielone szczelinami 15-metrowe skały, z którymi związane są różne legendy. Według jednej z nich do szczeliny wpadł diabeł wypatrujący Twardowskiego na księżycu. Na ratunek wybudował sobie mosty na szczycie skał. W tej legendzie jest krztyna prawdy - drewniane kładki istniały tu od czasów Krasińskich do lat 60. XX wieku. Nazwę Diabelskim Mostom nadał sam wieszcz, być może inspirując się jedną ze szczelin, która kształtem ma przypominać głowę rogatego. 

Kolejnymi ostańcowymi skałami, jakie chcieliśmy zobaczyć, była Brama Twardowskiego. Zanim do niej dotarliśmy, postanowiliśmy pójść kawałek dalej w las do Źródeł Elżbiety i Zygmunta. Jest to wypływ źródła krasowego mającego swój początek w okolicach Ostrężnika.  Dwa zespoły źródeł znajdują się w niewielkiej odległości od siebie, a ich nazwę Krasiński nadał od imion swoich dzieci. 

Według legendy Brama Twardowskiego jest miejscem, z którego Mistrz odleciał na księżyc. Na skale podobno widoczne są ślady pazurów koguta, na którym miał poruszać się czarnoksiężnik. Inna historia mówi o tym, że panna, która przejdzie przez otwór bramy wkrótce będzie miała szansę wyjść za mąż. Ja mężatką jestem, córka jest bardzo nieletnia, więc ile w tym prawdy - nie wiem. Sama brama jest wapiennym mostem skalnym, który z resztą skał tworzy przejście przypominające bramę zamkową albo inny portal. Z tego miejsca zawróciliśmy na parking i postanowiliśmy podjechać kawałek dalej do kolejnych atrakcji. 


Tym razem zaparkowaliśmy koło młynu Kołaczew. To drewniany młyn wodny na rzece Wiercicy i jest on jednym z najstarszych w okolicy. Powstał w 1807 roku w miejscu poprzedniej konstrukcji. Jego nazwa wzięła się od dźwięku kołatania koła napędzanego wodą. Niestety w latach 50. XX młyn zamilkł - koło zostało zdemontowane na rzecz zasilania elektrycznego. Obecnie znajduje się w rękach prywatnych i jego zwiedzanie nie jest możliwe. Można go jednak zobaczyć z zewnątrz. 


Obok młyna znajduje się kolejne miejsce poetycko nazwane przez Krasińskiego - Staw Nocy Letniej. Był on częścią większego założenia - Pstrągarni Raczyńskich. Staw zmienia swoją barwę w zależności od pory roku. Jego brzegi porastają buki, brzozy, sosny, dęby i akacje. Według legendy tafla wody zapamiętuje ludzkie twarde, a latem, w świetle księżyca, odtwarza ich wizerunki. W czasach prehistorycznych był on stawem rytualnym. 

Tuż obok mamy jeszcze jedno magiczne miejsce. Między stawem a amfiteatrem bije Źródło Spełnionych Marzeń. Według legendy,  aby dostać to, czego się pragnie, należy napić się wody, znaleźć zielony, wyglądający jak wulkaniczny, kamyk i rzucić go za siebie. Skąd na Jurze wzięły się kamienie w nietypowym kolorze? Otóż jest to pozostałość po znajdujących się tu kiedyś frymarkach - piecach do wytopu rudy darniowej,  a zielonkawy odcień świadczy o obecności w głębie malachitu. Choć trudno to sobie wyobrazić, to kiedyś było to centralne miejsce prastarego ośrodka przemysłu i handlu! 

Na koniec naszej wycieczki zostawiliśmy sobie Grotę Niedźwiedzią odkrytą przez Krasińskiego w 1857 roku. Jak widać, wieszcz był nie tylko wybitnym pisarzem i poetą, ale i grotołazem ;-) Wewnątrz jaskini znaleziono wbity w skalę kieł mamuta, który został przekazany muzeum w Warszawie. W namulisku odnaleziono także kości innych zwierząt: nosorożca włochatego, renifera oraz niedźwiedzia jaskiniowego - największego na Jurze - stąd nazwa Grota Niedźwiedzia. Znaleziono także ślady obozowiska człowieka z okresu paleolitu. Podczas II wojny światowej w grocie chroniła się przez nalotami ludność Złotego Potoku. Obecnie jaskinia jest najczęściej odwiedzaną w okolicy. 


