środa, 15 lipca 2026

Beskid Żywiecki poza utartym szlakiem. Sucha Góra, Hala Boracza i Prusów

Myślisz, że doskonale znasz Beskid Żywiecki? Na Hali Boraczej byłeś_aś już sto razy? Też tak myślałam – aż postanowiłam wybrać się na niezwykle widokową wycieczkę przez Chatkę na Suchej Górze i Prusów.


Zaczęłam trochę nietypowo, bo od pozostawienia samochodu w Żabnicy, w pobliżu pomnika jedenastu partyzantów, których Niemcy publicznie powiesili 3 września 1943 roku. W okolicy w kilku miejscach można zaparkować auto, a następnie pojechać busem na dworzec w Węgierskiej Górce. Tak też zrobiłam, po czym pociągiem dotarłam do Rajczy. Dzięki temu mogłam wygodnie zakończyć wycieczkę przy samochodzie, bez konieczności pokonywania trasy w formie pętli.

W Rajczy zaczęłam wędrówkę niebieskim szlakiem w kierunku Żabnicy. Ten kolor towarzyszył mi później przez większą część dnia.

Ze szlaku zeszłam w przysiółku oznaczonym na mapie jako Sarnówka (choć wcześniej "kusiła mnie" Wiśniówka). Rozpoczyna się tutaj nieoznakowana ścieżka, która biegnie stromo pod górę i prowadzi do Chatki na Suchej Górze, położonej pod szczytem wzniesienia o tej samej nazwie. Żeby jednak do niej dotrzeć, trzeba pokonać dość wymagające podejście.

Sama chatka jest prywatnym, ale ogólnodostępnym schronem z podstawowym wyposażeniem i możliwością nocowania. Znajdują się w niej piecyk oraz antresola z miejscem do spania dla kilku osób, a obok przygotowano dogodne miejsce na ognisko. Warunki są typowo turystyczne – pełna samoobsługa. Zrobiłam sobie tutaj dłuższą przerwę, aby nabrać sił przed „atakiem na szczyt”.


Choć wierzchołek Suchej Góry, wznoszącej się na wysokość 1040 m n.p.m., jest zalesiony, na jego obrzeżach rozciągają się rozległe, widokowe polany. Pod szczytem i na grzbiecie znajdują się trzy dawne hale pasterskie: Hala Michalskiego, Sucha Góra i Pszczyna. Roztaczają się z nich szerokie widoki na Tatry, Małą Fatrę oraz grupę Lipowskiego Wierchu.






Na szczycie, wśród drzew, znajduje się jeszcze jedna chatka… ale już znacznie mniej przyjemna i niedostępna.

Ze szczytu ruszyłam w kierunku północno-wschodnim, obierając azymut na Halę Boraczą. Czekało mnie dość konkretne zejście, zanim ponownie znalazłam się na niebieskim szlaku, który poprowadził mnie w pięknych okolicznościach przyrody prosto do schroniska, odsłaniając po drodze kolejne widoki na góry Beskidu Żywieckiego.


O ile na całej dotychczasowej trasie spotykałam jedynie pojedyncze osoby, o tyle Hala Boracza dosłownie pękała w szwach. Kolejka do jedzenia wychodziła aż na schody, a atmosfera była dość jarmarczna. Zrobiłam sobie krótką przerwę i ruszyłam dalej – nie przepadam za tłumami w górach.


Zamiast zejść, jak robię to zazwyczaj, czarnym szlakiem do Żabnicy, kontynuowałam wędrówkę niebieskim szlakiem w kierunku szczytu Prusów, wznoszącego się na wysokość 1010 m n.p.m.

To bardzo ciekawe miejsce, przy którym warto zatrzymać się na chwilę. Niewiele brakowało, a w Żabnicy powstałby ośrodek narciarski na miarę Szczyrku! Na początku lat 20. XXI wieku na stokach Prusowa planowano budowę jednego z największych i najnowocześniejszych ośrodków narciarskich w Polsce. Jego pierwsza część miała zostać uruchomiona około 2024 roku. Pod inwestycję wycięto drzewa, uporządkowano teren po wiatrołomach i wytyczono szerokie nartostrady. Projekt utknął jednak z powodu kolejnych łagodnych zim, wysokich kosztów sztucznego naśnieżania, problemów finansowych oraz sporów administracyjnych i środowiskowych. Dziś przygotowane polany służą jako pastwiska, a zimą przyciągają skiturowców i miłośników narciarstwa poza wyznaczonymi trasami. Charakterystyczne wycinki na stokach Prusowa doskonale widać podczas jazdy drogą S1 od strony Żywca.


