Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Secesja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Secesja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 lutego 2022

Pałac Długoszów w Siarach - przywiędły kwiat secesji

Pałac w Siarach złapie za serca miłośników secesji oraz starych rezydencji. Mimo że mamy tu prawdziwą perełkę ziemi gorlickiej, to wcale nie tak łatwo jest dostać się na zwiedzanie, a jak już się uda, to jego forma jest dość... niestandardowa. Na deser dostajemy przepiękny ogród z barokowymi rzeźbami i szkoda tylko, że wszystko aż zdaje się prosić o doinwestowanie. Jak prezentuje się najpiękniejszy secesyjny pałac Beskidu Niskiego - przekonacie się już za chwilę. 

Zespół parkowo-płacowy w Siarach koło Gorlic (woj. małopolskie) powstał w miejscu XV-wiecznego dworu w latach 1900-1908 dla przemysłowca naftowego Władysława Długosza. Obiekt został zniszczony podczas I wojny światowej, lecz odbudowano go w oryginalnej formie prę lat później. W czasie II wojny światowej w obiekcie swoją siedzibę miał Wermacht; mieścił się tu także szpital. W 1945 roku rodzinę Długoszów wywłaszczono, a w pałacu mieściły się między innymi Urząd Ziemski, PGR, stadnina koni huculskich i sanatorium. Od 1996 roku znajduje się w rękach prywatnych - najpierw został wykupiony przez Barbarę Dustanowską-Długosz, wdowę po Jerzym Długoszu, a następnie (ze względu na brak środków na konserwację budynku), odsprzedany nowemu inwestorowi.


Pałac zbudowano w stylu wiedeńskiej secesji z elementami neobaroku. Jego elewację w kolorze różowym ozdabiają charakterystyczne okna w stylu porte-fenetre, sięgające od podłogi do sufitu. Półkolisty hall wewnątrz pałacu zajmuje dwie kondygnacje z antresolą o ozdobnej, drewnianej balustradzie. W jego centralnym punkcie znajduje się zdobiony kominek oraz zwierciadło sięgające górnej kondygnacji. Pomieszczenia na parterze znajdują się częściowo w układzie amfilady i dzielą je secesyjne przeszklone drzwi. Naszą uwagę przykuły również drewniane szafy, wśród których wyróżnia się ta naprzeciwko drzwi wejściowych, ozdobiona motywami religijnymi. 





Rezydencja położona jest w malowniczym otoczeniu Doliny Sękówki. Otacza ją przestronny park zaprojektowany przez Arnolda Röhringa. Zdobią go liczne rzeźby ogrodowe, będące dziełem lwowskiego rzeźbiarza Piotra Wojtowicza. W parku znajdują się także staw z mostkiem, strumyk, fontanna i pergola z rzędem kolumn. Dekoracje wykonano w stylu barokowym. Z tyłu pałacu usytuowano trzypoziomowy taras z pięknym widokiem. Wjazd na teren posiadłości odbywa się przez zaniedbaną bramę z równie zniszczonym budynkiem. 




Do zwiedzenia pałacu robiliśmy dwa podejścia. Za pierwszym razem nie było nikogo, kto by nas wpuścił, a w środku była tylko młodzież grająca na instrumentach klasycznych. Za drugim razem wpuściły nas osoby sprzątające, a zwiedzanie polegało na swobodnym chodzeniu po obiekcie bez żadnego przewodnika. To tylko pokazuje, jak niestandardowym miejscem jest pałac w Siarach. W obiekcie działają pokoje gościnne, w których, podczas naszej wizyty mieszkali uczestnicy kolonii czy obozu muzycznego. Trzeba przyznać, że bogate wnętrza idealnie komponują się z muzyką klasyczną. Sam pałac i jego otoczenie sprawiają jednak wrażenie nieco zaniedbanych; szkoda także, że tak po macoszemu potraktowano możliwość zwiedzania. A uwierzcie mi, jest tam co oglądać...





Do pałacu w Siarach lepiej podjechać przy okazji niż gnać do niego specjalnie przez pół Polski. Nie dlatego, bynajmniej, że jest on mało ciekawy, lecz dlatego, że istnieje duża szansa, że nie uda się go zwiedzić. Dla pewności można wcześniej zadzwonić i próbować umówić się na wizytę. Warto spróbować, bowiem tak pięknego pałacu secesyjnego nie widuje się na co dzień i szkoda tylko, że jego potencjał nie został w pełni wykorzystany. 

niedziela, 19 stycznia 2020

Pałac w Trzebieszowicach, czyli... Zamek na Skale

Pałac w Trzebieszowicach (zwany również Zamkiem na Skale) z zewnątrz wygląda dość niepozornie. Większość odwiedzających go osób z pewnością bardziej doceni komfortowe warunki hotelowe niż walory historyczne, ale nie możemy przecież zapominać, że historia tego miejsca sięga XVI wieku! Najpiękniejsze wnętrza powstały jednak znacznie później... gotowi na sporą dawkę secesji?

Secesyjny salonik i pałac z zewnątrz

Komercyjna nazwa tego miejsca - Zamek na Skale - może być dla niektórych myląca. Nie znajdziecie tu gotyckiej fortecy otoczonej fosą, choć jest w tym jednak ziarnko prawdy - przed wiekami w tym miejscu stał zamek, a relikty jego ścian zachowały się w piwnicach pałacu. W XVI wieku na ruinach dawnej siedziby rycerskiej zaczęto budować dwór renesansowy. Wznoszono go etapami, a zakończenie prac datuje się na rok 1613.

Trzebieszowicka rezydencja miała wielu właścicieli i wielokrotnie była powiększana oraz przebudowywana. Początkowo rezydował tu ród von Reichenbach, a następnie rodzina Wallisów (od końca XVII wieku). Tym drugim zawdzięczamy rozbudowę dworu do rozmiarów pałacu, któremu nadano styl barokowy. Była to główna siedziba rodziny na ziemi kłodzkiej.


W 1783 roku Trzebieszowice w wyniku sprzedaży trafiły do rodziny von Schlabrendorf; po nich władali tu Fürstenbergowie, a następnie ród Harbuval-Chammaré. Ostatnim przedwojennym właścicielem był Georg Müller, a po II wojnie światowej majątek trafił w ręce Skarbu Państwa. Dziś jest to własność prywatna i wygląda na to, że pałac jest w dobrych rękach. Jego właściciel - Zbigniew Nojszewski - jest prezesem stowarzyszenia zrzeszającego hotele prowadzone w historycznych budynkach i był wielokrotnie nagradzany za rewitalizacje obiektów zabytkowych. Efekty jego prac są tu widoczne na każdym kroku.

Przeszklony dziedziniec z kominkiem

Wróćmy jednak do przemian, jakim podlegały trzebieszowickie dobra. XVIII-wieczny barokowy pałac poddano kolejnej przebudowie w XIX wieku. To własnie wtedy zakryto dziedziniec przeszklonym dachem, tworząc wielką salę z kominkiem. W pałacu można wyczuć też sporą fascynację modną na przełomie XIX i XX wieku secesją.  Na piętrze znajdują się dwa saloniki w tym stylu, a w jednym z nich zachowała się płaskorzeźba z głową kobiety zaprojektowana przez Alfonsa Muchę. Podczas renowacji na początku XX wieku w pałacu założono fontannę, centralne ogrzewanie i urządzono ogród zimowy z roślinami tropikalnymi.


Secesyjne saloniki oraz klatka schodowa z imponującą boazerią 

Obecnie znamy to miejsce jako Zamek na Skale i raczej tylko bardziej wnikliwi będą dociekać, ile zamku zachowało się w tym pałacu. Abstrahując od nazewnictwa, warto rozważyć wycieczkę do Trzebieszowic, a jeśli lubicie takie klimaty, to nocleg w hotelu będzie nie lada atrakcją. Miejsc do zwiedzania z okolicy z pewnością nie zabraknie.

sobota, 24 sierpnia 2019

Wytwórnia wódek, zaginiony rycerz i końskie łby - wrocławski "Trójkąt Bermudzki"

Przez lata za wrocławskim "Trójkątem Bermudzkim", czyli części Przedmieścia Oławskiego, ciągnęła się zła sława, która zaowocowała takim niechlubnym przydomkiem. Są jednak tacy, którzy w tych zniszczonych kamienicach potrafią odnaleźć wiele (przemijającego) piękna. Pokażę Wam dziś parę zdjęć będących efektem spaceru po okolicach ulicy Traugutta, podczas którego dostrzegłam miejsca, które mnie szczególnie kojarzą się z tą częścią Wrocławia.

Dawna wytwórnia wódek Carla Schirdewana

Trudno w to uwierzyć, ale przed II wojną światową była tu niezwykle reprezentacyjna dzielnica Wrocławia. Podczas oblężenia Festung Breslau obszar Przedmieścia Oławskiego został zniszczony w około 60% (najbardziej ucierpiały okolice Placu Wróblewskiego). Po 1945 roku grasowały tu bandy szabrowników, a sporą część nowych mieszkańców stanowił lumpenploretariat, współczynnik przestępczości był dość wysoki i w efekcie po latach do okolicy przylgnęła nazwa "Trójkąt Bermudzki". Dziś powoli podejmowane są próby rewitalizacji terenu. Zaniedbane kamienice mają jednak swój atut - na ulicy Mierniczej powstało wiele filmów, między innymi Steven Spielberg kręcił tu „Most Szpiegów” z Tomem Hanksem w roli głównej.

ulica Miernicza

Wiele razy spacerowałam po "Trójkącie" z aparatem, między innymi szukając "Pocztówek z Breslau", czyli niemieckich napisów. Tym razem postanowiłam zrobić zdjęcia takim miejscom, które dla mnie są symbolem okolic ulicy Traugutta. Symbolem utraconego piękna, które wciąż jednak przypomina o lepszych czasach tej okolicy. Czy daje też nadzieję na odzyskanie blasku przez "trójkąt"?

ulica Prądzyńskiego - dawna piekarnia

Już na wstępie ulica Traugutta kojarzy mi się z dwoma detalami kamienic. Narożny budynek przy placu Zgody zdobią piękne drzwi z płaskorzeźbami rycerzy. Albo raczej zdobiły, bo w zeszłym roku fragment jednego ze skrzydeł zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach... Czy posłużył jakiemuś nieuczciwemu koneserowi sztuki, czy pomógł komuś rozpalić zimą w piecu - pewnie nigdy się nie dowiemy.

Te same drzwi w 2016 i 2019 roku

Drugi detal znajdziemy przy bramie kamienicy o numerze 97. Końskie głowy spoglądające na nas z góry sugerują, że kiedyś w oficynie działały zakłady kowalskie, wozownia i firma transportowa. Chyba tylko fakt, że zdobienia umieszczono dość wysoko sprawił, że zachowały się w tak dobrym stanie. Pozostała część frontowej elewacji kamienicy jest niestety dość zaniedbana.


To nie jedyne końskie łby, jakie spotkamy w tym rejonie. Nie mam tu na myśli nierównej drogi - wystarczy wejść na podwórko kamienicy o numerach 102-104, aby znaleźć się w innym świecie, zupełnie odizolowanym od gwaru ulicy. Oficyna zaskoczy niemal każdego - oto znajdujemy się w dawnej wytwórni wódek Carla Schirdewana z XIX wieku. To niesamowite, z jak wielką pieczołowitością niegdyś projektowano budynki przemysłowe! Oficyna jest zaniedbana i obskurna, ale rzeźba kobiety i dwa medaliony z końskimi głowami oraz wieżyczka zegarowa sprawiają, że poczujemy się, jak w jakiejś bajce... a może koszmarze? Niestety mimo wielu dających nadzieję doniesień medialnych kamienica wciąż nie doczekała się rewitalizacji.


Do kolejnego obiektu, który przypomina o dawnej świetności "Trójkąta" musimy podejść na Żabią Ścieżkę. W sąsiednie budynki dosłownie wklejony jest wyróżniający się formą budynek Kościoła Chrystusowego z połowy XIX wieku. Od lat powojennych niszczeje i kwestią czasu była całkowita dewastacja zwieńczona zawaleniem się dachu. Przez pozbawione witraży okna zobaczyć można resztki zdobień zachowanych na sklepieniu łukowym. Chwilową nadzieję daje żółta tablica z informacją o budowie... ale dość szybko okazuje się, że to tylko manifest artystyczny.


Na deser zostawiłam sobie kamienicę, o której istnieniu dowiedziałam się dzięki audycjom Joanny Mielewczyk w Radiu RAM. Na rogu Prądzyńskiego i Łukasińskiego znajduje się jedna z najpiękniejszych secesyjnych kamienic we Wrocławiu z niezwykłą płaskorzeźbą kobiety zwanej Martą. Zresztą co tu dużo pisać - posłuchajcie co do powiedzenia na temat historii tego miejsca ma Pani Barbara Kwiatkowska - mieszkanka kamienicy od ponad 70 lat. Link do audycji. 


Tak wygląda moje subiektywne spojrzenie na "Trójkąt Bermudzki", na jego najbardziej charakterystyczne miejsca i detale. Ten krótki spacer oczywiście nie wyczerpuje tematu, a po starych uliczkach i bramach kamienic można krążyć godzinami. Czy znajdziemy tam nadzieję na rewitalizację dzielnicy, czy nadal będzie się ona kojarzyć z zaniedbaniem i przestępczością? Chciałabym być optymistką, dlatego dostrzegam w tych detalach wiele piękna, ale też wiem, że dużo tu jeszcze musi się zmienić.