Po tak intensywnym spacerze można zrozumieć, co zachwyciło Krasińskiego w Złotym Potoku i okolicach. Skalne ostańce, groty i jeziora zauroczyły wieszcza i zainspirowały powstanie wielu legend. Teraz, gdy poznaliście już piękno tej okolicy, przeczytajcie tę legendę i sprawdźcie, ile miejsc rozpoznacie. Powodzenia! 

Pałac w Złotym Potoku. Nie-boska historia

Pałac w Złotym Potoku najczęściej przypisuje się rodzinie Raczyńskich, którzy doprowadzili go do świetności, ale to Zygmunt Krasiński był najbardziej znanym mieszkańcem rezydencji. Tragedia rodzinna sprawiła, że wyjechał on  z Polski i już nigdy tu nie wrócił. Pamięci wieszcza poświęcone jest muzeum w pobliskim dworku, a pałac wciąż czeka na drugie życie. Czy się doczeka? 

O Złotym Potoku źródła historyczne wspominają już w XII wieku. Na przestrzeni lat miejscowość należała do wielu rodzin szlacheckich - Szreniawitów – Potockich, Silnickich, Korycińskich i Koniecpolskich. Pierwszy dwór obronny wzniesiono pod koniec XVI wieku. Do początku XIX wieku przechodził on z rąk do rąk, powoli podupadając i tracąc na znaczeniu. W 1829 roku trafił on w ręce Stanisława Leskiego, który obok zrujnowanego budynku postawił drewniany dworek. Prawdziwy przełom nastąpił niewiele później. 

W 1851 roku majątek kupił Wincenty Krasiński  (ojciec poety - Zygmunta), który w miejscu zniszczonego dworu wzniósł neoklasycystyczny pałac z prawdziwego zdarzenia. Od połowy maja do września 1857 roku w pałacu mieszkał wieszcz Zygmunt Krasiński z rodziną. Wyjechał stąd do Paryża po tragicznej śmierci swojej najmłodszej, czteroletniej, córki i nigdy nie wrócił już do kraju. Zmarł na gruźlicę 1,5 roku później. W 1877 roku w pałacu mieszkała najstarsza córka Krasińskiego, Maria Beatrix, która wyszła za mąż za hrabiego Aleksandra Raczyńskiego. Małżeństwo doprowadziło pałac do świetności. 


Pałac pozostał w rękach Raczyńskich do drugiej wojny światowej. Na początku XX wieku dokonano przebudowy, która nadała obiektowi obecny kształt. Po 1945 r. majątek upaństwowiono, a w budynku przez wiele lat mieściła się szkoła. Obecnie pałac jest nieużytkowany, jego stan się z roku na rok pogarsza. O jego odzyskanie ubiegali się spadkobiercy dawnych właścicieli, ale bezskutecznie. Natomiast w znajdujący się obok dworek jest siedzibą Muzeum Regionalnego im. Zygmunta Krasińskiego. Wokół pałacu istnieje rozległy park krajobrazowy. 

Pałac Raczyńskich jest niewątpliwą ozdobą Złotego Potoku i nośnikiem ciekawej, choć również tragicznej historii. Wygląda na to, że brakuje na niego pomysłu i trwa on od lat w takim niebycie. Przykro patrzeć, jak pałac, w którym mieszkał nasz narodowy wieszcz, niszczeje. Trzymam kciuki, aby coś się tu zmieniło na lepsze. 

j

sobota, 27 lutego 2021

Park Krajobrazowy Dolinki Krakowskie - Dolina Bolechowicka. Chiński Maharadża w Polsce

Jedna z najkrótszych podkrakowskich dolinek wcale nie oznacza nudy! Skalna brama w Dolinie Bolechowickiej od lat przyciąga zwykłych turystów, doświadczonych taterników, a nawet legendarnych himalaistów. Chcecie dowiedzieć się, co takiego ona ma w sobie? Przygotujcie się na spotkanie z Chińskim Maharadżą...