Po zejściu z Prusowa czekała mnie już tylko droga w dół, ale nie oznaczało to końca ciekawych widoków. Wiosną przyroda odżywa i prezentuje się wyjątkowo soczyście, skutecznie umilając górskie wędrówki.




Do Żabnicy dotarłam w pobliżu zabytkowej drewnianej dzwonnicy loretańskiej z kapliczką, wzniesionej w 1855 roku. Dawniej wierzono, że dźwięk jej dzwonu chroni mieszkańców przed burzami, powodziami i innymi klęskami. Dziś w kapliczce znajduje się również figura Jana Pawła II.

Tak zakończył się mój intensywny dzień w górach. Trasa udowodniła mi, że poza popularnymi szlakami prowadzącymi na Rysiankę, Halę Boraczą czy Lipowską w Beskidzie Żywieckim nadal można znaleźć sporo mniej znanych i zaskakujących miejsc.

Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która pomoże mi finansować kolejne wyprawy :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Inne ciekawe trasy w Beskidzie Żywieckim:





wtorek, 14 lipca 2026

Chyba oszalałam. Rowerem po górach z dzieckiem w przyczepce - trasa w Beskidzie Śląskim

Rowerem po Beskidzie Śląskim – już to przerabiałam. Tym razem jednak do mojej wycieczki na dwóch kółkach dołączyła córka, wybierając opcję godną księżniczki. Wpakowała się do przyczepki rowerowej, a ja, momentami ledwo zipiąc, zawzięcie pedałowałam w rejonie Wisły i Baraniej Góry. Jaką trasę polecam na rowerowy wypad w góry z dzieckiem?


Lubię sprawdzone rozwiązania. Trasy rowerowe w tej okolicy poznałam już trochę podczas poprzedniego wyjazdu w góry przez Cieńków i Przysłop, więc miałam mniej więcej rozeznanie, dokąd się udać. Obecnie Młoda jeździ już sama na rowerze, ale kiedy była młodsza, regularnie korzystałyśmy z fotelika, a nie z przyczepki. Wsadziłam ją do niej tylko raz, gdy miała 3,5 roku, i w ogóle jej się to nie podobało. Tym razem sama wyszła z taką propozycją i mimo że jest już na tę formę podróży trochę za duża, postanowiłam spróbować.


Oczywiście, aby uciągnąć ten ciężar, musiałam wypożyczyć rower elektryczny – bez wspomagania nawet nie podjęłabym się takiego wyzwania. Odebrałyśmy sprzęt w rejonie Małej Zapory w Wiśle i ruszyłyśmy najpierw łagodnie asfaltem, a później, w okolicach Jeziora Czerniańskiego, ostro pod górę. Tam nastąpił moment mojego kryzysu i zwątpiłam, że to się uda. Niepotrzebnie wjechałam na terenową ścieżkę, ponieważ akurat ten fragment znacznie łatwiej byłoby pokonać drogą. W Wiśle Czarne odzyskałam jednak siły oraz wiarę w siebie i ruszyłyśmy sprawnie przez malowniczą Dolinę Białej Wisełki.

Na rozwidleniu w okolicach Kaskad Rodła skierowałam się na drogę pożarową i, meandrując ścieżkami znanymi mi już z zeszłych wakacji, spokojnie natrzaskałam trochę kilometrów. Momentami było nieźle pod górę, ale właśnie po to miałam elektryka. Kulminacyjnym punktem wycieczki był objazd gór Przysłop i Przypór – to jeden z najbardziej widokowych fragmentów trasy i szkoda byłoby go pominąć. Następnie czekał nas już tylko zjazd do schroniska na Przysłopie i powrót Doliną Czarnej Wisełki do wypożyczalni. Spokojnie zrobiłabym dłuższą trasę, może nawet ze Stecówką, ale niestety musiałam już zwrócić rower.

Czy było to szalone? Biorąc pod uwagę wagę naszego kramu wynoszącą około 140-150 kg – tak. Czy było super? No ba! Bardzo polecam tę trasę. Nie ma na niej bardzo ostrych podjazdów, poza fragmentem w okolicach zapory, dlatego nawet bez dużego doświadczenia w górskiej jeździe na rowerze można spędzić świetny, aktywny dzień.

Podoba Ci się moja twórczość? 
Będzie mi miło, jak postawisz mi wirtualną kawę, która pomoże mi finansować kolejne wyprawy :-)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Moja trasa rowerowa po górach z dzieckiem w przyczepce: