niedziela, 14 maja 2023

Pałac w Kłobucku. Czekając na ciąg dalszy historii

Kłobuck koło Częstochowy może poszczycić się majestatycznym eklektycznym pałacem z końca XVIII wieku. Wyróżnia go także ciekawa historia - przez pewien czas jego właścicielem był nawet car Rosji. Problem tylko w tym, że obiekt od lat pozostaje niezagospodarowany, a w przyszłym roku minie 20 lat odkąd rozpoczęto jego adaptację na cele konferencyjne. Co dalej z tym pałacem?


W tak zwanym parku na Zagórzu w Kłobucku, wśród zieleni drzew i krzewów, stoi sobie pałac. Po trzecim rozbiorze Polski ziemia kłobucka znalazła się pod panowaniem pruskim, a tzw. państwo zagórskie (majątek starostwa) rok później stało się własnością ministra spraw zagranicznych Prus, Christiana von Haugwitza. To właśnie on wzniósł neogotycki pałac w kształcie litery L, z charakterystyczną, wieloboczną wieżą. Po nim majątek odziedziczył jego syn, Paweł.


Kolejnymi właścicielami pałacu (od 1833 r.) byli Lemańscy: Benedykt i jego syn Edward, który to, nawiasem mówiąc, skończył marnie. W 1863 r. Edwarda Lemańskiego skazano na wyrok śmierci za szkodzenie sprawie polskiej i uciskanie poddanych. Następnie majątek znalazł się w rękach magnata przemysłowego, Guidona von Donnersmarcka, który w 1871 roku sprzedał pałac na Zagórzu Romanowom, a dokładnie carowi Aleksandrowi II. W rosyjskich rękach pałac znajdował się do końca I wojny światowej. Pod koniec XIX wieku rezydencji nadano podczas przebudowy styl eklektyczny.


Następnie obiekt przejęty został przez Skarb Państwa. W okresie międzywojennym mieściła się w nim Szkoła Leśników; w latach 1952-1972 siedziba Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, a jeszcze później - zakład odzieżowy Dom Mody "Elegancja". W 2004 roku w pałacu rozpoczął się remont, po zakończeniu którego miało powstać centrum konferencyjne. Niestety nie otwarto go do dziś. W 2017 roku właściciele pałacu zorganizowali dzień otwarty, ale na co dzień wnętrza pałacowe nie są dostępne. 


Dalsze losy pałacu w Kłobucku pozostają nieznane, bo choć były plany i nadzieje, to wygląda na to, że nie doczekały się one przez niemal dwie dekady realizacji. Trzeba jednak przyznać, że obiekt wygląda na dobrze zabezpieczony i z całą pewnością nie grozi mu obrócenie zawalenie, jak to często w przypadku takich zabytków bywa. Pozostaje trzymać kciuki za to, by jednak znalazła się dla kłobuckiego pałacu jakaś odpowiednia funkcja. 


Pałac w Kłobukowicach. Od operowej arii po przejmującą ciszę

W Kłobukowicach koło Częstochowy, w XIX-wiecznym eklektycznym pałacu przed laty mieszkali znani śpiewacy operowi - bracia Reszkowie. W czasach świetności gościły tu wybitne osobistości - marszałek Edward Rydz-Śmigły, prezydent Warszawy Stefan Starzyński czy generał Józef Haller. Dziś trudno uwierzyć, że kiedyś toczyło się tutaj życie towarzyskie wyższych sfer - zapomniany pałac powoli samoistnie zamienia się w ruinę. Po blichtrze znanym z operowych sal nie został nawet ślad.

Położone na wysokiej skarpie nad Wartą Kłobukowice posiadają średniowieczny rodowód - wzmiankowane były już w 1220 roku. Wyraźne ślady historii są jednak dużo młodsze - jako pierwszy w oczy rzuca się tuż przy drodze XVIII-wieczny spichlerz, a po wejściu na teren majątku zauważyć można pałac z drugiej połowy XIX wieku. Najbardziej znanymi właścicielami majątku byli Reszkowie - wywodząca się z Warszawy rodzina śpiewaków operowych znanych na całym świecie! 