Tytułem wstępu - Park Krajobrazowy Dolinki Krakowskie

Park położony jest na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, między Olkuszem, Trzebinią i Krakowem. Na terenie parku znajdują się malownicze doliny, jaskinie, potoki oraz formy krasowe. Położenie czyni go doskonałym miejscem na jednodniowy wypad ze stolicy małopolski lub rejonu Katowic. Wśród dolinek wartych odwiedzenia znajdują się między innymi:

  • Dolina Szklarki, 

Dzisiaj pokażę Wam Dolinę Bolechowicką.


Dolina Bolechowicka - parkingi, szlaki i atrakcje

Wybierając się do Doliny Bolechowickiej, możecie skorzystać z kilku parkingów, a tak prezentują się dostępne opcje:

  1. W Bolechowicach, np. koło parku, na rogu ulic Kościelnej i Szkolnej lub przy ul. Jurajskiej.
  2. W rejonie Krzyża Millenijnego (okolice ul. Widokowej).
Decydując się na pierwszą opcję, będziecie musieli podejść około kilometra do Bramy Bolechowickiej łatwym terenem, natomiast druga opcja zapewni Wam trochę zejścia i podejścia, ale za to będziecie blisko punktu widokowego. Minus jest za to taki, że w pogodny dzień parking może być nabity - już raz robiliśmy stamtąd odwrót, bo nie było gdzie zaparkować. Opisywana tutaj wycieczka była naszym drugim podejściem i tym razem, będąc w miarę wcześnie, bez problemu znaleźliśmy miejsce na tym wysoko położonym parkingu.

Dotarłszy na miejsce, skierowaliśmy się ścieżką wiodącą pod górę na punkt widokowy przy Krzyżu Millenijnym. To miejsce, z którego rozpościera się przepiękny widok w kierunku południowym. Pogoda była przednia, a widoczność niezła - zobaczcie sami.


Następnie podążyliśmy wąską ścieżką w kierunku wschodnim na drugi punkt widokowy, z którego widać Bramę Bolechowicką z góry.


Dalszy plan był taki, aby zejść na dno doliny... tylko jak to zrobić, gdy jesteśmy tak wysoko, a pod nami są skały? Wypatrzyłam wąską, wiodącą ostro w dół ścieżkę - niewątpliwie najkrótszą, ale i najbardziej stromą drogę w dół. Przeklinałam, że zostawiłam kijki w aucie, ale daliśmy radę zejść. Ja z Natalią z gracją i w pionie, a Dawid zaliczając spektakularne "bach" (taki przydomek zyskał u naszej córki od czasu tej wycieczki :-D). Jeśli nie lubicie stromizny, to możecie wrócić do parkingu i obejść trudne zejście.



Dolina Bolechowicka jest jedną z najkrótszych podkrakowskich dolinek - mierzy około 1,5 km - ale nie czyni jej to mało atrakcyjną widokowo. Jej najpiękniejszym miejscem, obok opisanych punktów widokowych, jest niewątpliwie wysoka na 25 metrów Brama Bolechowicka. Tworzą ją dwie skały: Filar Pokutników w prawych zboczach doliny oraz Filar Abazego w lewych zboczach doliny. Przed bramą znajduje się krasowe źródło zasilające potok Bolechówka.



Jurajskie skały są popularne wśród wspinaczy. Tak się złożyło, że byłam świeżo po lekturze książki Bernadette McDonald "Kurtyka. Sztuka wolności". Wojtek Kurtyka zasłynął w latach 70. i 80. XX wieku jako wybitny himalaista i pionier stylu alpejskiego we wspinaczce. Różnił się jednak od swoich kolegów i koleżanek podejściem. Wielokrotnie wybierał dziewicze ściany i własne trasy. Wytyczenie nowej drogi było dla niego cenniejsze niż zdobycie szczytu przetartym wcześniej szlakiem. Uważał, że to droga jest celem :-) 

Chiński Maharadża (na zdjęciu z lewej skała widoczna jest po prawej stronie)

Po zakończeniu swojej himalajskiej przygody, wrócił do korzeni - do wspinaczki skałkowej. Był częstym bywalcem podkrakowskich dolinek, w których wspinał się z dużo młodszymi kolegami, wcale nie ustępując im kondycją. Na początku lat 90. postanowił zrobić jedną z najtrudniejszych dróg w Polsce - Chińskiego Maharadżę na Filarze Pokutników. Przygotowywał się do tego psychicznie i fizycznie przez wiele miesięcy. W końcu mu się udało - było to w 1993 roku, Kurtyka miał wówczas 46 lat. I nie byłoby w tym nawet nic dziwnego, gdyby nie fakt, że niemal gładką, pionową ścianę pokonał... bez smyczy, czyli bez asekuracji liną. Było to przejście bezprecedensowe i do dziś pozostaje jednym z największych osiągnięć polskiej wspinaczki. 


Pokręciliśmy się chwilę w niewielkiej dolince, zrobiliśmy zdjęcia i ruszyliśmy dalej - mieliśmy tego dnia w planach jeszcze Dolinę Racławki. Tym razem wybraliśmy prostszą drogę do samochodu - przebieg trasy zobaczycie na zdjęciu poniżej. Przyszedł czas na pożegnanie z Doliną Bolechowicką, która swoim pięknem przyciąga zarówno zwykłych turystów, odważnych wspinaczy, a także doświadczonych taterników. Dolinki pod Krakowem są wyjątkowym miejscem na mapie i z pewnością jeszcze będziemy w nie wracać. 


czwartek, 25 lutego 2021

Park Krajobrazowy Dolinki Krakowskie - Dolina Racławki. Nauka (nie) poszła w las

Dolina Racławki tak bardzo różni się od pozostałych podkrakowskich dolinek, że niektórzy odwiedzający ją mogą poczuć się rozczarowani. Jeśli szukacie skalnych bram i oszałamiających ostańców, to lepiej wybierzcie się gdzieś indziej. Jeśli jednak cenicie sobie spacery po lesie wypełnionym przyrodniczymi i geologicznymi ciekawostkami, to jesteście w domu. To znaczy w lesie :-) 

Tytułem wstępu - Park Krajobrazowy Dolinki Krakowskie

Park położony jest na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, między Olkuszem, Trzebinią i Krakowem. Na terenie parku znajdują się malownicze doliny, jaskinie, potoki oraz formy krasowe. Położenie czyni go doskonałym miejscem na jednodniowy wypad ze stolicy małopolski lub rejonu Katowic. Wśród dolinek wartych odwiedzenia znajdują się między innymi:

  • Dolina Szklarki, 

Tym razem zapraszam do Doliny Racławki.


Dolina Racławki - parkingi, szlaki i co zobaczyć

Wybierając się do Doliny Racławki, możecie skorzystać z kilku parkingów w zależności od tego, co chcecie zobaczyć. Oto dostępne opcje:

My zdecydowaliśmy się na tę pierwszą opcję. Oznaczało to najdłuższy spacer, ale dzięki temu przeszliśmy przez Park Dolina Pstrąga w Dubiu. To miejsce idealne na niedzielny relaks - znajdziecie tu wapienne skały popularne wśród wspinaczy, siłownię plenerową, geo-ogródek, ścieżki pieszo-rowerowe, ściankę wspinaczkową dla dzieci, ławki, leżaki, plac zabaw, boisko... Nazwy skał nawiązują do sportowego otoczenia i wśród nich znajdziemy między innymi Trybunę, Piłkę, Bramkę czy Murawę. Idąc na północ, musimy pokonać fragment poboczem drogi i na wspomnianym już parkingu przy szlakach wchodzimy do "właściwej" części Doliny Racławki.