Karierę muzyczną zrobiło troje rodzeństwa: Józefina, Jan i Edward. Jan Reszke (1850-1925) występował w operach w Paryżu, Mediolanie, w Sankt Petersburgu, w Royal Opera House w Londynie i w Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Często na scenie pojawiał się wraz z bratem, czasem także z siostrą. W 1902 roku otworzył szkołę śpiewu w Paryżu, którą przeniósł później do Nicei. Pałac w Kłobukowicach był jego polskim domem. Otworzył tutaj stadninę oraz stajnię sportową. U Reszków gościła śmietanka towarzyska, kulturowa i polityczna - między innymi marszałek Edward Rydz-Śmigły, Stefan Starzyński czy generał Józef Haller. 

Jan Reszke na scenie jako Romeo

W 1922 roku nową właścicielką pałacu została córka Edwarda Reszkego - Janina, która wyszła za mąż za Adama Nieniewskiego. W latach 30. Nieniewscy przekazali majątek miastu Częstochowa. W okresie wojny w Kłobukowicach znaleźli schronienie uchodźcy z Warszawy, a w czasach PRL działał tu sierociniec, spółdzielnia rolnicza i  Związek Młodzieży Wiejskiej. Ci ostatni zamierzali utworzyć tu kompleks wypoczynkowy oraz Uniwersytet Ludowy. Pozostałością po ich pracach jest niedokończony współczesny obiekt przy drodze - niedoszły hotel i restauracja. Prace przerwano w 1991 roku. Majątek obecnie znajduje się w rękach prywatnych. W 2004 roku miał tu powstać ośrodek szkoleniowo-konferencyjny, ale do realizacji planów nigdy nie doszło. 


Niepozorny pałac w Kłobukowicach w XIX i na początku XX wieku musiał być przepełniony ludźmi, dostojną muzyką i ciekawymi historiami. Ktoś, kto koncertował na całym świecie, musiał w swoim domu rozsiewać dostojną atmosferę znaną najznamienitszych sal operowych. Dziś po dawnej świetności nie zachowało się nic, a pałac powoli zaczyna się rozpadać. Oto kolejna smutna historia upadku.

Pałac w Rożnowie. Jaka piękna ruina!

Grobowiec - piramida nie jest jedynym zabytkiem w niewielkiej wsi Rożnów. W jej sąsiedztwie znajduje się neogotycki pałac z połowy XIX wieku, a raczej to, co z niego zostało. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze na początku XXI wieku budynek znajdował się w dobrym stanie technicznym i służył mieszkańcom. Jak można zrujnować pałac w ciągu 20 lat? Okazuje się, że nietrudno... 

Wzmiankowany już w 1297 roku Rożnów w województwie opolskim kiedyś był ziemskim majątkiem z pałacem, parkiem i folwarkiem. Na przestrzeni wieków często zmieniał swoich właścicieli, a jednym z wyraźniej odznaczających się na kartach historii był August Freiherr von Eben und Brunnen - pruski generał, o którym pisałam już w kontekście grobowca-piramidy. W rękach rodziny von Eben Rożnów pozostał do XIX wieku, kiedy to kupił go Dorotheus von Gladis. To własnie on w połowie XIX stulecia wzniósł neogotycki pałac. Ostatnimi przedwojennymi właścicielami majątku była rodzina von Treu - od 1862 do 1945 r.

Utrzymany w stylu neogotyckim pałac zaprojektował znany na Śląsku Carl Lüdecke, którego możecie kojarzyć głównie za sprawą pałacu w Kopicach. Niestety obie budowle podzieliły podobny, tragiczny los... Rożnowska rezydencja po II wojnie światowej została wcielona do PGR-u. Ale to jeszcze nie był początek końca - wręcz przeciwnie, od spotkanego przypadkiem mieszkańca dowiedziałam się, że istniała tam między innymi świetlica, a budynek służył mieszkańcom. W dobrym stanie technicznym znajdował się do początku XXI wieku, kiedy to trafił w ręce prywatnego inwestora. Jednego, drugiego, trzeciego... Pałac powoli obracał się w ruinę. Zniknęło cenne wyposażenie, zawaliły się dachy, stropy. Nakładane przez konserwatora zabytków kary niczego nie zmieniły. Czy obecnie jeszcze jest co ratować? 

Pałac w Rożnowie niestety jest jednym z wielu przykładów, jak można doprowadzić zabytek do ruiny w kilka lat. Z użytkowego obiektu, który miał szansę dalej cieszyć oko mieszkańców i przyjezdnych, została tylko ruina. Jaka będzie przyszłość pałacu? Chciałabym być optymistką, ale zbyt wiele takich pałaców już widziałam, aby wierzyć w jego odbudowę. Dajcie znać, jakie macie zdanie na ten temat. 

Piramida w Rożnowie. Pruski generał, egipski faraon i Brama Brandenburska

Bardzo lubię stare cmentarze i grobowce - wiele można z nich się dowiedzieć na temat historii miejscowości oraz ludzi, którzy kiedyś ją zamieszkiwali. Jedno z najciekawszych mauzoleów, jakie widziałam, znajduje się w Rożnowie w województwie opolskim. Co mają ze sobą wspólnego egipskie piramidy, berlińska Brama Brandenburska i niewielka wieś Rożnów?

Rożnów (niem. Rosen) w województwie opolskim to nieduża wieś w okolicach Kluczborka. Pewnie nigdy byśmy się nie wybrali w to miejsce, gdyby nie moja fascynacja starożytną historią Egiptu oraz zamiłowanie do starych grobowców. W Rożnowie bowiem zobaczyć można prawdziwą piramidę. Nie został bynajmniej w niej pochowany żaden faraon, ale historia tego mauzoleum i tak robi wrażenie.

August Freiherr von Eben und Brunnen był pruskim generałem oraz właścicielem majątku rożnowskiego. Na 20 lat przed swoją śmiercią wymarzył sobie wieczny spoczynek w grobowcu inspirowanym Egiptem i w 1780 roku wzniósł wysokie na 9 metrów mauzoleum w kształcie piramidy. Wierzył, że kształt i właściwości ostrosłupa zapewnią mu po śmierci mumifikację.

Projekt grobowca zlecił Carlowi Gotthardowi Langhansowi, znanemu klasycystycznemu architektowi, który miał w swoim dorobku między innymi Bramę Brandenburską w Berlinie, Perłę Żeliszowa czy pałac Wallenberg-Pachaly we Wrocławiu. W piramidzie znalazło się miejsce na podziemną kryptę, do której stróżki światła wpadają przez małe owalne okienka. Nad wejściowym portalem umieszczono kartusze herbowe rodów von Mohring i von Eben. Oprócz zmarłego w 1800 roku Augusta Freiherra von Eben und Brunnen w piramidzie pochowani zostali jeszcze jego ojciec, teść, teściowa, wuj oraz nowi właściciele majątku Rosen oraz ich krewni - łącznie 28 osób. 

Piramida została naruszona w 1945 roku przez żołnierzy Armii Czerwonej. Obecnie zaglądając do środka przez jedno z okienek, można zauważyć zniszczone trumny, a nawet kości.W 2005 roku pracownicy Uniwersytetu Wrocławskiego przeprowadzili w Rożnowie prace porządkowe i antropologiczne, dzięki czemu udało się ustalić płeć i wiek zmarłych. 