Mamy do wyboru trzy warianty tras:
  • niebieską, ogólnoprzyrodniczą, dnem Doliny Racławki, obok Skałki z Nyżą, Źródła Bażana, przez wąwóz Stradlina i Komarówkę do dna doliny;
  • czerwoną, geologiczną, obok kamieniołomu w Dubiu, dnem wąwozu Zbrza, obok Łomu Karmelickiego, Kamieniołomu Dębnik i Łomu Hrabskiego do dna doliny;
  • żółtą, geologiczną, biegnącą Wąwozem Żarskim do Doliny Szklarki i z powrotem.
Na każdej trasie znajdują się przystanki z tablicami edukacyjnymi, Najpopularniejsza jest ścieżka niebieska i to na nią się zdecydowaliśmy.


Dolina Racławki różni się od pozostałych dolinek, które dotychczas odwiedziliśmy. Przede wszystkim nie znajdziecie tutaj wielkich skalnych bram i okazałych ostańców. Tych jest niewiele i raczej skrywają się wśród drzew (wyjątek stanowią skały w parku w Dubiu). Mimo tego dolina uznawana jest za najcenniejszy, obok Ojcowskiego Parku Narodowego, obszar chroniony na terenie Wyżyny Krakowskiej. 


Prawie cały obszar doliny potoku Racławka objęty został rezerwatem. Teren niemal w całości porośnięty jest lasem, głównie buczynowym. Jeśli oczekujecie czegoś "wow", to lepiej wybierzcie Dolinę Bolechowicką, Kobylańską lub Będkowską. Jeśli jednak potraficie docenić spacer po lesie, to nie mogliście lepiej trafić.


Dnem doliny płynie potok Racławska, a ścieżka raz go przekracza, raz biegnie jego brzegiem, by za chwilę wznieść się wyżej lub znowu opaść. Jest to rzeka o długości około 16 km, mająca swój początek na północ od rezerwatu, w miejscowości Czubrowice. Jest to jeden z kilkunastu potoków, które wytworzyły w czwartorzędzie malownicze doliny jurajskie. Potok jest na niebieskiej trasie naszym przewodnikiem. 


Ścieżka wiedzie głównie płaskim terenem, dopiero w dalszej części doliny lekko wznosi się pod górę. Po drodze mijamy tablice informujące nas o ważnych punktach lokalnego ekosystemu. Wśród nich znajduje się wapienna skała z nyżą, czyli wgłębieniem. W jurajskich wapieniach często spotkać można jaskinie, będące efektem długotrwałych procesów krasowych. W okolicznych skałach występuje między innymi Jaskinia Beczkowa oraz kilka schronisk. 


W rejonie doliny znajduje się również kilka wąwozów: Wąwóz Zbrza, Wąwóz Żarski i Wąwóz Stradlina. Ten ostatni znajduje się na ścieżce niebieskiej i można go obejść pętlą w północnej części szlaku. W Wąwozie Stradlina występuje okresowy ciek wody, obserwowany głównie w okresie wiosennych roztopów oraz po dużych opadach atmosferycznych. W jego górnej części znajduje się odsłonięcie piaskowców z dobrze widocznymi śladami warstwowania. Znajduje się tam jeden z punktów ścieżki.


Dotarłszy do wlotu Wąwozu Stradlina, postanowiliśmy zawrócić. Zobaczyliśmy jeszcze źródło Bażana (nie mylić z Jożinem z bażin ;-)) i wróciliśmy do auta tą samą trasą. Wędrówka w dwie strony zajęła nam niecałą 1 godzinę i 40 minut, a w tym czasie pokonaliśmy nieco ponad 6 kilometrów. To był przyjemny popołudniowy spacer, w sam raz na rodzinną niedzielę. Taki sposób spędzania czasu stał się ostatnio naszą specjalnością, ale mam nadzieję, że wiosną znów się rozhulamy... Póki co Dolinki Krakowskie zdominowały nasze weekendy, ale to nic złego... Odwiedźcie je, a sami przekonacie się, dlaczego!