Tuż obok znajduje się drewniany kościół pw. św. Apostołów Piotra i Pawła. Pierwsze wzmianki o świątyni pochodzą z XIV wieku. Od 1530 do 1945 roku była to miejsce spotkań protestantów, a po II wojnie światowej - kościół katolicki. Obecny drewniany budynek pochodzi z 1788 roku.

Niepozorne miejsca potrafią skrywać prawdziwe skarby. Idealnym tego przykładem jest Rożnów, który zachwycił mnie wyjątkową piramidą, drewnianą świątynią oraz ruinami pałacu. W tej niewielkiej wsi w województwie opolskim zachowało się wiele piękna i historii, którą niewiele osób ma szansę poznać. 

wtorek, 25 kwietnia 2023

Opuszczona piramida w Ustroniu. Druga twarz uzdrowiska

17 modernistycznych piramid zaskakująco dobrze wpisało się w górski krajobraz Ustronia i na zawsze zmieniło charakter miasta, które do dziś jest największym uzdrowiskiem w województwie śląskim. Choć w latach 60. Jerzy Ziętek wieszczył sukces i wraz z architektami - Henrykiem Buszką i Aleksandren Frantą, planował budowę aż 28 obiektów, to nie wszystko poszło zgodnie z planem. Problemy przyniosły też lata 90. i w efekcie jedna z piramid - Maciejka - od 30 lat pozostaje opuszczona. 

W latach 60. XX wieku rozpoczęła się prawdziwa rewolucja w Beskidzie Śląskim. Jerzy Ziętek, przy poparciu władz wojewódzkich, roztoczył wizję rozwoju górskich miejscowości w województwie katowickim (dziś - śląskim). Planowano, aby Wisła stała się centrum weekendowego odpoczynku, a Szczyrk zimowym kurortem  narciarskim. Z kolei Ustroń miał wkrótce zyskać status jednego z najważniejszych uzdrowisk w Polsce. 

Aby osiągnąć ten ostatni cel, Ziętek zaprosił do współpracy dwóch architektów: Henryka Buszkę i Aleksandra Frantę, którzy do zespołu dokooptowali jeszcze Tadeusza Szewczyka. Ich zdaniem było stworzenie na zboczu Równicy, w dzielnicy Zawodzie, potężnego kompleksu sanatoryjno-leczniczego. Zaprojektowane przez nich modernistyczne piramidy  zaskakująco dobrze wpisały się w górski krajobraz i stały się prawdziwym symbolem Ustronia. 

Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Z zaplanowanych 28 piramid udało się zbudować tylko 17. Ostatnie obiekty oddano do użytku na przełomie lat 80. i 90. Pod koniec 2022 roku media obiegła informacja o planowanej rozbudowie uzdrowiska, w ramach której powstaną cztery nowe budynki nawiązujące do projektu Buszki i Franty. Może przy okazji udałoby się zadbać o Maciejkę - jedyną piramidę, która nie jest użytkowana? Ten obiekt wręcz błaga o remont... 


W czasach świetności w Maciejce wypoczywali pracownicy Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Wszystko zmieniło się w 1993 roku, kiedy zakład nie zdecydował się na wykupienie ośrodka i w efekcie przeszedł on pod zarząd miejski. Rok później pojawił się inwestor z USA, który planował zaadaptować budynek na gigantyczne kasyno. Niestety pomysł nigdy nie doczekał się realizacji - na mocy nowego prawa inwestycje hazardowe nie mogły mieć finansowania zza granicy. 

Pomysł upadł, wkrótce upadła też sama Maciejka. Przez ostatnie 30 lat budynek dosłownie wypruto z wszystkiego, co mogło mieć jakąkolwiek wartość. W środku nie zachował się żaden ślad z czasów świetności obiektu, a zdewastowane i pełne śmieci wnętrza wzbudzają jedynie niesmak. Maciejka wystawiona jest na sprzedaż, ale czy ktokolwiek podejmie się odbudowy tak zniszczonego obiektu? Zresztą zobaczcie sami...